Uniwersytet Opolski i Policja podpisały porozumienie, które ma godzić ogień z wodą: nienaruszalną autonomię akademicką z twardymi realiami bezpieczeństwa. Czy to koniec ery „eksterytorialnych” akademików, czy raczej rozsądny układ w niepewnych czasach?

Mundur w murach, czyli o trudnej sztuce dyplomacji na kampusie

Od wieków uniwersytet kojarzy się z przestrzenią wolności, gdzie granica kampusu była niekiedy ważniejsza niż granica państwa. To tu, za niewidzialnym murem autonomii, kształtowały się idee, a studencka brać mogła czuć się nieco swobodniej niż na „miejskim bruku”. Historia jednak uczy, że mury – nawet te metafizyczne – bywają nieszczelne, a poczucie absolutnego odizolowania od służb porządkowych to luksus, na który we współczesnym świecie trudno sobie pozwolić.

Podpisane niedawno porozumienie między Uniwersytetem Opolskim a Komendą Wojewódzką Policji to klasyczny przykład poszukiwania złotego środka. Z jednej strony mamy rektora prof. Jacka Lipoka, który dba o to, by uczelnia nie przestała być „państwem w państwie”, a z drugiej nadinsp. Magdalenę Nguyen-Fudalę, reprezentującą formację, dla której porządek nie zna pojęcia „strefy wolnocłowej”.

Co się zmienia w praktyce?

Zamiast niepewności i improwizacji, dostajemy jasny instruktaż. Policjant na kampusie nie będzie już „intruzem”, ale partnerem, o ile sytuacja będzie tego wymagać. Dokument precyzuje to, co do tej pory bywało przedmiotem akademickich sporów:

  • Kiedy wchodzą? Przede wszystkim na wezwanie rektora, ale też w sytuacjach, gdy nie ma czasu na wysyłanie zaproszeń – przy zagrożeniu życia czy klęskach żywiołowych.

  • W jakim celu? Nie tylko by interweniować, ale by edukować. Praktyki dla studentów, szkolenia z profilaktyki i wspólne zajęcia mają odczarować wizerunek munduru w murach uczelni.

Autonomia czy bezpieczeństwo?

Można by zapytać: czy to nie zamach na świętą niezależność Alma Mater? Wręcz przeciwnie. Prawdziwa autonomia to nie brak kontaktu ze światem zewnętrznym, ale świadome ustalanie reguł gry. Jasne określenie, gdzie kończy się swoboda studencka, a zaczyna odpowiedzialność karna, paradoksalnie daje większy komfort obu stronom. Student wie, że w razie kłopotów pomoc nadejdzie szybciej, a policjant nie musi wertować kodeksów w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, czy może wejść do sali wykładowej za uciekającym sprawcą.

Współpraca w obszarze edukacyjnym to z kolei ukłon w stronę pragmatyzmu. Studenci kierunków takich jak bezpieczeństwo wewnętrzne czy prawo zyskują dostęp do wiedzy „z pierwszej ręki”. To już nie tylko sucha teoria z podręczników, ale szansa na zetknięcie się z realną służbą i prewencją.

Nowy rozdział

Rektor Lipok mówi o „odpowiedzialnym budowaniu wspólnoty”, a komendant Nguyen-Fudala o „promocji bezpieczeństwa”. Brzmi to jak dobrze naoliwiona maszyna, która ma działać długofalowo, bo umowę zawarto na czas nieokreślony. To sygnał, że uniwersytet przestaje być wieżą z kości słoniowej, a staje się nowoczesnym elementem tkanki miejskiej – otwartym, ale bezpiecznym.

W tym układzie nikt nie traci twarzy. Uczelnia zachowuje swój honor i prawo do samostanowienia, a policja zyskuje cywilizowany sposób na obecność tam, gdzie jej pomoc może okazać się niezbędna. Bo w gruncie rzeczy, bez względu na to, czy nosimy togę, czy mundur, wszystkim nam zależy na tym samym: by z kampusu wracać z indeksem w kieszeni, a nie z przykrymi wspomnieniami.

Fot. UO Sylwester Koral

Udostępnij:
Wspieraj wolne media

Skomentuj

O Autorze

Dziennikarz, publicysta, dokumentalista (radio, tv, prasa) znany z niekonwencjonalnych nakryć głowy i czerwonych butów. Interesuje się głównie historią, ale w związku z aktualną sytuacją społeczno-polityczną jest to głównie historia wycinanych drzew i betonowanych placów miejskich. Ma już 65 lat, ale jego ojciec dożył 102. Uważa więc, że niejedno jeszcze przed nim.