Nazwy ulic i rond zazwyczaj mijamy bezrefleksyjnie. Są jak drogowskazy – mają prowadzić, nie skłaniać do myślenia. A jednak czasem jedno słowo na tabliczce potrafi zatrzymać wzrok i uruchomić pytania. Tak jest w Strzelcach Opolskich, gdzie mieszkańcy zdecydowali, że nowe rondo u zbiegu ulic Marka Prawego i Zakładowej ma nosić nazwę Rondo Ofiar Tragedii Górnośląskiej.

Pisaliśmy o tym:

Nazwa ronda: między pamięcią a tożsamością. Co wybrać?

Spośród ponad 26 tysięcy uprawnionych do głosowania, głos w konsultacjach społecznych oddało 480 osób. Za nadaniem nazwy opowiedziało się 346 mieszkańców, przeciw było 132. Frekwencja była niska, ale wynik jednoznaczny – niemal trzy czwarte głosujących poparło tę propozycję. To wystarczający sygnał dla radnych, by nadać nazwie oficjalny bieg.

Inicjatywa wyszła od klubu radnych Śląscy Samorządowcy i nie była przypadkowa. Zbiega się z 80. rocznicą wydarzeń z 1945 roku, które w historii regionu zapisały się jako Tragedia Górnośląska. To nie jedno dramatyczne zdarzenie, lecz ciąg represji, aresztowań, gwałtów, grabieży i deportacji, które rozpoczęły się wraz z wkroczeniem Armii Czerwonej na Górny Śląsk.

Tysiące ludzi – często tylko dlatego, że byli mężczyznami w sile wieku, mówili po niemiecku albo mieli śląskie nazwiska – zostało wywiezionych do sowieckich obozów pracy. Wielu z nich nigdy nie wróciło. Ci, którym się udało, wracali po latach: chorzy, złamani, często do domów, których już nie było. Przez dziesięciolecia o tym nie mówiono głośno. W oficjalnej narracji PRL nie było miejsca na cierpienie zadane przez „wyzwoliciela”.

Dlaczego Strzelce Opolskie? Bo Tragedia Górnośląska nie była abstrakcyjną historią regionu. Dotknęła także tego miasta i okolicznych miejscowości. Stąd również wywożono ludzi, tu także kobiety zostawały same z dziećmi, a rodziny przez lata czekały na wieści, które często nie nadchodziły nigdy.

Rondo nie jest pomnikiem na uboczu ani tablicą, obok której przechodzi się raz w roku. To miejsce codziennego ruchu – do pracy, szkoły, sklepu. Pamięć wjeżdża tu w codzienność, a nazwa przestaje być tylko historycznym hasłem.

346 głosów „za” i 132 „przeciw” pokazują, że pamięć bywa trudna i nie zawsze jednomyślna. Ale pokazują też coś ważniejszego: że większość tych, którzy zdecydowali się zabrać głos, uznała, iż ta historia zasługuje na swoje miejsce w przestrzeni miasta. Nawet – a może właśnie – na rondzie.

Udostępnij:
Wspieraj wolne media

Skomentuj

O Autorze

Dziennikarz, publicysta, dokumentalista (radio, tv, prasa) znany z niekonwencjonalnych nakryć głowy i czerwonych butów. Interesuje się głównie historią, ale w związku z aktualną sytuacją społeczno-polityczną jest to głównie historia wycinanych drzew i betonowanych placów miejskich. Ma już 65 lat, ale jego ojciec dożył 102. Uważa więc, że niejedno jeszcze przed nim.