Zakupy lokalnych produktów w ramach promocji powiatu nyskiego stały się dla części radnych i komentatorów pretekstem do budowania narracji o „trwonieniu publicznych pieniędzy”. Tymczasem oficjalna korespondencja Starostwa Powiatowego w Nysie pokazuje coś zupełnie innego: spójną, zgodną z prawem strategię wsparcia przedsiębiorców i promocji regionu, realizowaną w oparciu o konkretne cele i działania.

W ostatnich dniach w przestrzeni publicznej pojawiły się oskarżenia dotyczące wydatkowania około 26 tysięcy złotych na zestawy promocyjne, w tym produkty pochodzące z lokalnej winnicy. Krytycy próbują przedstawiać te zakupy jako przykład niegospodarności, a nawet jako sprzeczność z zadaniami samorządu w zakresie zdrowia publicznego i profilaktyki uzależnień. Analiza dokumentów urzędowych przeczy jednak tej narracji w sposób jednoznaczny.

Z pisma podpisanego przez Jolantę Barską, dyrektor Wydziału Promocji i Rozwoju Starostwa Powiatowego w Nysie, wynika jasno, że zakupy dotyczyły lokalnych produktów promocyjnych, takich jak chleby, kawa z lokalnej palarni czy wyroby winnicy z terenu powiatu. Ich celem była promocja powiatu nyskiego podczas wydarzeń o charakterze regionalnym, krajowym i międzynarodowym. Jak wskazano w dokumencie, tego rodzaju działania są jedną z podstawowych form marketingu terytorialnego, powszechnie stosowaną przez samorządy w całej Polsce.

Co istotne, wsparcie nie ograniczało się wyłącznie do zakupu produktów. Powiat prowadzi również cykliczną promocję lokalnych przedsiębiorców w mediach społecznościowych, obejmującą zarówno firmy poszkodowane w wyniku powodzi, jak i te, które normalnie funkcjonują na lokalnym rynku. Równolegle realizowana jest stała współpraca z instytucjami takimi jak ZUS, Urząd Skarbowy czy PUP, w ramach działań informacyjnych i pomocowych.

Drugi z opublikowanych dokumentów – odpowiedź Zarządu Powiatu na interpelację radnego Rady Miejskiej w Głuchołazach – dodatkowo rozszerza ten kontekst. Wskazuje on, że promocja regionu stanowi element długofalowej strategii rozwoju, obejmującej m.in. analizę potencjału turystycznego, współpracę międzynarodową oraz projekty realizowane z funduszy europejskich. Wśród nich wymieniono m.in. przygotowania do projektu w ramach Funduszu Małych Projektów w Euroregionie Pradziad, realizowanego wspólnie z czeskim partnerem i skierowanego do młodzieży z Głuchołaz i Jesenika.

Dokument jasno podkreśla również, że w 2025 roku planowana jest organizacja wydarzeń o charakterze turystyczno-promocyjnym, w tym rajdów rowerowych, które mają służyć budowaniu rozpoznawalności regionu. Tego rodzaju działania trudno uznać za przypadkowe lub nieprzemyślane – przeciwnie, wpisują się one w standardowe zadania samorządu powiatowego.

W tym świetle próby sprowadzania całej sprawy do hasła „wino za publiczne pieniądze” jawią się jako uproszczenie graniczące z manipulacją. Promocja regionu nie polega wyłącznie na rozdawaniu długopisów czy breloków. Lokalne produkty, także te spożywcze, są jednym z najczęściej wykorzystywanych narzędzi budowania marki miejsca, jego tożsamości i rozpoznawalności.

Warto również zauważyć skalę wydatku. Kwota 26 tysięcy złotych, rozłożona na różne działania promocyjne i wydarzenia, stanowi niewielki ułamek budżetu powiatu. Trudno mówić tu o „balowaniu” czy „rozrzutności”, zwłaszcza w sytuacji, gdy dokumenty precyzyjnie wskazują cele, zakres i beneficjentów tych działań.

Ostatecznie cała sprawa pokazuje, jak łatwo rzeczową debatę o polityce promocyjnej samorządu zastąpić emocjonalną sensacją. Tymczasem fakty zapisane w oficjalnej korespondencji nie pozostawiają wątpliwości: mamy do czynienia z działaniami systemowymi, a nie z prywatną fantazją urzędników. Reszta to już wyłącznie kwestia interpretacji – i politycznego temperamentu autorów oskarżeń.

Udostępnij:
Wspieraj wolne media

Skomentuj

O Autorze

Dziennikarz, publicysta, dokumentalista (radio, tv, prasa) znany z niekonwencjonalnych nakryć głowy i czerwonych butów. Interesuje się głównie historią, ale w związku z aktualną sytuacją społeczno-polityczną jest to głównie historia wycinanych drzew i betonowanych placów miejskich. Ma już 65 lat, ale jego ojciec dożył 102. Uważa więc, że niejedno jeszcze przed nim.