Patrzę na to, co wyprawia opolska Konfederacja i nie wierzę własnym oczom. Choć może powinienem, bo w tym środowisku poziom odklejenia od rzeczywistości rośnie w tempie zastraszającym. Teraz ci panowie z Ruchu Narodowego wpadli na pomysł, żeby zerwać współpracę z Iwano-Frankiwskiem. Powód? Bo im się historia nie zgadza, bo pomnik, bo flagi, bo jakieś decyzje w Kijowie.

W środku trwającej wojny, gdy za naszą granicą giną ludzie, a my mamy choć cień szansy, by jakoś ich wspomóc w tym piekle, jedyne, co przychodzi wam do głowy, to wyciąganie historycznych sporów i karanie zwykłych ludzi za to, co robią politycy? To nie jest patriotyzm. To jest czysta, niczym niezmącona głupota połączona z kompletną ślepotą na to, w jakim świecie żyjemy. Ci panowie z Konfederacji zachowują się tak, jakby żyli w jakimś alternatywnym wymiarze, w którym Opole jest odizolowaną wyspą, a nie miastem w samym sercu Europy, która płonie. Oni nie widzą, że to, co robią, jest dokładnie na rękę Rosji. Moskwa zaciera ręce, patrząc na takie akcje. Im bardziej uda się skłócić Polaków z Ukraińcami, im bardziej uda się wbić klin między nas, tym lepiej dla Putina. Konfederaci w swojej „trosce o polskość” stają się pożytecznymi narzędziami w rosyjskiej grze.

Czy naprawdę trzeba to tłumaczyć jak dzieciom w przedszkolu? Dziś przed rosyjskimi bombami chroni nas Ukraina. Jeśli ta linia obrony padnie, to te bomby mogą spaść na Opole. I wtedy wasze petycje, wasze oburzenie o pomniki i wasze radykalne hasła o „Polsce dla Polaków” będą warte tyle, co papier, na którym je wypisaliście. Nie będzie miało znaczenia, kto miał rację w sporze o historię sprzed 80 lat, bo będziecie zajęci przeżyciem.

Na szczęście w ratuszu jeszcze ktoś myśli trzeźwo. Bardzo dobrze, że rzecznik Adam Leszczyński nie uległ tej histerii. Jego odpowiedź była po prostu ludzka i uczciwa: pomagamy ludziom, nie politykom. Pomagamy mieszkańcom miasta, na które spadają bomby, a nie prezydentowi Żełeńskiemu czy lokalnym urzędnikom, których decyzje słusznie krytykujemy. To jest jedyny sensowny i godny sposób podejścia do partnerstwa.

Działaczom od „zrywania współpracy” życzę otrzeźwienia. Przestańcie się bawić w polityczne gierki na krzywdzie ludzi, bo to po prostu obrzydliwe. Wasze „wkurzenie” skierowane w stronę naszych sąsiadów jest kompletnie nie w tym kierunku, w którym powinno być. Jeśli chcecie walczyć o Polskę, to zacznijcie od myślenia o naszym realnym bezpieczeństwie, a nie od podkładania nogi tym, którzy dziś to bezpieczeństwo dla nas kupują własną krwią. To przerażające, ale z ludźmi, którzy postawili ideologiczny klapki na oczach, nie wygrasz żadną logiką. Oni nie szukają dialogu – oni szukają potwierdzenia swojej wizji świata, w której każde działanie humanitarne jest „zdradą”, a każdy gest empatii to „służalczość”. W tej swojej nienawistnej bańce nie zauważyli nawet, jak bardzo ich postawa stała się przewidywalna i zwyczajnie szkodliwa. Przez to całe swoje „oburzenie” historyczne tracą z oczu to, co dzieje się za oknem. Zamiast budować relacje, które realnie wzmacniają nasz region, wolą budować mury, które w ostatecznym rozrachunku uderzają w nas samych.

To nie jest już polityka – to jest zwykłe pielęgnowanie własnych kompleksów kosztem bezpieczeństwa wszystkich mieszkańców. Kiedy człowiek patrzy na taką bezmyślność, zostaje już tylko czysta frustracja. Dobrze, że przynajmniej po stronie urzędu miasta widać jeszcze odrobinę zdrowego rozsądku i zwykłej przyzwoitości. W tak toksycznym klimacie, jaki próbują wywołać, to już naprawdę dużo.

Udostępnij:
Wspieraj wolne media

Skomentuj

O Autorze

Dziennikarz, publicysta, dokumentalista (radio, tv, prasa) znany z niekonwencjonalnych nakryć głowy i czerwonych butów. Interesuje się głównie historią, ale w związku z aktualną sytuacją społeczno-polityczną jest to głównie historia wycinanych drzew i betonowanych placów miejskich. Ma już 65 lat, ale jego ojciec dożył 102. Uważa więc, że niejedno jeszcze przed nim.