W magazynach nie zalega, w aptekach jej nie kupimy, w laboratorium jej nie stworzymy. Krew wciąż zależy wyłącznie od ludzi. A tych potrzeba stale – także na Opolszczyźnie.

Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Opolu regularnie apeluje o zgłaszanie się nowych dawców. Nie dlatego, że wydarzyło się coś nadzwyczajnego. Właśnie przeciwnie – dlatego, że codzienność szpitali wymaga stałych dostaw. Operacje planowe, porody, wypadki drogowe, leczenie nowotworów, zabiegi kardiochirurgiczne – to wszystko zużywa krew w tempie, którego nie widać na pierwszy rzut oka.

Jak podkreśla dr n. med. Iwona Rajca-Biernacka, dyrektor RCKiK w Opolu, krwi nigdy nie ma „za dużo”, bo nie istnieje jej syntetyczny zamiennik. Czerwone krwinki można przechowywać maksymalnie 42 dni. Płytki krwi – zaledwie 5–7 dni. To oznacza, że system musi działać w trybie ciągłym: pobór, badanie, preparatyka, wydanie do szpitala. Bez przerw.

Kto może zostać dawcą?

Zasady są proste i niezmienne w całym kraju. Krew może oddać osoba:

  • w wieku 18-65 lat,

  • ważąca co najmniej 50 kg,

  • ogólnie zdrowa.

Jednorazowo pobiera się 450 ml krwi pełnej. Organizm zdrowej osoby regeneruje tę objętość stosunkowo szybko, a bezpieczeństwo dawcy jest monitorowane na każdym etapie – od wywiadu medycznego po badania laboratoryjne.

Warto pamiętać, że oprócz głównej siedziby w Opolu, oddziały terenowe działają również w Brzegu, Kędzierzynie-Koźlu, Kluczborku i Nysie, co znacząco ułatwia dostęp mieszkańcom regionu.

Jak wygląda sytuacja w liczbach?

W skali kraju każdego roku krew oddaje około 600-700 tysięcy osób. To dużo – ale jednocześnie wciąż mniej niż 2% dorosłej populacji. Według zaleceń międzynarodowych system ochrony zdrowia jest stabilny wtedy, gdy regularnie oddaje krew co najmniej 4-5% społeczeństwa.

W Polsce rocznie wykonuje się około 1,3 miliona donacji. Z jednej jednostki krwi można uzyskać kilka składników: koncentrat krwinek czerwonych, osocze oraz płytki krwi. Dzięki temu jedna donacja może pomóc nawet trzem pacjentom.

Problem pojawia się sezonowo. W okresach wakacyjnych i świątecznych liczba dawców spada, natomiast liczba wypadków drogowych czy nagłych hospitalizacji nie maleje. Szczególnie wrażliwe są zapasy grup Rh ujemnych – statystycznie rzadszych w populacji.

Dlaczego system potrzebuje stałości?

Krew nie jest „rezerwą strategiczną” w klasycznym rozumieniu. Jej termin przydatności wymusza rotację. Jeśli przez kilka tygodni zgłosi się zbyt mało dawców, po miesiącu w magazynach zaczyna brakować określonych grup.

Dodatkowym wyzwaniem są płytki krwi – niezbędne m.in. w leczeniu pacjentów onkologicznych i hematologicznych. Ich pięciodniowa trwałość sprawia, że muszą być dostępne praktycznie „na bieżąco”. Tu nie ma marginesu bezpieczeństwa.

Co zyskuje dawca?

Poza satysfakcją – konkretne uprawnienia. Honorowemu dawcy przysługują dwa dni płatnego zwolnienia od pracy: w dniu donacji oraz w dniu następnym. Dodatkowo przysługuje posiłek regeneracyjny (ekwiwalent kaloryczny) oraz możliwość skorzystania z ulg przewidzianych dla zasłużonych honorowych dawców.

Ale w praktyce motywacja jest prostsza. W sytuacji nagłej każdy z nas może znaleźć się po drugiej stronie – jako pacjent wymagający transfuzji. Statystyki są bezlitosne: co trzeci człowiek w ciągu życia będzie potrzebował krwi lub jej składników.

Lek, którego nie da się zastąpić

W dobie zaawansowanej medycyny potrafimy przeszczepiać serca, leczyć genetycznie rzadkie choroby, prowadzić operacje robotyczne. A jednak w jednym obszarze jesteśmy całkowicie zależni od solidarności społecznej.

Krwi nie produkuje żadna fabryka. Produkuje ją wyłącznie ludzki organizm. A system ochrony zdrowia działa tylko wtedy, gdy ktoś decyduje się podzielić jej częścią.

Dlatego apel o dawców nie jest komunikatem nadzwyczajnym. Jest elementem stałego, medycznego rytmu. I przypomnieniem, że najcenniejszy lek wciąż powstaje w człowieku.

Udostępnij:
Wspieraj wolne media

Skomentuj

O Autorze

Dziennikarz, publicysta, dokumentalista (radio, tv, prasa) znany z niekonwencjonalnych nakryć głowy i czerwonych butów. Interesuje się głównie historią, ale w związku z aktualną sytuacją społeczno-polityczną jest to głównie historia wycinanych drzew i betonowanych placów miejskich. Ma już 65 lat, ale jego ojciec dożył 102. Uważa więc, że niejedno jeszcze przed nim.