„Unia Europejska jest niedoskonała, irytująca, nudna, ale niczego lepszego w naszej historii nie wymyśliliśmy. Czas pokoju, dobrobytu, wolności, demokracji i solidarności między narodami przez wieki walczącymi ze sobą to cud. Niech trwa jak najdłużej” – napisał Donald Tusk.

9 maja wieża opolskiego ratusza rozbłyśnie na niebiesko. Dla jednych będzie to tylko efektowna iluminacja. Dla innych – kolejna unijna fanaberia, którą można skwitować wzruszeniem ramion. A jednak warto się na chwilę zatrzymać i zadać sobie pytanie: dlaczego właściwie Europa świętuje tego dnia? I kim był człowiek, którego nazwisko większość Polaków kojarzy dziś co najwyżej z ulicą, rondem albo unijnym programem stypendialnym?

W dzisiejszych czasach, gdy polityka kojarzy się głównie z hałaśliwym sporem, postać Roberta Schumana wydaje się niemal nierealna. Był to człowiek, który w 1950 roku – zaledwie pięć lat po zakończeniu najkrwawszej wojny w dziejach – odważył się zaproponować coś niewyobrażalnego: uczynienie wojny między Francją a Niemcami nie tylko nie do pomyślenia, ale i materialnie niemożliwą. 9 maja 1950 roku ogłosił plan (tzw. Deklarację Schumana), który zakładał wspólną kontrolę nad produkcją węgla i stali. To, co brzmi jak nudny traktat gospodarczy, było w rzeczywistości genialnym bezpiecznikiem. Bez węgla i stali nie da się produkować czołgów ani amunicji. Oddając te surowce pod wspólny nadzór, narody Europy położyły fundament pod dzisiejszą Unię Europejską. To był pomysł genialny w swojej prostocie: jeśli Francja i Niemcy będą od siebie gospodarczo zależne, kolejna wojna stanie się zwyczajnie nieopłacalna. Brzmi mało efektownie? Być może. Ale właśnie takie „mało efektowne” decyzje sprawiły, że moje i wasze pokolenie nie zna wojny między największymi państwami Europy. A przecież przez setki lat była ona niemal europejską tradycją.

Dla mieszkańca Opola postać Schumana ma wymiar szczególny. Żyjemy w regionie, który jak mało który w Polsce rozumie skomplikowaną tożsamość pogranicza, dialog kultur i trudną historię sąsiedztwa. Schuman sam był dzieckiem pogranicza- urodzony w Luksemburgu, z ojcem Francuzem i matką o luksemburskich korzeniach, wychowany w kulturze niemieckiej. On nie musiał uczyć się wielokulturowości z podręczników; on nią oddychał.

Dlatego każdy Opolanin powinien wiedzieć, kim był Schuman. Bo Opole jest jednym z najbardziej europejskich miast w Polsce. Nie tylko dlatego, że korzysta z unijnych funduszy, które zmieniły wygląd ulic, szkół, szpitali czy transportu. Także dlatego, że to miasto pogranicza – z historią bardziej skomplikowaną niż proste narodowe opowieści. Tutaj szczególnie dobrze powinno się rozumieć, że Europa nie jest abstrakcją z brukselskich gabinetów, lecz próbą oswojenia historii, która przez stulecia była brutalna i krwawa. I każdy Polak powinien znać Schumana również dlatego, że Polska jest jednym z największych beneficjentów pokoju w historii kontynentu. Łatwo dziś szydzić z Unii Europejskiej, krzywić się na biurokrację albo polityczne absurdy płynące z Brukseli. Często aż prosi się o satyryczny felieton. Ale trzeba odróżnić niedoskonałość instytucji od wielkości idei. Bo Unia Europejska nie powstała po to, by regulować krzywiznę ogórka, tylko po to, by europejskie matki przestały wysyłać synów na front.

Dzięki wizji Schumana od blisko 80 lat na większości kontynentu nie wybuchł konflikt zbrojny między mocarstwami, bo granice, które kiedyś były zasiekami, dziś są jedynie liniami na mapie, przez które przejeżdżamy, jadąc na wakacje do Włoch czy do pracy w Berlinie.

Schuman nie chciał niszczenia narodów. Chciał „wspólnoty losów”, w której bycie dumnym Polakiem czy Opolaninem nie stoi w sprzeczności z byciem Europejczykiem.

9 maja obchodzimy Dzień Europy. Niebieskie światło na opolskim ratuszu to hołd dla tej idei. To przypomnienie, że pokój nie jest stanem danym raz na zawsze, ale procesem, który wymaga codziennej pracy i – co Schuman podkreślał wielokrotnie – solidarności. W dobie globalnych niepokojów i kryzysów, niebieska wieża w sercu Opola staje się latarnią morską. Przypomina nam, że fundamenty, na których stoi nasz współczesny dom, zostały wylane przez człowieka, który wierzył w etykę, pojednanie i pragmatyczną współpracę. Kiedy więc następnym razem spojrzycie na błękitną iluminację ratusza, pomyślcie o Schumanie. Nie jako o postaci z zakurzonego podręcznika, ale jako o człowieku, dzięki któremu możemy dziś spierać się o wszystko, ciesząc się tym największym, choć często niedocenianym luksusem: życiem w pokoju.

„Wartość Europy to Europa wartości” – 76 lat temu Robert Schuman miał odwagę, by pokojem rozbroić piekło

 

Udostępnij:
Wspieraj wolne media

Skomentuj

O Autorze

Dziennikarz, publicysta, dokumentalista (radio, tv, prasa) znany z niekonwencjonalnych nakryć głowy i czerwonych butów. Interesuje się głównie historią, ale w związku z aktualną sytuacją społeczno-polityczną jest to głównie historia wycinanych drzew i betonowanych placów miejskich. Ma już 65 lat, ale jego ojciec dożył 102. Uważa więc, że niejedno jeszcze przed nim.