W opolskiej polityce kończy się era domysłów i kuluarowych szeptów. Poseł Tomasz Kostuś, doświadczony gracz na regionalnej scenie, zwołał konferencję prasową, by jednoznacznie oświadczyć: tak, wystartuje w wyborach na przewodniczącego struktur Koalicji Obywatelskiej w województwie opolskim. Wybory zaplanowano na 8 marca 2026 roku – symbolicznie w Dzień Kobiet, co samo w sobie brzmi jak polityczny żart losu.

Kostuś, z trzema kadencjami w Sejmiku, wicemarszałkowskim epizodem i trzecią kadencją poselską na koncie, nie zostawia wątpliwości: ma kompetencje, doświadczenie i wizję. A przede wszystkim – nie lubi, gdy spekulacje wiszą w powietrzu dłużej niż konieczne. „Słowo posła droższe od pieniędzy” – rzucił z uśmiechem, parafrazując przysłowie, i tym samym zamknął temat wahania, który dziennikarze podgrzewali od miesięcy.

„Mam wielką przyjemność poinformować Państwa, że podjąłem decyzję o starcie w wyborach na przewodniczącego Koalicji Obywatelskiej w regionie opolskim. Dlaczego? Dlatego, że mam do tego odpowiednie kompetencje i doświadczenie.”

Przypominam trzy kadencje w Sejmiku Województwa, trzy kadencje w Zarządzie Województwa. To już jest trzecia moja kadencja w Sejmie. Przypominam również, że przez sześć lat byłem przewodniczącym struktury powiatu Opole, największego w Platformie Obywatelskiej […] I byłem przewodniczącym w czasach, kiedy było naprawdę trudno, w czasach, kiedy notowania Platformy szorowały po dnie. Przez te sześć lat udało się tą strukturę wzmocnić, odbudować, trzykrotnie zwiększyć jej liczebność.

To nie tylko CV – to argument w walce o przywództwo. Kostuś podkreśla, że Opolszczyzna potrzebuje silnego ambasadora w Warszawie, kogoś, kto będzie walczył o regionalne sprawy w stolicy. A stawka jest wysoka: za niespełna dwa lata wybory parlamentarne 2027, które zdecydują, czy Polska pozostanie w Unii Europejskiej, czy skręci w stronę „brunatnej fali nacjonalizmu i homofobii”.

Poseł nie unika ostrych słów: KO potrzebuje nowej energii, decentralizacji, otwarcia na nowe środowiska, młodzież i wieś – te tereny, które dotąd były bastionami PiS. Chce też rozliczenia ośmiu lat rządów prawicy na Opolszczyźnie i budowy struktur w każdej gminie.

Na konferencji nie zabrakło pytań o rywalizację. Robert Węgrzyn, członek zarządu województwa i sekretarz regionu, kampanię prowadzi już od pół roku. Kostuś chwali jego pracowitość, ale podkreśla: jeden kandydat to nie demokracja. „My nie jesteśmy Polską Zjednoczoną Partią Robotniczą” – rzucił z przekąsem. Chce debaty, ścierania poglądów, bo to esencja polityki.

Odpowiadając na wątpliwości, czy pogodzi mandat poselski z zarządzaniem regionem, Kostuś przypomina: większość regionalnych szefów partii to posłowie. Dzięki temu mają bezpośredni dostęp do ministrów i prezesów spółek Skarbu Państwa. „Przewodniczący jest reprezentantem, ambasadorem – od codziennego zarządzania jest wzmocniony zarząd” – tłumaczy.

Dziennikarze dopytywali też o lokalne struktury w powiecie Opole: tu zdeklarowanym kandydatem jest wicemarszałek Zbigniew Kubalańca, a przygotowuje się podobno Przemysław Pospieszyński. Kostuś widzi w mnogości kandydatów zdrową demokrację: „Zgoda buduje, niezgoda rujnuje, ale ścieranie poglądów to ABC polityki”.

Konferencja zakończyła się rozdaniem raportu z działalności poselskiej – w wersji papierowej i elektronicznej. Kostuś wychodzi z cienia spekulacji jako pełnoprawny gracz. Opolska KO wchodzi w fazę wewnętrznej rywalizacji, a 8 marca pokaże, czy działacze postawią na doświadczenie i warszawski głos, czy na inną wizję.

Jedno jest pewne: baron regionu będzie miał pełne ręce roboty, by przygotować partię na decydującą batalię 2027. A Kostuś właśnie wszedł w szranki z otwartą przyłbicą.

Kostuś ucina spekulacje: „Będę kandydował na opolskiego barona KO”

Fot. melonik

Udostępnij:
Wspieraj wolne media

Skomentuj

O Autorze

Dziennikarz, publicysta, dokumentalista (radio, tv, prasa) znany z niekonwencjonalnych nakryć głowy i czerwonych butów. Interesuje się głównie historią, ale w związku z aktualną sytuacją społeczno-polityczną jest to głównie historia wycinanych drzew i betonowanych placów miejskich. Ma już 65 lat, ale jego ojciec dożył 102. Uważa więc, że niejedno jeszcze przed nim.