Od przybytku – jak wiadomo – głowa nie boli. Chyba, że ten przybytek ma siedem zer, kilka źródeł finansowania, unijne skróty w nazwach programów i terminy, które trzeba spiąć tak, by Regionalna Izba Obrachunkowa spała spokojnie, a mieszkańcy… jeszcze spokojniej.
Weźmy taką Lubszę. Gmina jak wiele innych – pola, wsie, codzienne sprawy. A jednak w ostatnim czasie coś się tam wyraźnie „rozpędziło”. Pięć milionów złotych na rewitalizację ośrodka wypoczynkowego w Kościerzycach. Orlik 2025 w Mąkoszycach za ponad 1,3 miliona. Drogi, ścieżki pieszo-rowerowe, termomodernizacje, hale, remizy, przedszkola. Do tego rekordowy budżet inwestycyjny – ponad 35,5 miliona złotych. I nagle okazuje się, że największym problemem nie jest czy się da, tylko jak to wszystko ogarnąć.
Bo od nadmiaru pieniędzy głowa teoretycznie nie boli. Ale od nadmiaru decyzji – już trochę tak. Każdy wniosek to dziesiątki stron, każdy projekt to terminy, przetargi, wykonawcy, nadzory. Każda złotówka – odpowiedzialność. A gdy tych złotówek jest kilka milionów, odpowiedzialność rośnie wykładniczo. Zwłaszcza gdy ambicja idzie w parze z zasadą: nie zadłużać gminy, jeśli nie trzeba.
I tu pojawia się ciekawy paradoks. Gmina planuje kredyt, ale wcale nie chce go brać. Wpisuje go „na wszelki wypadek”, żeby tabelki się zgadzały, a potem robi wszystko, by okazał się zbędny. Rok temu – trzy miliony pożyczki, z której nie skorzystano ani złotówki. W tym roku – osiem milionów zabezpieczenia, które być może znów pozostanie tylko zapisem w budżecie. A zadłużenie? Żadne. Zero. Czysta karta.
To właśnie w takich momentach widać, że przybytek bywa kłopotliwy, ale tylko dla tych, którzy traktują go serio. Bo łatwo jest dostać pieniądze. Trudniej je dobrze wydać. Najtrudniej – wydać je tak, by po kilku latach ktoś mógł powiedzieć: „to była dobra decyzja”.
Kościerzyce mają więc dostać drugie życie – z zielenią, wodą, boiskami, placem zabaw, obserwatorium ptaków i infrastrukturą dostępną dla wszystkich. Mąkoszyce – nowoczesny kompleks sportowy. Szydłowice – wyremontowaną drogę. A mieszkańcy – przestrzeń do życia, ruchu i spotkań, nie tylko do „odhaczania inwestycji” w sprawozdaniach.
Od przybytku głowa nie boli. Ale czasami trzeba ją solidnie pogłaskać, napić się mocnej kawy i usiąść nad kolejnym harmonogramem. Bo prawdziwa sztuka nie polega na tym, by pieniądze spadły z nieba. Sztuka polega na tym, by po ich wydaniu zostało coś więcej niż tylko faktury. W Lubszy wygląda na to, że ktoś tę sztukę traktuje bardzo poważnie.
Fot. FB Nasza Wieś-Kościerzyce



