Ponad 700 ratowników medycznych służy mieszkańcom Opolszczyzny. Podejmują decyzje, od których zależy życie, uspokajają przerażonych bliskich, mierzą się z agresją i skutkami cudzych dramatów. Wojewódzkie obchody Dnia Ratownictwa Medycznego, które odbyły się 14 października w Opolu, przypomniały, że za sprawnym systemem stoją ludzie, którzy sami również potrzebują wsparcia.
Kiedy potrzebujemy karetki, chcemy przede wszystkim, żeby przyjechała szybko. Nie zastanawiamy się wtedy, który to dyżur jej załogi, co ratownicy widzieli godzinę wcześniej ani czy zdążyli zjeść. Trudno się temu dziwić. Zagrożenie życia zawęża uwagę do jednego człowieka: tego, któremu trzeba pomóc. Ale właśnie dlatego poza chwilą zagrożenia powinniśmy myśleć szerzej. O ludziach, którzy mają być gotowi na nasz najtrudniejszy moment. O ich przygotowaniu, warunkach pracy, bezpieczeństwie i prawie do odpoczynku. Podziękowania są potrzebne. Same jednak nie utrzymają sprawnego ratownictwa.
W Sali Orła Białego Urzędu Marszałkowskiego spotkali się przedstawiciele różnych części tego systemu. Uroczystość zorganizowana przez wojewodę Monikę Jurek i marszałka Szymona Ogłazę była również okazją do uczczenia dwudziestolecia Państwowego Ratownictwa Medycznego. Najważniejsze słowa dotyczyły jednak codziennej pracy, a nie jubileuszu.
– Dziękujemy Państwu za Waszą służbę, za odwagę, za profesjonalizm, za odpowiedzialność i za to, że jesteście zawsze gotowi do działania wtedy, kiedy inni przeżywają najtrudniejsze chwile swojego życia – mówiła Monika Jurek, wojewoda opolska.
Ratowanie zaczyna się wcześniej, niż usłyszymy syrenę. Najpierw jest telefon. Ktoś próbuje opisać, co się stało, płacze, gubi słowa, nie potrafi podać najważniejszych informacji. Po drugiej stronie trzeba zachować spokój, rozpoznać zagrożenie i ustalić, jakiej pomocy potrzeba. Dyspozytorka medyczna Joanna Oparowska zwracała uwagę, że do przyjazdu zespołu trzeba jeszcze pomóc osobie wzywającej: przekazać wskazówki, wyjaśnić, co robić, jak zabezpieczyć poszkodowanego. Dla rodziny te minuty bywają nieznośnie długie. Dla dyspozytora są czasem intensywnej pracy i odpowiedzialności.
– Chciałabym podkreślić, że ratownictwo medyczne zaczyna się znacznie wcześniej niż wtedy, gdy dociera na miejsce ambulans. Zaczyna się od telefonu, od głosu człowieka, który jest przerażony, nie wie, co robić i potrzebuje pomocy – mówiła Monika Jurek.
Potem przyjeżdża zespół. I musi działać w warunkach, których nie wybiera: w ciasnym mieszkaniu, na drodze, wśród zdenerwowanych ludzi. Trzeba ocenić stan pacjenta, podjąć decyzje, rozpocząć pomoc. Jednocześnie odpowiedzieć bliskim, którzy chcą wiedzieć wszystko od razu, bo boją się najgorszego.
Wicemarszałkini Zuzanna Donath-Kasiura przypomniała że w tej samej sali samorząd podejmuje decyzje strategiczne dla województwa. Ratownicy codziennie podejmują decyzje równie zasadnicze dla przyszłości konkretnego człowieka. Tyle że często mają na nie znacznie mniej czasu.
– Wy decyzje, które mają strategiczne znaczenie dla człowieka, któremu pomagacie, podejmujecie codziennie. Podejmujecie tych decyzji kilka, kilkanaście i od nich zależy przyszłość tego człowieka. Za to z serca Wam dziękuję – powiedziała Zuzanna Donath-Kasiura, wicemarszałkini województwa opolskiego.
Nie każda interwencja powinna jednak angażować karetkę. Jarosław Kostyła, dyrektor Opolskiego Centrum Ratownictwa Medycznego, mówił o przeciążaniu zespołów wezwaniami, które nie powinny trafiać do ratownictwa. Według jego oceny dotyczy to nawet 70 procent przypadków. To mocna diagnoza szefa placówki, nie przedstawiony podczas uroczystości wynik szczegółowej analizy wszystkich wyjazdów w regionie.
– Bardzo często spotykamy się z nieuzasadnionymi wezwaniami. Ciężko jest weryfikować zgłoszenie każdego jednego pacjenta – powiedział Jarosław Kostyła, dyrektor Opolskiego Centrum Ratownictwa Medycznego w Opolu.
Kostyła wskazywał też przyczynę: ludzie szukają pomocy, a wezwanie karetki wydaje im się najprostszym sposobem jej uzyskania. W tej obserwacji mieści się więcej niż zarzut wobec pacjentów. Jest również pytanie o dostępność pozostałych części ochrony zdrowia i o to, czy człowiek wie, gdzie zwrócić się ze swoim problemem. Nie da się jednak rozwiązywać wszystkich trudności zdrowotnych wyjazdem zespołu ratownictwa. Karetka zajęta jednym wezwaniem nie może w tej samej chwili pojechać do innego człowieka. Dlatego sprawność systemu zależy również od naszej odpowiedzialności i od jasnej informacji, gdzie szukać właściwej pomocy.
Drugim ciężarem jest agresja. Ratowniczka Ludmiła Giedrojc ze Strzelec Opolskich mówiła, że spotyka się z nią bardzo często. Spokojna reakcja i empatia pomagają opanować sytuację, ale nie powinny być traktowane jako zgoda na obrażanie czy zastraszanie personelu.
– Trzeba mieć sporo empatii, by wykonywać ten zawód. […] Czasami musimy zacisnąć zęby i pewne rzeczy przemilczeć, bo pacjenci są różni, ale oczekują od nas dużej empatii i tę empatię mamy – mówiła Ludmiła Giedrojc, ratowniczka medyczna ze Strzelec Opolskich.
Od ratowników oczekujemy odporności. Łatwo przy tym pomylić zawodowe opanowanie z niewrażliwością. To, że ktoś potrafi działać podczas dramatycznej interwencji, nie oznacza, że po jej zakończeniu przestaje o niej myśleć.
Dlatego ważna była prośba Zuzanny Donath-Kasiury, aby ratownicy dbali również o siebie i korzystali z pomocy psychologicznej. Ludzie zawodowo pomagający innym także mają prawo powiedzieć, że jest im trudno. Nie powinni czekać, aż zmęczenie i przeżyte doświadczenia uniemożliwią im normalne życie.
– Korzystajcie z pomocy psychologicznej i jakiejkolwiek innej. Nie bójcie się o nią prosić – apelowała Zuzanna Donath-Kasiura.
Wojewoda przypomniała również o rodzinach. To do nich ratownicy wracają po dyżurze. Bliscy nie uczestniczą w interwencjach, ale często pomagają poradzić sobie z ich skutkami: napięciem, wyczerpaniem, potrzebą rozmowy albo ciszy.
Rozwój ratownictwa trzeba więc mierzyć zarówno wyposażeniem, jak i warunkami pracy ludzi. Samorząd województwa od lat dokłada pieniądze do tej pierwszej części. W 2018 roku przekazał 370 tysięcy złotych na ambulans dla OCRM, kosztujący wraz z wyposażeniem prawie 460 tysięcy złotych. Wsparł też budowę bazy Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Polskiej Nowej Wsi kwotą 7 milionów złotych. :
W 2022 roku Opolskie Centrum Ratownictwa Medycznego kupiło pięć kolejnych karetek o łącznej wartości około 2 milionów złotych, korzystając z funduszy unijnych i wsparcia samorządu województwa. To przykłady konkretnych inwestycji, dzięki którym zespoły otrzymują sprawniejsze pojazdy i wyposażenie potrzebne do pracy.
Podczas tegorocznego święta wicemarszałkini zapewniała o dalszym wsparciu finansowym. Wyraziła także nadzieję, że w przyszłym roku uda się rozpocząć inwestycję dotyczącą Opolskiego Centrum Ratownictwa Medycznego. Na razie należy traktować te słowa jako zapowiedź, a nie informację o rozpoczętej budowie.
Monika Jurek podkreślała natomiast, że nawet najlepiej wyposażona karetka nie wystarczy bez wykwalifikowanej załogi. Potrzebne są warunki, które zachęcą ludzi do pracy w ratownictwie i pozwolą im w nim pozostać.
Najbardziej praktyczna część podziękowania leży również po naszej stronie: rzeczowo przekazywać informacje, słuchać poleceń, pozwolić zespołowi pracować. I pamiętać, że człowiek w pomarańczowym stroju, od którego wymagamy spokoju w naszej najtrudniejszej chwili, po dyżurze też powinien mieć szansę ten spokój odzyskać.
Fot. Melonik, UWWO


























































