Trwa zbiórka podpisów, mieszkańcy domagają się spotkania i przejrzystości inwestycji. W Łące Prudnickiej narasta sprzeciw wobec planowanej budowy fermy drobiarskiej. Mieszkańcy obawiają się uciążliwości związanych z inwestycją, wpływu na środowisko oraz komfort życia. Trwa zbiórka podpisów pod petycją, a lokalna społeczność domaga się otwartego spotkania z inwestorem i przedstawicielami władz.
O planach inwestora mieszkańcy dowiedzieli się stosunkowo niedawno. Jak podkreśla radny Prudnika i mieszkaniec wsi, Stanisław Mięczakowski, skala sprzeciwu szybko rośnie.
– Inwestor wnioskował o możliwość postawienia ferm wiatrowych, fotowoltaiki i biogazowni. O tym mieszkańcy nie wiedzieli, a obecnie ich sprzeciw jest spory. Jest już ponad 200 podpisów w formie elektronicznej i kilkadziesiąt w formie papierowej. Chcemy też spotkania z inwestorem — mówi Mięczakowski.
Ferma ma powstać na terenie sprzedanym przez państwową stadninę koni. W sąsiedztwie znajdują się budynki mieszkalne oraz popadający w ruinę zabytkowy zamek, co dodatkowo wzmacnia obawy mieszkańców.
Do sprawy odniósł się również burmistrz Prudnika Grzegorz Zawiślak. Podkreśla on, że inwestor działa zgodnie z obowiązującymi przepisami.
– Inwestor zakomunikował, że na tej fermie chce produkować pisklęta, ewentualnie kury, które znoszą jajka pod pisklęta. Oczywiście ma prawo to robić ze względu na obowiązujące tam zapisy planu zagospodarowania. W tym miejscu przez lata prowadzono hodowlę cielaków, która w jakiś sposób była uciążliwa dla mieszkańców. Ta produkcja ma być mniej uciążliwa. Takie są deklaracje tego inwestora — mówi burmistrz.
Inwestor zapowiedział także możliwość zorganizowania wizyty w swoich zakładach drobiarskich, aby przekonać mieszkańców, że planowana ferma nie będzie uciążliwa.
Jednym z najbardziej aktywnych mieszkańców w sprawie jest Marek Kotliński, który wystąpił z inicjatywą zorganizowania spotkania informacyjnego.
– Wierzymy, że najlepszą drogą do zrozumienia planowanej inwestycji jest bezpośredni i merytoryczny dialog. Chcemy w atmosferze wzajemnego szacunku porozmawiać o kwestiach, które są dla nas wszystkich ważne: ochronie środowiska, komforcie życia, bezpieczeństwie na drogach i zdrowiu mieszkańców – podkreśla Marek Kotliński.
W piśmie skierowanym do urzędów i inwestora mieszkańcy wskazują konkretne obawy: hałas, zapachy, ruch ciężarówek, wpływ na wody gruntowe oraz zdrowie mieszkańców. Zwracają się także o transparentność procesu inwestycyjnego i możliwość udziału społeczności w konsultacjach.
– Nasza prośba wynika z naturalnej troski o dobrostan naszej miejscowości oraz chęci uzyskania merytorycznej wiedzy bezpośrednio u źródła – podkreśla Kotliński w piśmie skierowanym do władz.
Mieszkańcy podkreślają również, że zapowiadane wizyty w zakładach inwestora nie powinny poprzedzać otwartego spotkania w Łące Prudnickiej.
– Najpierw otwarte spotkanie z inwestorem w Łące Prudnickiej, pełna informacja dostępna dla wszystkich i równe zasady dla całej społeczności – apeluje Marek Kotliński.
Społeczność podkreśla, że sprawa dotyczy wszystkich mieszkańców i nie powinna prowadzić do podziałów.
Dodatkowo pojawiły się nowe informacje o rozpoczęciu procedur inwestycyjnych, w tym wniosku o rozbiórkę istniejących obiektów. To – zdaniem mieszkańców – moment, w którym mogą jeszcze realnie wpłynąć na decyzje.
– Moment składania decyzji środowiskowej to etap, w którym mieszkańcy mają realny wpływ. Dlatego petycja ma
znaczenie już teraz. To sygnał: patrzymy, nie zgadzamy się, będziemy reagować – podkreśla Marek Kotliński.
Pod petycją przeciwko budowie fermy podpisują się kolejni mieszkańcy. Obawiają się przede wszystkim:
- uciążliwego zapachu
- hałasu i zwiększonego ruchu ciężarówek
- zagrożeń dla środowiska
- wpływu na zdrowie mieszkańców
– Zadbajmy wspólnie o to, by nasza miejscowość pozostała miejscem, w którym chce się żyć – apeluje Marek Kotliński.
Mieszkańcy czekają teraz na odpowiedź władz i inwestora w sprawie organizacji otwartego spotkania. Jak podkreślają, nie sprzeciwiają się dialogowi, ale chcą mieć pełną wiedzę o planowanej inwestycji i jej konsekwencjach.
Fot. Marek Kotliński





