Sierp, kosa, cep i osełka. Bez klimatyzowanej kabiny kombajnu, GPS-u i maszyny, która w kilka godzin potrafi zrobić to, nad czym kiedyś pracowała cała wieś. W Piątkowicach w gminie Łambinowice po raz 24. odbył się Turniej Żniwowania Metodami Tradycyjnymi „Złota Kosa”. I po raz kolejny okazało się, że dawna wieś nie musi być eksponatem zamkniętym w muzealnej gablocie.

Do rywalizacji stanęło 15 sołectw z powiatu nyskiego. Konkurencje? Takie, przy których nasi dziadkowie raczej nie myśleli o pucharach i dyplomach. Żęcie sierpem, koszenie kosą, podbieranie i wiązanie snopków, klepanie kosy oraz młócenie cepem były po prostu codzienną, ciężką pracą.

Dziś stały się widowiskiem, ale w Piątkowicach nikt nie udaje, że chodzi wyłącznie o zabawę. „Złota Kosa” przypomina, ile wysiłku kosztował kiedyś bochenek chleba. Zanim pojawił się na stole, trzeba było wejść w pole, ściąć zboże, zebrać je, związać, wymłócić. Wszystko ręcznie.

„Turniej, tradycja, święto, integracja, wspólnota, pamięć, szacunek do przeszłości, podróż w czasie. Tak można opisać Turniej Żniwowania Metodami Tradycyjnymi w Piątkowicach”.

Antoni Konopka, członek Zarządu Województwa Opolskiego

I chyba trudno znaleźć krótszą definicję tej imprezy. Bo jest w niej sportowa rywalizacja – skoro jest turniej, każdy chce wygrać. Jest też jednak coś ważniejszego. Umiejętności, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu były na wsi czymś oczywistym, dziś zna coraz mniej osób. Nie każdy potrafi prawidłowo trzymać kosę, nie mówiąc już o jej wyklepaniu. Cep dla wielu młodych ludzi jest bardziej słowem z internetu niż narzędziem rolniczym.

W Piątkowicach można było zobaczyć wszystko na żywo. Usłyszeć charakterystyczny dźwięk kosy, popatrzeć na ludzi pracujących sierpem i przekonać się, że dawnych żniw nie dało się przyspieszyć jednym przyciskiem.

„To wydarzenie przypomina, jak wiele zawdzięczamy pokoleniom rolników, których ciężka praca, wytrwałość i szacunek do ziemi budowały siłę polskiej wsi. Pokazy tradycyjnego żniwowania, dźwięk kos i atmosfera wspólnego świętowania sprawiają, że historia staje się żywa”.

Sławomir Gradzik, wicewojewoda opolski

„Złota Kosa” to jednak nie tylko pole i żniwiarze. Towarzyszył jej piknik promujący produkty zbożowe. Były pokazy kulinarne, potrawy przygotowywane przez profesjonalnych kucharzy oraz regionalne przysmaki serwowane przez lokalne koła gospodyń wiejskich i ekipy uczestniczące w turnieju.

Bo skoro świętuje się żniwa, zboże musi w końcu trafić na stół. W różnych postaciach, według tradycyjnych receptur i w nowych kulinarnych odsłonach. Było więc co oglądać, czego próbować i o czym rozmawiać.

„Głównym celem wydarzenia było zwiększenie zainteresowania tradycjami wiejskimi, dziedzictwem kulturowym oraz walorami przyrodniczymi obszarów wiejskich, a także promocja gminy Łambinowice. Ta cenna inicjatywa z powodzeniem łączy pokolenia oraz kultywuje piękne tradycje naszego regionu”.

Jolanta Barska, wicestarosta nyski

I właśnie to łączenie pokoleń jest chyba największą wartością „Złotej Kosy”. Starsi pamiętają podobną pracę z własnych domów i gospodarstw. Młodsi mogą po raz pierwszy zobaczyć, że żniwa nie zawsze oznaczały wielkie maszyny sunące nocą przez pola.

Po rywalizacji przyszedł czas na wspólne świętowanie i zabawę taneczną. Tak zresztą bywało również dawniej. Najpierw praca, później odpoczynek.

XXIV „Złota Kosa” w Piątkowicach pokazała, że tradycję można opowiadać bez patosu i szkolnej akademii. Wystarczy kawałek pola, stara kosa, sierp, cep i ludzie, którzy jeszcze wiedzą, jak się nimi posługiwać.

A za rok jubileusz. Dwudziesta piąta „Złota Kosa”. Po tylu latach można już powiedzieć jedno: w Piątkowicach tradycji nie trzeba sztucznie reanimować. Ona tam wciąż żyje.

Fot. CMZJMZ

Udostępnij:
Wspieraj wolne media

Skomentuj

O Autorze

Dziennikarz, publicysta, dokumentalista (radio, tv, prasa) znany z niekonwencjonalnych nakryć głowy i czerwonych butów. Interesuje się głównie historią, ale w związku z aktualną sytuacją społeczno-polityczną jest to głównie historia wycinanych drzew i betonowanych placów miejskich. Ma już 65 lat, ale jego ojciec dożył 102. Uważa więc, że niejedno jeszcze przed nim.