Kto powinien decydować o tym, co zrobić z amfiteatrem na Górze św. Anny, pomnikiem, starym cmentarzem czy budynkiem będącym świadectwem niewygodnej historii? Polityk, konserwator, historyk, architekt, samorząd, a może mieszkańcy? Od tych pytań rozpoczął się dziś w Opolu II Kongres Śląskich Samorządowców. Przed jego otwarciem Łukasz Jastrzembski, Rafał Bartek i dr David Skrabania mówili o dziedzictwie, którego nie można ani wymazać, ani sprowadzić do jednej narodowej narracji. Kongresowi towarzyszy wystawa „Krzyż w cieniu dyktatur”, pokazująca losy Kościoła i wiernych na Górnym Śląsku pod rządami dwóch totalitaryzmów.
O zbliżającym się Kongresie pisaliśmy miesiąc temu: https://opowiecie.info/slask-jednej-historii-ii-kongres-slaskich-samorzadowcow-o-tym-chronic-trudne-dziedzictwo/
II Kongres Śląskich Samorządowców rozpoczął się w środę, 16 września, w Opolu. Tegoroczny temat brzmi: „Dlaczego i jak w nowoczesny sposób chronić dziedzictwo kulturowe w wielokulturowym regionie?”. Nie chodzi przy tym wyłącznie o zabytki rozumiane jako stare mury, pałace czy kościoły. Chodzi również o miejsca, których historia jest niewygodna, skomplikowana albo różnie pamiętana przez poszczególne grupy mieszkańców. A na Górnym Śląsku takich miejsc nie brakuje.
Przed rozpoczęciem kongresowych paneli podczas konferencji prasowej mówili o tym Łukasz Jastrzembski, przewodniczący Śląskich Samorządowców, Rafał Bartek, wiceprzewodniczący Śląskich Samorządowców i przewodniczący Sejmiku Województwa Opolskiego, oraz dr David Skrabania, dyrektor Muzeum Ziemi Górnośląskiej w Ratingen.
Samorządowiec też musi zajmować się historią
Łukasz Jastrzembski zwrócił uwagę na pozorną sprzeczność. Od samorządowca oczekuje się przede wszystkim, że zajmie się drogami, szkołami, przedszkolami, kanalizacją czy inwestycjami. Historia kojarzy się raczej z pracą naukowców i muzeów.
Tyle że w praktyce historia bardzo szybko puka do drzwi urzędu gminy. Samorządy są właścicielami lub zarządcami zabytkowych budynków, cmentarzy, pomników i historycznych przestrzeni. Muszą decydować o remontach, sposobie użytkowania obiektów, a czasami również o nazwach ulic czy placów. Wtedy pytania o przeszłość przestają być akademickie.
To może być zabytkowy budynek. Może być cmentarz. Może być pomnik albo przestrzeń, której znaczenie przez dziesięciolecia zmieniało się razem z granicami, państwami i systemami politycznymi.
Jastrzembski postawił przy tym wyraźną granicę: samorządowcy nie powinni zastępować historyków. Nie ich zadaniem jest rozstrzyganie sporów naukowych i wydawanie werdyktów, która interpretacja przeszłości jest jedyną słuszną. Ale kiedy historycznie trudny obiekt znajduje się na terenie gminy i trzeba podjąć decyzję dotyczącą jego przyszłości, samorząd od odpowiedzialności już nie ucieknie.
Dlatego do dwóch kongresowych paneli zaproszono ludzi reprezentujących różne dziedziny: historyków, muzealników, architektów, urbanistów, konserwatorów zabytków i samorządowców.
Bartek: 35 lat dialogu, a wciąż wracamy do tych samych sporów
Rafał Bartek przypomniał, że Kongres odbywa się w roku 35. rocznicy podpisania polsko-niemieckiego Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy. Przez te 35 lat wiele udało się zrobić. Jako przykład Bartek wskazał rewitalizację w Kamieniu Śląskim, realizowaną również z udziałem środków Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej. Problem w tym, że obok udanych przedsięwzięć nadal powracają błędy znane już z przeszłości.
Przewodniczący sejmiku przypomniał tzw. wojny pomnikowe z końca lat 90. i początku XXI wieku. Spory dotyczyły nie tylko samych pomników, lecz także tego, czyją historię przedstawiają, jakie symbole mogą się na nich znaleźć i kto ma prawo decydować o sposobie upamiętnienia przeszłości.
Góra św. Anny. Co właściwie mamy tam chronić?
Najbardziej oczywistym przykładem trudnego dziedzictwa jest Góra św. Anny. Amfiteatr powstał w czasach III Rzeszy i był częścią nazistowskiej architektury pamięci. Po wojnie przestrzeń została podporządkowana zupełnie innej narracji. Niemieckie mauzoleum zniszczono, a powstał pomnik Czynu Powstańczego autorstwa Xawerego Dunikowskiego.
I tu zaczynają się pytania, na które nie ma łatwych odpowiedzi.
Czy amfiteatr powinien zostać odbudowany? Jeśli tak – do jakiego stanu? Czy należy rekonstruować obiekt związany z nazistowskim systemem propagandy? Czy raczej zachować go jako trwałą ruinę? Jak opowiedzieć jego historię? Czy pokazywać tylko okres III Rzeszy, czy również to, co wydarzyło się z tym miejscem po 1945 roku?
Bartek uważa, że właśnie w takich przypadkach zbyt często zamiast ekspertów i dialogu zaczyna decydować bieżąca polityka.
Bartek postawił jeszcze jedno ważne pytanie: czy każde historyczne miejsce rzeczywiście trzeba odrestaurowywać?
Bo pozostawienie obiektu bez komentarza także jest decyzją. Podobnie jak przedstawienie tylko jednego fragmentu jego historii.
David Skrabania: w Niemczech żyją setki tysięcy ludzi z Górnego Śląska
Dr David Skrabania wniósł do rozmowy inną perspektywę. Muzeum Ziemi Górnośląskiej w Ratingen znajduje się kilkaset kilometrów od Opola, ale jego zainteresowanie tym, co dzieje się na Górnym Śląsku, nie jest wyłącznie zainteresowaniem niemieckiej instytucji muzealnej historią sąsiedniego kraju.
W Nadrenii Północnej-Westfalii mieszka ogromna społeczność ludzi mających górnośląskie korzenie. Skrabania mówił o około 600 tysiącach osób, z których wiele wyjechało z Górnego Śląska przede wszystkim w latach 70. i 80. XX wieku.
Muzeum chce więc nie tylko obserwować dyskusje prowadzone na Śląsku, ale również brać w nich udział. Ma to bardzo konkretny powód – placówka przygotowuje nową wystawę stałą.
„Krzyż w cieniu dyktatur”. Wystawa, która pasuje do tej rozmowy
Kongresowi towarzyszy przywieziona przez Davida Skrabanię wystawa „Krzyż w cieniu dyktatur – Kościół katolicki na Górnym Śląsku w czasie nazizmu i komunizmu”.
Nie jest jedynie dodatkiem do Kongresu. Właściwie bardzo dobrze pokazuje problem, o którym przez cały dzień rozmawiają jego uczestnicy. Ekspozycja prowadzi przez jeden z najtrudniejszych okresów w historii Górnego Śląska – od 1933 roku do końca stalinizmu. Pokazuje, co działo się w tym czasie z Kościołem katolickim, duchownymi i wiernymi oraz jak traktowani byli najpierw przez nazistowski, a później komunistyczny system.
To dobry przykład tego, czym w praktyce jest trudne dziedzictwo. Nie da się go uczciwie opowiedzieć, wybierając tylko jeden okres, jedną władzę, jedną narodowość czy jedną wygodną część przeszłości.
Nie szukają jednej obowiązującej historii Śląska
Z wypowiedzi wszystkich trzech uczestników konferencji wynika wspólny punkt wyjścia. Nie chodzi o napisanie jednej obowiązującej wersji historii Śląska.
Jastrzembski mówi, że samorządowcy nie powinni zastępować historyków.
Bartek przestrzega przed sytuacją, w której o interpretacji i sposobie zagospodarowania historycznych miejsc decyduje aktualna władza polityczna.
Skrabania przypomina, że pamięć o Górnym Śląsku istnieje również poza granicami Polski i pozostaje częścią tożsamości setek tysięcy ludzi mieszkających dziś w Niemczech.
Dlatego odpowiedzialność samorządu nie zaczyna się dopiero wtedy, gdy trzeba znaleźć pieniądze na nowy dach zabytku. Zaczyna się znacznie wcześniej – od odpowiedzi na pytanie, co właściwie chcemy zachować, dlaczego chcemy to zachować i jak zamierzamy opowiedzieć o tym następnym pokoleniom.
Bo mur można wyremontować. Z historią trzeba obchodzić się znacznie ostrożniej.
Fot. Kapitan, Śląscy Samorządowcy






































































