W historii zapisała się jako łączniczka „Hala”, w pamięci opolan jako uśmiechnięta sąsiadka, a dla wolnej Polski pozostaje żywym pomnikiem determinacji. Helena Kamerska, ostatnia kombatantka Armii Krajowej w Opolu, świętuje swój niezwykły jubileusz – 101 lat życia, które mogłoby posłużyć za scenariusz dla kilku pokoleń.
Dziewczyna z Woli, która nie znała strachu
Historia Pani Heleny zaczęła się 22 marca 1925 roku w Warszawie. Dorastała w cieniu kominów gazowni na Woli, w domu pełnym rodzeństwa, gdzie normalność przerwał wrzesień 1939 roku. Już jako czternastolatka poczuła grozę wojny, gdy wraz z rodziną chroniła się w schronach Śródmieścia, cudem uchodząc z życiem spod gruzów bombardowanych kamienic.
Wojna zabrała jej matkę w 1940 roku, zmuszając młodą dziewczynę do przedwczesnego dorosłego życia i opieki nad ojcem oraz młodszym rodzeństwem. Pracowała ponad siły w fabryce włókienniczej, cerowała pończochy, a jednocześnie – kierowana instynktem wolności – angażowała się w pomoc swojej nauczycielce, Natalii, nieświadomie stając się częścią konspiracyjnej sieci.
63 dni w ogniu powstania
Godzina „W” zastała ją na ulicach Warszawy, gdy szła na spacer z kolegą Bernardem. Zamiast wrócić do bezpiecznego domu, Helena Kamerska wybrała drogę walki. Zgłosiła się do służby, gotując obiady dla sztabu, by chwilę później – po krótkim przeszkoleniu i oddaniu krwi dla rannych – zostać sanitariuszką w legendarnym zgrupowaniu „Chrobry II”.
Jako „Hala” przeszła przez piekło walk o Śródmieście. Opatrywała rannych w polowych szpitalach, gdzie amputacje wykonywano bez znieczulenia, a jedynym światłem były rozbłyski niemieckich rac. Sama została ranna podczas akcji na Siennej, gdy kula odbita od papierośnicy towarzyszącego jej żołnierza rozszarpała jej ramię. Mimo bólu nie przestała nieść pomocy – ranny powstaniec był ważniejszy niż jej własna krew.
Miłość na gruzach i milczenie po wojnie
Wśród dymu i pożarów narodziło się uczucie. Tadeusz Kamerski ps. „Pol”, powstaniec, któremu opatrywała poranione stopy, zadeklarował kolegom: „To jest moja dziewczyna”. Pobrali się w 1945 roku na gruzach Warszawy, w kościele św. Wojciecha na Woli, rozpoczynając wspólne życie w nowej, trudnej rzeczywistości.
Przez dekady Pani Helena milczała o swojej przeszłości. Lęk przed komunistycznymi represjami był silniejszy niż chęć chwały. Dopiero rok 1981 stał się momentem przełomu – to wtedy porucznik Kamerska zaczęła głośno mówić o tym, co przeżyła. Po śmierci męża całkowicie oddała się edukacji młodzieży.
Lekcja pokory dla współczesnych
Dziś, świętując 101. urodziny, Pani Helena pozostaje dla Opolszczyzny symbolem „cichego bohaterstwa”. Jak podkreślają władze regionu – wicemarszałek Zbigniew Kubalańca i wicewojewoda Piotr Pospiech – spotkanie z Jubilatką to nie tylko protokolarny obowiązek, ale przede wszystkim lekcja pokoju i wdzięczności.
„To był czas zatrzymania się przy kimś, kogo po prostu warto słuchać” – wspomina Zbigniew Kubalańca.
Pani Helena wciąż kocha młodzież i wciąż chce opowiadać – nie o wielkiej polityce, ale o ludziach, o strachu, który trzeba było pokonać, i o wolności, która nie jest dana raz na zawsze. Jej 101 lat to testament odwagi, który dziś, bardziej niż kiedykolwiek, stanowi fundament naszej lokalnej tożsamości.





















