Czasem wystarczy wsiąść do pociągu, żeby przypomnieć sobie, że góry są bliżej, niż się wydaje. Opolska Malinka jeździ już rok – i coraz wyraźniej pokazuje, że dobra kolej potrafi być zaproszeniem do małej, ale konkretnej przygody.
Opolska Malinka ma w sobie coś więcej niż tylko rozkład jazdy. Może dlatego, że od początku była pomyślana nie jako „kolejne połączenie”, ale jako bilet do odpoczynku. Rok temu ruszyła z Brzegu do Wisły Głębce, dziś startuje już we Wrocławiu, przejeżdża przez Brzeg, Opole i Kędzierzyn-Koźle, a na końcu dowozi pasażerów dokładnie tam, gdzie zaczyna się Beskid Śląski.
Przez ten rok przejechała blisko 75 tysięcy kilometrów, wykonała 372 kursy i przewiozła około 10 tysięcy osób. To nie są statystyki do raportu – to konkretni ludzie z plecakami, nartami, termosami i planami na weekend. Jedni jadą na cały tydzień, inni tylko „na jeden dzień, żeby odetchnąć”.
W ferie i wakacje Malinka kursuje codziennie, poza sezonem – w weekendy. Z Opola do Wisły Uzdrowisko jedzie się 2 godziny i 16 minut, w nowoczesnym Impulsie, za 39 zł. Bez korków, bez stresu, bez walki o parking.
A co dalej, kiedy już się wysiądzie?
Wisła to nie tylko skoki narciarskie i Adam Małysz, choć jego muzeum przyciąga fanów sportu z całej Polski. To także spacery doliną Wisły, deptak w centrum, kawiarnie, szlaki piesze i rowerowe, a zimą – stoki narciarskie w zasięgu krótkiego spaceru lub lokalnego busa. Wisła Uzdrowisko to dobre miejsce na spokojny start: kawa, krótki spacer, plan na resztę dnia.
Kilka minut wcześniej Malinka zatrzymuje się w Ustroniu Zdroju – miejscu dla tych, którzy chcą połączyć ruch z regeneracją. Kolej linowa na Czantorię, Leśny Park Niespodzianek, pijalnie wód, trasy spacerowe i rowerowe – to miasto, w którym naprawdę da się zwolnić tempo, nawet jeśli przyjechało się tylko na jeden dzień.
A jeśli ktoś zostanie do końca trasy i wysiądzie w Wiśle Głębce, trafia niemal wprost pod góry. To dobra baza wypadowa na dłuższe wędrówki, zimą – na narty biegowe i zjazdowe, latem – na szlaki, które nie są jeszcze tak zatłoczone jak te najbardziej znane.
Rocznicowy przejazd Opolskiej Malinki miał tort, balony i urodzinowy klimat, ale w gruncie rzeczy był potwierdzeniem czegoś ważniejszego: to połączenie się sprawdziło. Korzystają z niego rodziny, grupy znajomych, seniorzy i młodzi, którzy wolą pociąg od samochodu. Jak mówi Robert Węgrzyn z zarządu województwa opolskiego, decyzja o uruchomieniu tego kierunku była strzałem w dziesiątkę – i liczby tylko to potwierdzają.
Jeśli więc jeszcze nie jechałeś Opolską Malinką, to może warto zapytać nie „czy”, tylko „kiedy”. Bo czasem najlepsze atrakcje zaczynają się nie na miejscu, ale już w chwili, gdy pociąg rusza z peronu.
Fot. Opolski Zakład Polregio





