Kiedy rzeczywistość przestaje pasować do kolorowych pasków informacyjnych, media odwracają obiektyw i udają, że problemu nie ma. Marcin Banaszkiewicz i Lions Club Opole pokazują jednak to, czego „20. gospodarka świata” wolałaby nie widzieć: rosnącą kolejkę po kubek gorącej ogórkowej.
Oficjalnie jesteśmy tygrysem Europy. PKB rośnie, wskaźniki błyszczą, a my – dumni i nowocześni – mościmy się w fotelu liderów światowej gospodarki. Jednak na poziomie chodnika, tam, gdzie serwuje się 80 litrów zupy ogórkowej z pulpetami, matematyka wygląda zupełnie inaczej. Marcin Banaszkiewicz, startując z kolejną odsłoną akcji „Gorący posiłek dla potrzebujących”, zobaczył coś, co przeraziłoby każdego wrażliwego człowieka: kolejkę, która nie miała końca.
Gdzie podziały się kamery?
To miała być kolejna „ładna” relacja. Telewizja Polska zapowiadała wejście na żywo, wcześniej podobne obietnice składało TVN. I co? I cisza. Kamery zgasły, zanim w ogóle dotarły na miejsce. Można by pomyśleć, że to przypadek, gdyby nie fakt, że sytuacja powtarza się regularnie.
Wniosek nasuwa się sam i jest wyjątkowo gorzki: bieda jest w Polsce niefotogeniczna. Nie pasuje do narracji o sukcesie, bez względu na to, jaka opcja polityczna aktualnie trzyma stery. Potrzebujący i bezdomni to wyrzut sumienia, który psuje kadr. Skoro jesteśmy potęgą na papierze, to widok 150 osób czekających na dno plastikowego kubka z ryżem po prostu kłuje w oczy. Lepiej pokazać nowy biurowiec niż starą twarz zmęczoną życiem.
Solidarność zamiast statystyk
Na szczęście tam, gdzie zawodzi wielka polityka i media, pojawia się zwykła, ludzka przyzwoitość. Marcin Banaszkiewicz wraz z Lions Club Opole udowadniają, że realna pomoc nie potrzebuje czerwonego dywanu. Dzięki wsparciu takich osób jak Elżbieta Sobolewska czy radni Tomasz Woźniak i Marek Latawiec, nikt nie odszedł głodny. Co więcej – starczyło nawet na dokładkę.
To paradoks naszych czasów: o sukcesie akcji charytatywnej świadczy frekwencja, która jednocześnie jest dowodem na porażkę systemu. Im więcej osób w kolejce, tym bardziej powinniśmy się wstydzić jako społeczeństwo, a jednocześnie tym bardziej podziwiać tych, którym chce się jeszcze chwycić za chochlę.
Dobro, które wraca (mimo braku zasięgu)
Jeśli nie możemy liczyć na ogólnopolskie serwisy informacyjne, musimy liczyć na siebie. Zupa się kończy, kubeczki znikają w mgnieniu oka, a potrzeby rosną. Możemy udawać, że kolejek w Opolu nie ma, albo możemy dołożyć swoją cegiełkę.
Marcin Banaszkiewicz apeluje o wsparcie na pomagam.pl/9ktyf. Jeśli nie możesz wpłacić – udostępnij. Niech ta informacja „idzie w świat” nie dzięki satelitarnym wozom transmisyjnym, ale dzięki nam. Bo choć władza i media mogą odwracać wzrok, głód nie znika od samego patrzenia w inną stronę.
Pamiętajcie: dobro zawsze powraca. I to ze zdwojoną siłą – nawet jeśli nikt nie nagrał tego profesjonalną kamerą.
Fot. FB Marcin Banaszkiewicz


















