Takie spotkania udowadniają nam, że Europa naprawdę istnieje. Nie ta z urzędowych dokumentów, wielkich traktatów i politycznych sporów, ale ta codzienna – budowana rozmową, wspólną szkołą, ścieżką rowerową, strażackim projektem i… kolorową lamą stojącą przed konsulatem. W Opolu znów przypomniano sobie, że granica z Czechami nie musi być końcem świata. Może być początkiem bardzo dobrej współpracy.
Rozmawiano o turystyce, kulturze, edukacji i projektach transgranicznych. Oficjalnie – spotkanie Komisji Współpracy z Zagranicą, Turystyki i Promocji Regionu z delegacją Kraju Ołomunieckiego. Nieoficjalnie – kolejny dowód na to, że Opolszczyzna i czeskie regiony od dawna funkcjonują bardziej jak sąsiedzi zza płotu niż partnerzy zza granicy.
Przedstawiciele obu stron przypominali, że jeszcze nie tak dawno granica bardziej odgradzała niż łączyła. Dziś ma być odwrotnie – ma wzmacniać kontakty gospodarcze, społeczne i kulturalne. I właśnie ten ostatni element wybrzmiewał szczególnie mocno. Bo współpraca transgraniczna coraz rzadziej sprowadza się wyłącznie do pieniędzy czy infrastruktury. Coraz częściej chodzi o ludzi.
Dużo miejsca poświęcono młodzieży i edukacji. W rozmowach uczestniczyły dyrekcje szkół z Opola i czeskiego Litovela. Samorządowcy i uczestnicy spotkania podkreślali, że bez młodych ludzi nawet najlepsze partnerstwa z czasem staną się pustym rytuałem. Wymiana uczniów, wspólne projekty czy poznawanie języka i kultury sąsiadów mają sprawić, że za kilkanaście lat współpraca polsko-czeska będzie czymś naturalnym, a nie „projektem do realizacji”.
Padło też coś bardzo trafnego – że Polacy Czechy znają głównie turystycznie. Wiemy, gdzie dobrze zjeść, gdzie pojechać na weekend i gdzie kupić tańsze produkty. Gorzej bywa z poznaniem czeskiej kultury, sztuki czy współczesnego życia naszych południowych sąsiadów. A przecież właśnie na takich fundamentach buduje się prawdziwe relacje między regionami.
Zresztą Opolszczyzna od lat robi to całkiem konsekwentnie. Współpraca z Krajem Ołomunieckim trwa już niemal ćwierć wieku, a do tego dochodzą kontakty z innymi czeskimi regionami. Wspólne projekty realizowane z programu Interreg obejmują i ścieżki rowerowe, i działania straży pożarnych, i przedsięwzięcia społeczne. To współpraca bardzo praktyczna, ale jednocześnie coraz bardziej symboliczna.
I właśnie symbolem zakończył się ten dzień.
Przed Konsulatem Honorowym Republiki Czeskiej w Opolu stanęła nowa opolska lama – dwunasta w miejskiej kolekcji. Nazywa się „Czesia” i trudno jej nie zauważyć. To nie zwykła kolorowa figura, ale właściwie obraz namalowany na rzeźbie przez czeską artystkę Marcelę Kudlovą-Hoňkovą. Sama autorka opowiadała, że tworzyła ją przez trzy miesiące – po pracy, wieczorami, czasem rano przed wyjściem z domu. Efekt rzeczywiście przyciąga uwagę: lama jest intensywna, barwna i pełna energii, dokładnie taka, jak – jak mówiła sama artystka – jej obrazy i charakter.
W całej tej historii jest zresztą coś bardzo opolskiego. Od dwóch dekad lama jest symbolem festiwalu filmowego Opolskie Lamy, a od 2016 roku kolorowe rzeźby rozgościły się w przestrzeni miasta na dobre. Dziś można już mówić o małej miejskiej tradycji, która z lokalnego pomysłu zamieniła się w rozpoznawalny znak Opola.
Twórcy projektu wspominali, że idea narodziła się przed laty przy zwykłej rozmowie i odrobinie szalonego pomysłu. Teraz tych lam jest już tyle, że można by wyznaczać nimi turystyczne trasy po mieście. I może właśnie dlatego „Czesia” pasuje do tego miejsca idealnie – bo jest jednocześnie żartobliwa, artystyczna i symboliczna.
Trochę jak relacje Opolszczyzny z Czechami. Niby sąsiedzkie, codzienne i zwyczajne, a jednak coraz bardziej wyjątkowe.
Fot. CMZJMZ









