Polityczna bitwa o bezpieczeństwo przeniosła się z gabinetów w Warszawie na konferencje w regionach. Podczas gdy prezydent Karol Nawrocki stawia twarde „nie” unijnemu programowi SAFE, rząd Donalda Tuska wyciąga z rękawa plan awaryjny o nazwie „Polska Zbrojna”. Stawka jest gigantyczna: 44 miliardy euro, które mają stać się paliwem dla polskiej armii.

W Kędzierzynie-Koźlu parlamentarzyści Koalicji Obywatelskiej, poseł Paweł Masełko oraz senator Beniamin Godyla, wyłożyli kawę na ławę: bezpieczeństwo nie może czekać na zakończenie politycznych przepychanek. Skoro drzwi frontowe (unijna ustawa) zostały zamknięte prezydenckim wetem, rząd postanowił wejść oknem, wykorzystując do tego Bank Gospodarstwa Krajowego.

Matematyka kontra polityka

Głównym punktem sporu są pieniądze, a konkretnie – ich cena. Poseł Paweł Masełko nie gryzł się w język, wyliczając, że unijna pożyczka to „promocja”, jakiej próżno szukać na wolnym rynku. Przy oprocentowaniu na poziomie 3%, oferta ta bije na głowę polskie obligacje skarbowe, za które państwo musi płacić nawet ponad 5,5%.

Według parlamentarzysty, propozycja prezydenta i prezesa NBP, oparta na mitycznych „zyskach banku centralnego”, jest de facto dwa razy droższa dla portfela podatnika niż europejski program. To zestawienie ma pokazać jedno: upór głowy państwa uderza nie w rząd, a w stabilność finansową kraju.

Warto wiedzieć: Rząd przypomina, że z programu SAFE bez oporów korzystają kraje rządzone przez prawicę, jak Węgry czy Włochy. Tam europejskie fundusze na obronność nie budzą takich kontrowersji jak nad Wisłą.

Polska Zbrojna – co się zmieni?

Nowa inicjatywa, za którą odpowiadają ministrowie Kosiniak-Kamysz i Domański, ma jeden zasadniczy cel: nie pozwolić, by miliardy euro przeszły nam koło nosa. Fundusze trafią do Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych, ale – co podkreślają politycy – weto prezydenta wymusiło bolesne cięcia.

  • Armia dostanie swoje: Pieniądze popłyną na nowoczesny sprzęt i rozwój polskiego przemysłu obronnego.

  • Inni muszą poczekać: Ofiarą sporu padły służby mundurowe. Policja, Straż Graniczna czy służby specjalne nie dostaną z tego źródła tyle, ile pierwotnie planowano. Na ich modernizację rząd będzie musiał teraz szukać alternatywnych „zaskórniaków”.

Bezpieczeństwo ponad podziałami? Już nie

Senator Beniamin Godyla i radny Michał Nowak zgodnie alarmują: dotychczas kwestie obronności były wyłączone z politycznej wojny totalnej. Weto wobec programu SAFE to moment zwrotny, w którym partyjne spory na dobre weszły do koszar.

Mimo to, przekaz z Kędzierzyna-Koźla jest jasny: „Polska Zbrojna” rusza, bo w obliczu zagrożeń za wschodnią granicą, czas jest towarem bardziej deficytowym niż pieniądze. Plan „B” jest może skromniejszy i trudniejszy w realizacji, ale ma zagwarantować, że proces modernizacji armii nie utknie w martwym punkcie.

Fot. FB Paweł Masełko

Udostępnij:
Wspieraj wolne media

Skomentuj

O Autorze

Dziennikarz, publicysta, dokumentalista (radio, tv, prasa) znany z niekonwencjonalnych nakryć głowy i czerwonych butów. Interesuje się głównie historią, ale w związku z aktualną sytuacją społeczno-polityczną jest to głównie historia wycinanych drzew i betonowanych placów miejskich. Ma już 65 lat, ale jego ojciec dożył 102. Uważa więc, że niejedno jeszcze przed nim.