Nowe odcinkowe pomiary prędkości wyrastają na Opolszczyźnie jak grzyby po deszczu. Jedni widzą w nich ratunek dla bezpieczeństwa, inni – kolejny dowód na to, że kierowca w Polsce zawsze musi mieć oczy dookoła głowy. A prawda, jak zwykle, leży gdzieś pomiędzy.

Na opolskim odcinku A4 zrobiło się ostatnio bardziej… matematycznie. Nie chodzi o równania różniczkowe, choć niektórzy kierowcy mogą mieć wrażenie, że jadąc między Opolem Zachód a MOP-em w Prószkowie, uczestniczą w praktycznym teście z arytmetyki. Wjeżdżasz, kamera cię wita. Wyjeżdżasz, kamera cię żegna. A pomiędzy nimi – 15 kilometrów, które nagle stają się dłuższe niż zwykle, bo człowiek zaczyna liczyć sekundy, zamiast słuchać radia.

I tak, limity są jasne: 140 km/h dla osobówek, 80 km/h dla ciężarówek. Proste. Tylko że polski kierowca, istota obdarzona fantazją i przekonaniem, że „przecież ja mam kontrolę”, nie zawsze lubi, gdy ktoś mu tę kontrolę mierzy z dokładnością do sekundy.

A to dopiero początek. Do połowy 2026 roku kolejny odcinek A4 – od Krapkowic po Górę Świętej Anny – również trafi pod elektroniczny nadzór. 13 kilometrów, które wielu z nas zna aż za dobrze: zakręty, zwężenia, tiry, nerwy. Główny Inspektorat Transportu Drogowego mówi wprost: to miejsca, gdzie statystyki wypadków nie pozostawiają złudzeń. I trudno się z tym spierać. Jeśli jakaś trasa w regionie zasługuje na dodatkową kontrolę, to właśnie ta.

Opolszczyzna ma już cztery takie systemy. Ten na A4 to najnowszy, ale przecież od lat działa pomiar w Łosiowie na krajowej 94. Każdy, kto tamtędy jeździ, wie, że to nie jest kaprys urzędników, tylko reakcja na realne problemy. Choć oczywiście – jak to w Polsce – zawsze znajdzie się ktoś, kto powie, że to zamach na wolność kierowcy. Że „kiedyś to się jeździło”, a teraz to tylko kamery, radary i inne „wynalazki”.

Tyle że „kiedyś” mieliśmy też więcej krzyży przy drogach. I więcej rodzin, które nie doczekały powrotu bliskich do domu.

Odcinkowy pomiar prędkości nie jest ani wrogiem, ani zbawcą. To narzędzie. A narzędzia działają tak dobrze, jak ludzie, którzy z nich korzystają – i ci, którzy się do nich stosują. Jeśli ktoś jedzie rozsądnie, system jest dla niego przezroczysty. Jeśli ktoś uważa, że autostrada to tor wyścigowy, cóż… matematyka bywa bezlitosna.

Można oczywiście narzekać, że to kolejny element „wielkiego oka”, które patrzy nam na ręce. Ale można też spojrzeć na to inaczej: może wreszcie przestaniemy traktować prędkość jako dowód odwagi, a zaczniemy jako odpowiedzialność. Zwłaszcza na drogach, które znamy jak własną kieszeń – i właśnie dlatego często je lekceważymy.

Opolszczyzna nie jest wyjątkiem. To po prostu kolejny region, który próbuje dogonić europejskie standardy bezpieczeństwa. A jeśli przy okazji ktoś zdejmie nogę z gazu i dojedzie do celu trochę później, ale za to w jednym kawałku – to chyba nie najgorszy efekt uboczny.

Fot. GDDKiA

Udostępnij:
Wspieraj wolne media

Skomentuj

O Autorze

Dziennikarz, publicysta, dokumentalista (radio, tv, prasa) znany z niekonwencjonalnych nakryć głowy i czerwonych butów. Interesuje się głównie historią, ale w związku z aktualną sytuacją społeczno-polityczną jest to głównie historia wycinanych drzew i betonowanych placów miejskich. Ma już 65 lat, ale jego ojciec dożył 102. Uważa więc, że niejedno jeszcze przed nim.