Gdy gdzie indziej Nowy Rok zaczyna się od ciszy po fajerwerkach i bolącej głowy, na Opolszczyźnie bywa, że zaczyna się… pod górę. Dosłownie. Bo tu 1 stycznia od lat ma swój rytuał, swoją geografię i swoją pamięć.
Na Opolszczyźnie Nowy Rok nigdy nie był tylko kartką w kalendarzu. To raczej moment przejścia, granica – nie tylko czasu, ale i przestrzeni. Najlepiej widać to na Kopie Biskupiej, gdzie od 28 lat, punktualnie w samo południe, spotykają się ludzie z dwóch stron granicy, z Polski i Czech, żeby jeszcze raz powitać Nowy Rok. Bez fajerwerków, za to z termosami, toastem, zdjęciem i świadomością, że rok dobrze zaczęty to rok w ruchu.
To nie jest tradycja wymyślona „pod wydarzenie”. Ona wyrosła z górskiej kultury regionu – z wędrówki, wspólnoty i przyzwyczajenia, że ważne rzeczy dzieją się po drodze, a nie na kanapie. Dawniej, gdy na szczycie działało jeszcze przejście graniczne małego ruchu, noworoczne spotkanie miało też smak symbolu: nowy rok zaczynał się od przekraczania granic – tych na mapie i tych w głowie.
Tegoroczne wejście na Kopę Biskupią miało również bardzo osobisty wymiar dla burmistrza Głuchołaz, dra Pawła Szymkowicza – przewodnika, krajoznawcy i człowieka gór. Jak sam wspominał, 1 stycznia przypomniał mu o małej, lecz ważnej rocznicy: dokładnie 40 lat temu, 1 stycznia 1986 roku, Jerzy Chmiel umożliwił mu wstąpienie do PTTK. – Dzisiaj spotkaliśmy się w schronisku pod Biskupią Kopą. Dzięki, Jurek – napisał. Podziękowania skierował też do Marcina Nowaka za możliwość kontynuowania turystycznej przygody w Oddziale PTTK „Tryton” w Nysie. W takich chwilach widać wyraźnie, że 1 stycznia to nie tylko data – to ciągłość drogi, ludzi i wyborów.
Opolszczyzna w ogóle lubi zaczynać rok na spokojnie, ale sensownie. W wielu domach jeszcze do południa trwały rozmowy przy stole, gdzie noworoczna kawa mieszała się z opowieściami o tym, „jaki ten rok będzie”. Starsze kroniki parafialne i miejskie podpowiadają, że 1 stycznia był dniem obserwacji: pogody, nastrojów, znaków. Jak Nowy Rok – taki cały rok. Jeśli jasno i mroźno – dobrze. Jeśli wichura – niespokojnie.
A przecież gdzieś w tle zawsze byli ludzie, którzy tego dnia zaczynali życie. W księgach chrztów z Nysy, Otmuchowa czy Głuchołaz nietrudno znaleźć zapisy z 1 stycznia: dzieci rodzone „w Nowy Rok”, którym – jak wierzono – los sprzyja albo przynajmniej stawia przed nimi wyższe wymagania. Nowy Rok od zawsze miał na Opolszczyźnie twarz konkretnego człowieka, nie tylko daty.
Dlatego noworoczne spotkanie na Kopie Biskupiej to coś więcej niż turystyczny zwyczaj. To regionalny rytuał pamięci – o ludziach takich jak Mirek Petrik, wieloletni kasztelan wieży, którego w tym roku uczczono minutą ciszy. Bo Nowy Rok nie polega na zapominaniu starego. Przeciwnie – polega na tym, by zabrać ze sobą to, co ważne, i iść dalej.
Może właśnie dlatego Opolszczyzna tak uparcie wita 1 stycznia w drodze, na szczycie, na styku kultur i języków. Bo tu Nowy Rok nie jest obietnicą bez pokrycia. Jest konkretem: zimnym powietrzem, parą z ust, wspólnym zdjęciem i toastem wypitym nie o północy, lecz wtedy, gdy słońce stoi najwyżej.
I może to jest najlepsza noworoczna prognoza:
jeśli potrafimy zacząć rok razem, w ruchu i z pamięcią – to reszta jakoś się ułoży.
Fot. FB Pawla Szymkowicza, Towarzystwo Przyjaciół Głuchołaz
























