Zadrżały fundamenty miasta. Nie, nie chodzi o kolejną dziurę w jezdni ani o brak lekarzy. Tym razem zagrożeniem egzystencjalnym dla mieszkańców okazał się… agregat prądotwórczy. Tak, zwykły agregat. Taki, co robi „brrr” i daje prąd. Według Konfederacji – Ruchu Narodowego, Opole stoi nad przepaścią, bo miasto chce przekazać 170 tysięcy złotych na zakup agregatu dla partnerskiego Iwano-Frankiwska na Ukrainie.

Oto na konferencji prasowej dowiadujemy się, że miasto z 114-milionowym deficytem budżetowym nie powinno – pod żadnym pozorem – wydawać jakichkolwiek pieniędzy na pomoc poza granicami Polski. Nawet jeśli chodzi oAgregat grozy, czyli jak 170 tysięcy złotych zrujnowało Opole miasto partnerskie. Nawet jeśli chodzi o infrastrukturę krytyczną. Nawet jeśli chodzi o kraj, który od trzech lat jest bombardowany.

Logika jest prosta i wzruszająco dziecinna: Skoro mamy długi, to najlepiej udawać, że świat poza Opolem nie istnieje.

Z komunikatu dowiadujemy się również, że „pomoc innym nie może odbywać się kosztem własnych mieszkańców”. To zdanie brzmi dumnie, niemal jak cytat z elementarza patriotyzmu. Szkoda tylko, że nikt nie zadał pytania, jak dokładnie agregat w Iwano-Frankiwsku zabiera opolanom bezpieczeństwo, infrastrukturę albo inwestycje. Czy przestanie działać sygnalizacja świetlna? Czy znikną chodniki? Czy budżet miasta eksploduje?

Nie. Ale brzmi źle. A o to przecież chodzi.

W tej narracji 170 tysięcy złotych to kwota apokaliptyczna. Pieniądze, które – jak rozumiem – mogłyby uratować Opole przed upadkiem cywilizacji. Szkoda tylko, że nikt z autorów tego komunikatu nie wspomina, ile miasto wydaje na rzeczy znacznie mniej dramatyczne: promocję, eventy, ekspertyzy, konsultacje, PR-owe baloniki. Tam jakoś patriotyzm budżetowy nie dostaje palpitacji.

Ale agregat? Agregat to już zdrada stanu.

Najbardziej poruszające jest jednak oburzenie moralne. Ton komunikatu sugeruje, że władze miasta działają „oderwane od realnych problemów”. Ciekawe, bo realnym problemem w Ukrainie jest brak prądu w czasie ataków rakietowych. Brak prądu oznacza brak wody, ogrzewania, łączności i szpitali. Ale rozumiem – to problemy mało lokalne, mało opolskie, więc najwyraźniej niewarte uwagi.

Z tej samej logiki wynikałoby, że straż pożarna nie powinna wyjeżdżać do sąsiedniej gminy, bo „najpierw dbajmy o swoje podwórko”. A najlepiej w ogóle zlikwidować miasta partnerskie, bo jeszcze przyjdzie komuś do głowy okazać solidarność.

Cały ten komunikat jest w gruncie rzeczy nie o pieniądzach. Jest o politycznym kalkulatorze, który zawsze pokazuje to samo: straszy długiem, udaje troskę o mieszkańców i obowiązkowo dorzuca Ukrainę jako winnego wszystkiego.

Bo to działa. Bo to się klika. Bo można wtedy napisać: „Nie ma na to naszej zgody”, jakby ktoś w ogóle pytał o zgodę ludzi, którzy sprowadzają politykę do facebookowego wzmożenia.

Problem polega na tym, że miasto to nie jest zamknięta twierdza, a solidarność nie jest wydatkiem luksusowym. Jest elementem odpowiedzialnej polityki – również tej lokalnej. Zwłaszcza gdy chodzi o pomoc symboliczną, partnerską i w skali budżetu miasta zwyczajnie niewielką.

I na koniec jedno, co naprawdę uwiera.
Ten rzekomy „dramatyczny” deficyt Opola to dług zaplanowany, wynik inwestycji, a nie bankructwo z powodu agregatu dla Ukrainy. To zobowiązania rozłożone w czasie, łatwe do udźwignięcia dla miasta tej wielkości i dokładnie takie, jakie dziś mają niemal wszystkie samorządy rozwijające się, a nie zwijające.

Dlatego wstydzę, że w moim mieście są ludzie, którzy świadomie manipulują pojęciem długu, straszą mieszkańców liczbami wyrwanymi z kontekstu i próbują budować kapitał polityczny na odmowie elementarnej solidarności.

.Fot. FB

Udostępnij:
Wspieraj wolne media

Skomentuj

O Autorze

Dziennikarz, publicysta, dokumentalista (radio, tv, prasa) znany z niekonwencjonalnych nakryć głowy i czerwonych butów. Interesuje się głównie historią, ale w związku z aktualną sytuacją społeczno-polityczną jest to głównie historia wycinanych drzew i betonowanych placów miejskich. Ma już 65 lat, ale jego ojciec dożył 102. Uważa więc, że niejedno jeszcze przed nim.