Biskup opolski odwołuje wcześniejsze zarządzenia wydane w związku z pandemią Sars-CoV-2. Wierni mają nadzieję, że zwyczaj osobnego dzielenia komunii na rękę i do ust pozostanie w kościołach.

Ograniczenia pandemiczne wpływało na zachowania wiernych w kościele. Mniej było zawieranych związków małżeńskich, bo nie można było zorganizować przyjęcia. Mniej było spotkań parafialnych i wyjazdów. Pogrzebów odwołać nie sposób, ale w szczytach kolejnych fal pandemii liczba żałobników była bardzo ograniczana, by nie doprowadzać do rozprzestrzeniania się wirusa.

Teraz dekret biskupa opolskiego ks. Andrzeja Czai odwołuje swoje wcześniejsze zarządzenia, wydane w związku z pandemią. Zarządzenie wprowadzane jest w związku ze zmianami w obostrzeniach epidemicznych na terenie całego kraju i nowym rozporządzeniem rządu RP.

Jednak, co najważniejsze, odwołanie dotychczasowych zarządzeń i ograniczeń nie wyklucza możliwości zachowania środków ostrożności adekwatnych do aktualnej sytuacji epidemicznej w parafii. Bo tak naprawdę rząd odwołał obostrzenia, co nie oznacza, że pożegnaliśmy się z Covidem-19, niemal codziennie z powodu koronawirusa umiera w Polsce 100 osób. Natomiast o wskazanie rzeczywistej liczby zachorowań jest coraz trudniej, bo lekarz nie jest już zobowiązany do kierowania na test. We Francji, gdzie się ciągle powszechnie testuje, jest 170 tysięcy zachorowań dziennie, a u Niemców aż 250 tysięcy.

W tej sytuacji, czy te dobre zachowania związane z przyjmowaniem komunii – osobno przyjmują wierni na rękę, a osobno ci do ust – nie powinny zostać utrzymane?

– Tutaj w dużej mierze zależy to od wiernych, czy zechcą się dalej podporządkowywać takim zwyczajom, bo duszpasterze na pewno nie będą mieli nic przeciwko temu, jeżeli wierni w takiej kolejności będą się ustawiali – podkreśla ks. Joachim Kobienia, rzecznik Kurii Diecezjalnej w Opolu. – Jeżeli będzie dwóch kapłanów, to w jednej kolejce mogą podchodzić ci, co przyjmują komunię świętą na rękę, a w drugiej kolejce ci, co przyjmują do ust.

Ksiądz Kobienia, podkreśla, że nie ma żadnych przesłanek, by wiernym coś narzucać, albo czegoś zabraniać.

– Tak, jak nie mamy żadnych przesłanek, żeby narzucać noszenie maseczki w kościele lub tego zakazywać – mówi ks. Joachim Kobienia. – Wierni muszą się tutaj kierować zdrowym rozsądkiem. Oczywiście, kapłani nadal mogą dezynfekować ręce przed rozdzielaniem komunii. Księża mogą kontynuować te dobre przyzwyczajenia.

Przed nami święta Wielkanocy, które będą mogły być normalne, nie online, czy na ekranie telewizji. Zadowoleni są też księża, bo w ich odbiorze przez dwa lata pandemii twarze wiernych w maskach podczas mszy w były takie same. Tym samym bez wyrazu.

– Teraz można zobaczyć wreszcie twarze, bo człowiek nie mówi tylko słowem, ale też swoją mimiką – podkreśla ks. Joachim Kobienia. – Myślę, że to jest potrzebne do takiego kontaktu interpersonalnego.

Udostępnij:
Wspieraj wolne media

Skomentuj

O Autorze

Dziennikarstwo, moja miłość, tak było od zawsze. Próbowałam się ze dwa razy rozstać z tym zawodem, ale jakoś bezskutecznie. Przez wiele lat byłam dziennikarzem NTO. Mam na swoim koncie książkę „Historie z palca niewyssane” – zbiór moich reportaży (wydrukowanie ich zaproponował mi właściciel wydawnictwa Scriptorium). Zdobyłam dwie (ważne dla mnie) ogólnopolskie nagrody dziennikarskie – pierwsze miejsce za reportaż o ludziach z ulicy. Druga nagroda to też pierwsze miejsce (na 24 gazety Mediów Regionalnych) – za reportaż i cykl artykułów poświęconych jednemu tematowi. Moje teksty wielokrotnie przedrukowywała Angora, a opublikowałam setki artykułów, w tym wiele reportaży. Właśnie reportaż jest moją największą pasją. Moim mężem jest też dziennikarz (podobno nikt inny nie wytrzymałby z dziennikarką). Nasze dzieci (jak na razie) poszły własną drogą, a jeśli już piszą, to wyłącznie dla zabawy. Napisałam doktorat o ludziach od pokoleń żyjących w skrajnej biedzie, mam nadzieję, że niedługo się obronię.