Nie brakowało mu pomysłowości, ale zdecydowanie zabrakło rozsądku. 26-letni mieszkaniec Brzegu znalazł na chodniku kluczyki do samochodu i uznał, że skoro pasują do zaparkowanego forda, to można z niego korzystać jak z własnego. Gdy auta nie było pod ręką, przesiadał się na skradzioną hulajnogę elektryczną. Policjanci ustalili, że podczas swoich „wycieczek” nie tylko zużywał paliwo, ale też… wyjadał właścicielowi pozostawione w samochodzie ciastka.

Do Komendy Powiatowej Policji w Brzegu zgłosił się mieszkaniec miasta, który zauważył, że z jego samochodem dzieje się coś dziwnego. Auto raz było zaparkowane w innym miejscu, innym razem stało przodem w przeciwną stronę niż wcześniej. Z baku ubywało paliwa, aż w końcu z wnętrza zaczęły znikać pozostawione tam ciastka. To właśnie ten ostatni szczegół ostatecznie przekonał właściciela, że nie ma do czynienia z omyłką.

Brzescy kryminalni zabezpieczyli monitoring, przeanalizowali zebrane materiały i szybko wytypowali podejrzanego. Pod koniec czerwca zatrzymali 26-letniego mieszkańca Brzegu w jego mieszkaniu.

Jak ustalili śledczy, mężczyzna znalazł na chodniku kluczyki. Zamiast oddać je właścicielowi lub przekazać policji, postanowił sprawdzić, do którego z zaparkowanych w pobliżu samochodów pasują. Gdy okazało się, że otwierają forda należącego do jego sąsiada, zaczął regularnie korzystać z auta. Jeździł nim wtedy, gdy właściciel pozostawiał samochód na parkingu. Po każdej przejażdżce odstawiał go z powrotem, licząc najwyraźniej, że nikt niczego nie zauważy.

Trudno jednak ukryć ubywające paliwo, zmieniające się miejsce postoju samochodu, a już szczególnie brak ciastek zostawionych w środku. To właśnie ten niecodzienny trop stał się jednym z elementów prowadzących do wykrycia sprawcy. Można powiedzieć, że 26-latek nie tylko pożyczył sobie samochód, ale uznał również, że poczęstunek należy mu się w pakiecie.

Podczas przeszukania mieszkania policjanci odkryli, że to nie koniec jego pomysłów na darmowy transport. Znaleźli tam skradzioną kilka dni wcześniej hulajnogę elektryczną o wartości blisko 2,5 tysiąca złotych. Mężczyzna tłumaczył, że planował dojeżdżać nią do pracy, gdy nie korzystał z forda sąsiada.

26-latek usłyszał w sumie cztery zarzuty dotyczące kradzieży oraz krótkotrwałego użycia pojazdu. Do wszystkich się przyznał. Ponieważ działał w warunkach recydywy, musi liczyć się z dużo surowszą odpowiedzialnością. Za swoje czyny może spędzić w więzieniu nawet 7,5 roku.

Ta historia pokazuje, że czasami nawet najdziwniejsze szczegóły okazują się kluczowe dla rozwiązania sprawy. W tym przypadku policjantom pomogły nie tylko monitoring i zebrane dowody, ale również… znikające z samochodu ciastka. Czasem to właśnie one stają się najbardziej wymownym śladem czyjejś wyjątkowo kosztownej „gościnności”.

Fot. Opolska Policja

Udostępnij:
Wspieraj wolne media

Skomentuj

O Autorze

Dziennikarz, publicysta, dokumentalista (radio, tv, prasa) znany z niekonwencjonalnych nakryć głowy i czerwonych butów. Interesuje się głównie historią, ale w związku z aktualną sytuacją społeczno-polityczną jest to głównie historia wycinanych drzew i betonowanych placów miejskich. Ma już 65 lat, ale jego ojciec dożył 102. Uważa więc, że niejedno jeszcze przed nim.