Ponad 7 tysięcy abiturientów z Opolszczyzny weszło w najgorętszy okres w swoim życiu. Za nimi pierwszy ogień – język polski, który udowodnił, że matura to nie tylko sprawdzian wiedzy, ale przede wszystkim gra nerwów, w której „Lalka” i „Ferdydurke” licytują się o uwagę zmęczonych nastolatków.
W korytarzach opolskich liceów od rana unosił się zapach kawy, perfum i tego specyficznego, dusznego rodzaju niepokoju, który znają tylko ci, co weszli na salę o 9:00 rano. Choć dyrektorzy dumnie wyliczają rekordowe liczby zdających (w samym LO nr 8 to aż 180 osób), dla każdego z siedzących w ławce liczył się tylko ten jeden, konkretny arkusz.
Przed wejściem nastroje były… zróżnicowane. Od „strzelania” po filozoficzny spokój.
„Wie pani co, dużo grałem, dużo strzelałem, więc odpowiedzi na pewno będą też dobrze strzelane. Liczę na Wokulskiego, naszego kochanego. Przygotowałem się do wszystkiego”.
Dla wielu „Lalka” miała być bezpieczną przystanią. Życie jednak, w osobie ekspertów z CKE, postanowiło przyprawić egzamin szczyptą groteski. Zamiast Mickiewicza, na którego wielu czekało z utęsknieniem, w arkuszach „uśmiechnął się” Witold Gombrowicz. „Ferdydurke” okazała się dla niektórych prawdziwym „upupieniem”.
„Niestety nie spotkałem Adama Mickiewicza, nad czym głęboko ubolewam, ale było ‚Ferdydurke’, którego nie jestem fanem. Myślę, że jakoś z tego wybrnąłem, ale tematy jednak mi nie podpasowały”.
Inni podeszli do sprawy bardziej analitycznie. W arkuszu, prócz zmagań z formą u Gombrowicza, pojawiły się wątki z „Innego świata” Herlinga-Grudzińskiego czy „Roku 1984” Orwella. Dla pokolenia wychowanego na dystopiach, wizja Wielkiego Brata okazała się całkiem „przyjemna”.
„Na początku miałem lekką tremę, ale później w ogóle wszystko ze mnie zeszło. ‚Ferdydurke’ mnie najbardziej zaskoczyło, bo to lektura, za którą nie przepadam. Ale ‚Inny świat’ i Orwell to lektury naprawdę przyjemne”.
Największe emocje budziło wypracowanie. Wpływ pracy na człowieka i sposób postrzegania jednostki przez innych – to tematy, które pozwoliły maturzystom na literacki popis. Niektórzy wychodzili z sal z poczuciem misji spełnionej aż za bardzo.
„Zapełniłam wszystkie przewidziane strony, więc uznałam, że nie ma sensu dłużej siedzieć w sali. Chodziło o kwestie ważne dla człowieka oraz o to, jak je postrzegają inni. Starałam się nie panikować, choć wczoraj były momenty stresu. Gdy zobaczyłam pytania, minęło”.
Są też tacy, dla których matura to po prostu kolejny etap, bez zbędnej martyrologii. Stoicki spokój niektórych uczniów mógłby zawstydzić samego Jana Kochanowskiego.
„Przyszłam, napisałam i wychodzę. Egzamin jak egzamin. Jeśli tym razem się nie uda, przyjdę na poprawkowy w sierpniu. Lubię tę szkołę, więc mogę przyjść jeszcze raz”.
Choć pierwszy stres opadł, maraton dopiero się rozkręca. Przed nimi matematyka, języki obce i przedmioty rozszerzone. Nauczyciele, którzy sami przyznają, że z nerwów nie spali w nocy, wierzą w logikę i trzeźwość umysłu swoich wychowanków. Bo choć matura to w dużej mierze loteria tematów, to ostateczny wynik zależy od tego, jak dobrze potrafisz „rozegrać” to, co dostałeś od losu w kopercie.
Wyniki poznamy 8 lipca. Do tego czasu pozostaje im tylko jedno: wierzyć, że „strzały” były celne, a interpretacja pracy nie wykończyła ich bardziej niż sama praca.



