Po niemal trzydziestu latach przerwy do Opola wróciła rywalizacja młodych adeptów leśnictwa i łowiectwa z całej Polski. I Mistrzostwa Szkół Leśnych w Wieloboju Myśliwskim były nie tylko sportowym wydarzeniem, ale również pokazem tradycji, dyscypliny i środowiskowej tożsamości. W centrum tego powrotu znalazły się Tułowice – prowadzona przez Powiat Opolski szkoła, która współorganizowała zawody i udowodniła, że nadal pozostaje jednym z najważniejszych punktów na mapie polskiego szkolnictwa leśnego. Starosta Henryk Lakwa otoczył zawody swoim patronatem.

Zjechały drużyny z całej Polski – od Rucianego‑Nidy, przez Stary Sącz i Biłgoraj, po Brynek i Milicz – widać było, żeCelność, tradycja i Tułowice. Młodzi leśnicy wrócili do rywalizacji po trzech dekadach to nie tylko sport. Dla jednych była to sportowa przygoda, dla innych – niemal rodzinne dziedzictwo. Wszystkich łączyło jedno: fascynacja lasem, łowiectwem i sztuką strzelecką.

To właśnie Tułowice stały się gospodarzem tego wydarzenia. Technikum Leśne i Liceum Ogólnokształcące w Tułowicach współorganizowały mistrzostwa razem z opolskim okręgiem Polskiego Związku Łowieckiego, przy wsparciu Lasów Państwowych. I trudno oprzeć się wrażeniu, że bez zaangażowania szkoły reaktywacja zawodów mogłaby pozostać jedynie sentymentalnym wspomnieniem starszego pokolenia leśników.

– Traktujemy to jako pierwsze tego typu mistrzostwa, bo od ostatnich zawodów w końcówce lat 90. minęły niemal trzy dekady. To łowczy okręgowy wyszedł z inicjatywą reaktywacji, a dzięki naszej wspólnej pracy z Technikum Leśnym w Tułowicach, dzisiejsze wydarzenie stało się faktem – podkreślał dyrektor szkoły, Adam Sinicki.

I rzeczywiście – w Opolu dało się poczuć atmosferę dawnego szkolnego współzawodnictwa, które kiedyś było ważnym elementem edukacji leśnej. Nie chodziło wyłącznie o wyniki. Bardziej o etos: opanowanie, odpowiedzialność, bezpieczeństwo i szacunek do przyrody. Strzelnica nie wybacza pośpiechu ani brawury. Tutaj liczy się koncentracja.

Zawodnicy rywalizowali w pięciu konkurencjach – zarówno śrutowych, jak i kulowych. Strzelali do rzutek, ruchomego dzika, tarcz imitujących lisa czy rogacza. Obok tradycyjnych konkurencji przygotowano także nowoczesny akcent w postaci symulatora łowieckiego VR. Trochę XXI wieku w świecie mocno zakorzenionym w dawnych rytuałach.

Najlepsza okazała się reprezentacja Zespołu Szkół Leśnych w Biłgoraju, która wyprzedziła gospodarzy z Technikum Leśnego w Tułowicach.

Ale dla tułowickiej szkoły był to i tak dzień symbolicznego sukcesu. Szczególnie że w klasie „Diana” triumfowała — nomen omen — Diana Tomanek z Tułowic. Sama konkurencja „Diana” ma w środowisku strzeleckim szczególną rangę. To klasyfikacja przeznaczona dla kobiet, nawiązująca nazwą do mitologicznej bogini łowów. W łowieckiej tradycji symbolizuje precyzję, opanowanie i elegancję strzału. Trudno było o bardziej symboliczny finał niż zwycięstwo zawodniczki o takim imieniu właśnie w tej kategorii.

Dyrektor Adam Sinicki nie ukrywał, że organizatorzy chcą, by mistrzostwa wróciły na stałe do kalendarza szkół leśnych. I może właśnie w tym tkwi największa wartość całego wydarzenia. Nie w samych medalach, nie w tabelach wyników i nie w liczbie trafionych rzutków. Tylko w tym, że młodzi ludzie z różnych stron Polski nadal chcą spotykać się wokół lasu, tradycji i odpowiedzialności za przyrodę. A Tułowice pokazały, że potrafią być miejscem, które takie środowisko integruje.

Bo czasem reaktywacja dawnej idei mówi o teraźniejszości więcej niż najbardziej nowoczesny projekt.

A dla ciekawskich mamy jeszcze tabele wyników i garść zdjęć:Celność, tradycja i Tułowice. Młodzi leśnicy wrócili do rywalizacji po trzech dekadachCelność, tradycja i Tułowice. Młodzi leśnicy wrócili do rywalizacji po trzech dekadachCelność, tradycja i Tułowice. Młodzi leśnicy wrócili do rywalizacji po trzech dekadach

Fot. melonik

 

Udostępnij:
Wspieraj wolne media

Skomentuj

O Autorze

Dziennikarz, publicysta, dokumentalista (radio, tv, prasa) znany z niekonwencjonalnych nakryć głowy i czerwonych butów. Interesuje się głównie historią, ale w związku z aktualną sytuacją społeczno-polityczną jest to głównie historia wycinanych drzew i betonowanych placów miejskich. Ma już 65 lat, ale jego ojciec dożył 102. Uważa więc, że niejedno jeszcze przed nim.