W ochronie zdrowia czas bywa równie cenny jak pieniądze. W Opolskim Centrum Onkologii im. prof. Tadeusza Koszarowskiego uznano, że na jedno i drugie nie można już dłużej czekać. Zapadła decyzja o rozbudowie bloku operacyjnego – inwestycji wartej ponad 21 milionów złotych, sfinansowanej w całości ze środków własnych placówki. To największe przedsięwzięcie w historii szpitala i jeden z ważniejszych medycznych projektów infrastrukturalnych w regionie.

Nie będzie to kosmetyczna korekta ani wymiana lamp. Powstanie nowa, trzykondygnacyjna część budynku połączona z istniejącą infrastrukturą. Jej centrum stanowić będą dwie dodatkowe sale operacyjne – w tym jedna przystosowana do chirurgii robotycznej – a także zmodernizowany blok w obecnym budynku „E”. W praktyce oznacza to realne zwiększenie liczby wykonywanych zabiegów, możliwość wdrażania nowoczesnych technologii i skrócenie kolejek.

Koniec czekania na „zewnętrzne cuda”

Dyrekcja nie ukrywa, że decyzja dojrzewała długo. Przez kilka lat placówka bezskutecznie próbowała pozyskać finansowanie zewnętrzne. Ostatecznie uznano, że dalsze odkładanie inwestycji odbija się nie tylko na organizacji pracy, lecz także na kondycji personelu.

Blok operacyjny pracował na granicy wydolności. Zabiegi przeciągały się do późnych godzin wieczornych, a zespół chirurgów i pielęgniarek funkcjonował w permanentnym napięciu. Przy rosnącej liczbie pacjentów onkologicznych i coraz bardziej zaawansowanym sprzęcie przestrzeń zwyczajnie przestała wystarczać. Nowe sale mają ten impas przełamać.

Ordynator oddziału chirurgii onkologicznej wprost wskazywał, że obecne warunki nie pozwalają już swobodnie rozwijać się technologicznie. Brak miejsca to nie tylko problem logistyczny – to bariera dla wdrażania nowych metod leczenia i dla komfortu pacjentów, którzy zamiast planowej operacji w ciągu dnia trafiali na stół operacyjny późnym wieczorem.

Technologia potrzebuje metrów kwadratowych

Skala inwestycji robi wrażenie także w liczbach technicznych: 8500 m³ kubatury, około 1800 m² powierzchni użytkowej, dwie nowe sale operacyjne plus modernizacja trzeciej w istniejącym obiekcie. Wykonawca nie ukrywa, że realizacja w działającym szpitalu onkologicznym to zadanie wymagające precyzji i logistyki na poziomie operacji wojskowej. Prace muszą przebiegać tak, aby nie zakłócić bieżącego leczenia i zapewnić bezpieczeństwo pacjentom.

Istotnym elementem będzie sala dostosowana do chirurgii robotycznej. To nie marketingowy dodatek, lecz kierunek rozwoju współczesnej onkologii: większa precyzja, mniejsza inwazyjność, krótszy czas rekonwalescencji. Tego typu infrastruktura wymaga jednak odpowiedniej przestrzeni, zaplecza technicznego i instalacji, których nie da się „wcisnąć” w stare mury bez gruntownej przebudowy.

Samodzielność zamiast prowizorki

Do tej pory część zabiegów wykonywano w godzinach późnowieczornych, korzystając z sal operacyjnych Szpitala Wojewódzkiego. To rozwiązanie tymczasowe, które nie sprzyjało ani pacjentom, ani zespołom medycznym. Rozbudowa oznacza uniezależnienie się od takiej prowizorki i stworzenie warunków pracy adekwatnych do skali potrzeb.

Wicemarszałkini regionu podkreślała determinację dyrekcji, która zdecydowała się udźwignąć inwestycję z własnego budżetu. W realiach ochrony zdrowia, gdzie większość podmiotów czeka na dotacje i konkursy, taki ruch jest sygnałem: rozwój nie zawsze może czekać na sprzyjające rozdanie kart.

Finał w 2027 roku

Zakończenie prac zaplanowano na styczeń 2027 roku. Jeśli harmonogram zostanie dotrzymany, Opole zyska nowoczesny blok operacyjny odpowiadający aktualnym standardom chirurgii onkologicznej.

To inwestycja w beton i stal, ale przede wszystkim w czas – ten, który dla pacjenta onkologicznego jest bezcenny. W medycynie każdy dzień zwłoki ma swoją wagę. W Opolu uznano, że tej wagi nie wolno już dłużej ignorować.

Fot. UMWO

Udostępnij:
Wspieraj wolne media

Skomentuj

O Autorze

Dziennikarz, publicysta, dokumentalista (radio, tv, prasa) znany z niekonwencjonalnych nakryć głowy i czerwonych butów. Interesuje się głównie historią, ale w związku z aktualną sytuacją społeczno-polityczną jest to głównie historia wycinanych drzew i betonowanych placów miejskich. Ma już 65 lat, ale jego ojciec dożył 102. Uważa więc, że niejedno jeszcze przed nim.