Ma blisko trzy metry, głęboką barwę nocnego nieba i białe kwiaty, które zdają się rozkwitać na mrozie. W Dębiu stanęła kroszonka, która udowadnia, że do stworzenia czegoś wielkiego potrzeba trzech rzeczy: pasji artystki, gestu gospodarza i… jednego celnego komentarza w Internecie.

Czasem najpiękniejsze historie zaczynają się od stukania w klawiaturę. Ktoś rzucił w sieci niewinne hasło: „Taka kroszonka powinna stać u nas, w Dębiu!”. Ktoś inny odpisał, że przecież jedna już jest w gminie, przy dworcu w Chrząstowicach. Ale lokalna duma nie zniosła sprzeciwu – skoro to właśnie w Dębiu mieszka jedna z najzdolniejszych twórczyń ludowych, to i tutaj musi stanąć pomnik jej talentu.

Grażyna Fila, autorka dzieła, podjęła rękawicę półżartem: „Szukam sponsora na jajko, resztę biorę na siebie”. Nie minęły dwie doby, gdy zadzwonił telefon. Po drugiej stronie był sołtys, Konrad Wójcik. Nie bawił się w dyplomację, tylko przeszedł do konkretów:

– Grażyna, powiedz mi tylko, ile takie wielkie jajko kosztuje? – zapytał krótko.

Jak mówi sam sołtys, sumienie go ruszyło. Skoro sąsiedzi mają, a u nich pustka, to trzeba było działać. Wyciągnął fundusze z własnej sakiewki, dogadał szczegóły i tak machina ruszyła. On przygotował fundament, ona – magię.

90 godzin pod drabiną

Efekt, który możemy podziwiać przy wjeździe do miejscowości, to owoc morderczej pracy. To nie był szybki lifting, ale maraton: 90 godzin malowania, setki wejść na drabinę i litry zużytej farby. Gdy Grażyna Fila kończyła dzieło, mieszkańcy przecierali oczy ze zdumienia. Kroszonka jest czarna.

– Ten kolor może budzić emocje, ale w naszej tradycji to barwa niezwykle szlachetna – wyjaśnia artystka. – Czarną kroszonkę wręcza się osobom, które darzy się najwyższym szacunkiem. Poza tym, na takim tle biały, opolski wzór jest najbardziej wyrazisty. Chciałam, żebyśmy mieli coś, czego nie ma nikt inny w całym województwie.

Dziedzictwo, które nie kurzy się w muzeum

Podczas uroczystego odsłonięcia, w którym uczestniczyli wszyscy – od przedszkolaków z grupy „Tygrysków” po wójta i przedstawicieli Muzeum Wsi Opolskiej – czuć było, że nie chodzi tylko o nową atrakcję turystyczną. Wójt Florian Ciecior podkreślał, że to „asumpt do pokazywania tradycji przez cały rok”. To pomnik dziedzictwa, który ma przypominać młodszym pokoleniom, że opolska kroszonka to powód do dumy, wpisany przecież na krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego.

Gdy nad Dębiem zachodzi słońce, trzymetrowy „czarny diament” lśni wyjątkowym blaskiem. Przypomina o tym, że tradycja wcale nie musi być zamknięta w szklanej gablocie. Może stać dumnie przy drodze, cieszyć oko rowerzysty i świadczyć o tym, że gdy spotka się uparta artystka z hojnym sołtysem, to nawet największe „jajko” nie jest zbyt trudne do zniesienia.

Fot. Gmina Chrząstowice

Udostępnij:
Wspieraj wolne media

Skomentuj

O Autorze

Dziennikarz, publicysta, dokumentalista (radio, tv, prasa) znany z niekonwencjonalnych nakryć głowy i czerwonych butów. Interesuje się głównie historią, ale w związku z aktualną sytuacją społeczno-polityczną jest to głównie historia wycinanych drzew i betonowanych placów miejskich. Ma już 65 lat, ale jego ojciec dożył 102. Uważa więc, że niejedno jeszcze przed nim.