Charakterystyczne awizo w skrzynce i wyprawa na pocztę, by odstać swoje w kolejce po list polecony – dla wielu z nas to niemal rytuał, choć rzadko kiedy należący do przyjemnych. Czy jednak właśnie jesteśmy świadkami „łabędziego śpiewu” Poczty Polskiej w jej tradycyjnym wydaniu?

Porównania do Danii, która niemal całkowicie przeszła na cyfrową komunikację, nasuwają się same, ale polska droga do e-Doręczeń jest nieco bardziej zawiła i, co najważniejsze, bierze pod uwagę tych, którzy z technologią nie są za pan brat.

E-Doręczenia to w gruncie rzeczy cyfrowy bliźniak listu poleconego. Nie jest to jednak zwykły e-mail, który może wpaść do spamu lub zostać przeoczony. To bezpieczna, prawnie wiążąca skrzynka, gdzie każdy wysłany i odebrany dokument ma swój „stempel” z dokładną datą i godziną. To koniec z nerwowym sprawdzaniem skrzynki na listy podczas urlopu – urząd puka do naszych cyfrowych drzwi, a my odbieramy korespondencję tam, gdzie akurat jesteśmy. Dla państwa to oszczędność milionów na papierze i logistyce, dla nas – święty spokój od kolejek.

Wielu z nas zadaje sobie jednak kluczowe pytanie: czy to obowiązek? Tutaj prawo stawia jasną granicę. O ile firmy, prawnicy czy urzędy muszą wejść w ten system bezdyskusyjnie, o tyle zwykły obywatel wciąż ma wybór. Jeśli nie założysz adresu do e-Doręczeń, nikt nie odetnie Cię od informacji. Państwo nie może zmusić każdego do posiadania smartfona czy komputera, dlatego tradycyjna ścieżka listowna pozostaje otwarta dla osób prywatnych tak długo, jak będą tego potrzebować.

Osoby wykluczone cyfrowo to najbardziej newralgiczny punkt całej reformy. Co z seniorem, który nie ma internetu, albo z kimś, kto po prostu nie ufa cyfrowym nowinkom? Tutaj pojawia się mechanizm zwany publiczną usługą hybrydową. To sprytny most między światem bitów a światem papieru. Urząd wysyła pismo cyfrowo, ale Poczta Polska – zamiast dostarczać je do wirtualnej skrzynki -automatycznie je drukuje, kopertuje i dostarcza w tradycyjnej formie pod fizyczny adres. Dzięki temu proces po stronie administracji jest szybki, a adresat otrzymuje list dokładnie tak samo, jak robił to przez ostatnie dekady.

A co z tajemnicą korespondencji?

To pytanie uderza w samo sedno obaw związanych z cyfryzacją – czy nasza prywatność nie ląduje właśnie „na widelcu” u operatora? Choć wizja pracownika poczty czytającego nasze urzędowe pismo przy kawie może pobudzać wyobraźnię, rzeczywistość techniczna i prawna wygląda zupełnie inaczej. W usłudze hybrydowej (czyli tam, gdzie e-mail zamienia się w papier) proces jest niemal w 100% zautomatyzowany. Dokument trafia do tzw. Ośrodka Wydruku i Konfekcjonowania. To nie jest zwykłe biuro z drukarką, ale wysokospecjalistyczna hala produkcyjna. Plik cyfrowy jest przesyłany szyfrowanym kanałem bezpośrednio do maszyn przemysłowych. Urządzenie samo drukuje, składa kartki i wkłada je do kopert. Ludzka ręka dotyka koperty dopiero wtedy, gdy jest już ona szczelnie zamknięta i gotowa do doręczenia.

Poczta Polska nie „może” zaglądać do listów nie tylko dlatego, że technicznie jest to trudne, ale przede wszystkim dlatego, że zabrania tego prawo. Art. 41 Prawa Pocztowego: Każdy pracownik poczty jest związany tajemnicą pocztową. Za jej złamanie grozi nie tylko dyscyplinarne zwolnienie, ale i odpowiedzialność karna. Technicznie: system (maszyna) musi „przeczytać” dane, żeby nanieść je na papier. Praktycznie: żaden człowiek nie ma wglądu w treść Twojej korespondencji. Działa to dokładnie tak samo, jak w przypadku wyciągów bankowych czy faktur od operatorów komórkowych, które od lat są drukowane masowo w podobnych centrach i nikt nie kwestionuje ich poufności.

W usłudze e-Doręczeń Twoja prywatność jest chroniona mocniej niż w przypadku zwykłego maila, ponieważ każda operacja na pliku zostawia trwały ślad w systemie.

Nie jest to więc gwałtowny koniec listów poleconych, a raczej ich powolna ewolucja w stronę bycia usługą niszową. Poczta Polska nie znika, ale musi przestać być tylko „dostarczycielem papieru”, a stać się operatorem cyfrowym i logistycznym. To zmiana pokoleniowa. Dla młodych e-Doręczenia będą naturalne jak przelew w aplikacji, dla starszych – poczta pozostanie tą samą panią z okienka, która przynosi emeryturę i listy, tyle że te listy będą generowane w nieco inny sposób.

Czy musisz coś zrobić?

Jeśli jesteś osobą prywatną i cenisz sobie papier w ręku, odpowiedź brzmi: nie musisz robić absolutnie nic. System nie narzuca się siłą. Jeśli jednak masz dość wycieczek na pocztę z awizo, możesz dobrowolnie założyć adres do e-Doręczeń przez portal mObywatel lub gov.pl. To decyzja o komforcie, a nie o przymusie. Poczta Polska nie śpiewa jeszcze swojej ostatniej pieśni, ale z pewnością zmienia repertuar na taki, w którym papier powoli ustępuje miejsca cyfrowym podpisom, zostawiając jednak furtkę dla tych, którzy za tą zmianą nie chcą lub nie mogą nadążyć.

Udostępnij:
Wspieraj wolne media

Skomentuj

O Autorze

Dziennikarz, publicysta, dokumentalista (radio, tv, prasa) znany z niekonwencjonalnych nakryć głowy i czerwonych butów. Interesuje się głównie historią, ale w związku z aktualną sytuacją społeczno-polityczną jest to głównie historia wycinanych drzew i betonowanych placów miejskich. Ma już 65 lat, ale jego ojciec dożył 102. Uważa więc, że niejedno jeszcze przed nim.