Międzynarodowy Dzień Teatru to święto niejednoznaczne. Z jednej strony – oficjalne orędzia, patos i celebracja instytucji, która przetrwała wieki. Z drugiej – ta najprawdziwsza magia, odbywająca się nie w operowych foyer, ale na małych scenach, w domach kultury, w salach szkolnych, gdzie tytuł „aktor” zdobywa się nie dyplomem, ale iskrą w oku. I to właśnie tam, w tym drugim obiegu, bije najprawdziwsze serce sceny. Przekonaliśmy się o tym po raz 54., podczas Strzeleckich Spotkań Amatorskich Teatrów Lalek i Aktora.
Pół wieku to kawał historii. 54 lata temu, kiedy pan Stefan Gełdon organizował pierwsze Biesiady Lalkarskie, nikt
nie słyszał o scrollowaniu, a największą konkurencją dla wyobraźni był najwyżej wieczorny seans w jedynym programie telewizyjnym. Dziś, gdy świat mieści się w kieszeni, a palce bezwiednie suną po szkle, amatorski teatr w Polsce wciąż istnieje. To wręcz akt oporu. Akt manifestacji, że spotkanie twarzą w twarz, cielesność głosu, drewno lalki i wspólne wstrzymanie oddechu na widowni wciąż mają moc, której nie zastąpi żaden algorytm. To piękny, wzruszający gest – nie tylko wobec tradycji, ale wobec człowieczeństwa.
Właśnie dlatego tegoroczne spotkania rozpoczęły się od wspomnienia – od nadania imienia patrona. Od teraz Strzeleckie Spotkania nosić będą imię swojego inicjatora, legendarnego Stefana Gełdona. To nie tylko ukłon w przeszłość, ale i zobowiązanie. Zobowiązanie, które w symbolicznym geście podkreśliła obecność pani Doroty Kortas, dyrektor Centrum Kultury „Zamek” w Nowem, wraz z aktorami pierwszego składu Teatru Lalek i Cieni „Baśniowy Świat”. Tradycja spotkała się z żywą, wzruszającą pamięcią.
A skoro mowa o żywym teatrze, to ten konkursowy dostarczył największych emocji. Przed jurorami – Andrzejem Czyczyłą, Robertem Konowalikiem i Barbarą Górecką-Urygą – stanęło ośmiu konkursowiczów. Wybory nie musiały być łatwe, bo poziom – jak na amatorów – bywa zaskakująco profesjonalny. I oto mamy tegorocznych bohaterów:
-
Grand Prix – dla grupy teatralnej „Dwukropek” z Zabrza za spektakl „To nie jest opowieść o miłości”. Zabrzanie udowodnili, że tytuł bywa mylący, a prawdziwa opowieść o miłości do teatru pisze się na scenie.
-
Najlepszy spektakl lalkowy – dla Zuzanny Mazur za „Gdzie jest Pan Amos?”.
-
Najlepsza scenografia – dla Grupy „Chochliki” z Krapkowic za „Bandę z Burej”. Czuć było warsztat i dbałość o detal.
-
Najlepsze aktorstwo – dla grupy „Po kropce” z Zabrza za spektakl „UFO”.
-
Najlepsze aktorstwo lalkowe – ponownie dla Zuzanny Mazur.
-
„Aktorska Perełka” – dla Marty Ocipińskiej z grupy „Chochliki” z Krapkowic.
Jury nie szczędziło też wyróżnień, dostrzegając zarówno siłę sceniczną, jak i społeczną wrażliwość. Wyróżniono „Ironicznych Aktorów” ze Strzelec Opolskich za spektakl „Gorączka”, uczniów Szkoły Podstawowej w Bystrzycy za „Niewinnego” oraz „Kasieńkę” – doceniając podejmowanie ważnych tematów społecznych. Na liście znalazł się także Teatr „Jak w ulu” z Zabrza za spektakl „To nie jest statek wycieczkowy”.
I tak oto, w czasach, gdy uwaga ludzka jest towarem najcenniejszym, który najłatwiej stracić, grupa zapaleńców ze Strzelec Opolskich, Gminy Strzelce Opolskie oraz całego regionu udowodniła, że teatr amatorski ma się dobrze. Ba, że jest może potrzebny bardziej niż kiedykolwiek.
Bo w świecie nieustannego scrollowania, gdzie obraz mija się z obrazem w tempie kliknięcia, teatr (nawet ten lalkowy, nawet ten amatorski) wymusza na nas rzecz fundamentalną: obecność. Każe nam usiąść, spojrzeć w głąb sceny i – co najważniejsze – spojrzeć na siebie nawzajem, dzieląc ten sam oddech, tę samą ciszę, ten sam śmiech. To najpiękniejszy sposób na uczczenie Międzynarodowego Dnia Teatru. Dziękujemy za ten dzień i… zapraszamy za rok. Tradycja, jak widać, wciąż zobowiązuje.





















































