XIII AUKCJI SZTUKI DRUCH ATELIER na rzecz WOŚP, w sobotę 24 stycznia br. o 17:00 w Miejskiej Bibliotece Publicznej przy ulicy Minorytów w Opolu. Pokazujemy część obiektów aukcji…
– Grasz w Wielkiej Orkiestrze już tyle lat, że łatwo się pogubić w rachunkach. To piętnaście? Czternaście?
– Sam się pogubiłem – śmieje się Druch. – Myślałem, że czternaście, ale policzyłem dokładnie. W tym roku będzie trzynasta aukcja sztuki w Opolu, ale… tak naprawdę czternasta. W zeszłym roku zrobiłem dwie: jedną tutaj, a zaraz potem drugą w Stanach Zjednoczonych. W piątek Opole, w sobotę samolot i aukcja w Ameryce. Taki mały maraton orkiestralny.
– W tym roku już bez Ameryki?
– Tak. Skoncentrowałem się na Opolu. I bardzo się z tego cieszę, bo udało się zebrać naprawdę ciekawy zestaw prac. Co ważne – do aukcji włączyli się młodzi artyści: absolwenci i obecni studenci Wydziału Sztuki Uniwersytetu Opolskiego.
– Dodajmy uczciwie: Ty też jesteś studentem tego wydziału.
– Pierwszego roku – precyzuje. – I chyba najstarszym studentem dziennym w Opolu, a być może i w Polsce. Ale to zostawmy, bo to temat na osobną licytację.
Tegoroczna aukcja zapowiada się różnorodnie i międzypokoleniowo. Są nazwiska dobrze znane i takie, które dopiero budują swoją pozycję.
– Od lat towarzyszy mi Jerzy Fedro – mówi Druch. – Doskonały rysownik, zawsze można na niego liczyć. Jest też Czesław Przęzak z Wrocławia, który obchodzi właśnie 50-lecie pracy twórczej i ma na koncie kilkadziesiąt nagród, w tym świeże wyróżnienie z Portugalii. Będą prace Andrzeja Czczyły, Michała Graczyka – twórcy konkursu „Karpik” w Niemodlinie, Małgorzaty Gnyś, Henryka Cebuli, Bartłomieja Belniaka, no i kilka moich rysunków. Do tego dochodzą artyści ze Związku Polskich Artystów Plastyków Sztuka Użytkowa oraz studenci Wydziału Sztuki UO. W tej chwili mamy ponad 30 obiektów, ale lista nie jest zamknięta – podkreśla. – Nie wyznaczałem żadnej granicy, więc liczę, że jeszcze coś dojdzie.
Ubiegłoroczna aukcja w Opolu nie była rekordowa finansowo – przyniosła 2607 zł – ale Druch mówi o niej z dużym wzruszeniem.
– Była jedna scena, której nie zapomnę. Przyszedł tata z trzema córkami, dziewczynkami w wieku od siedmiu do jedenastu lat. One właściwie prowadziły licytację, przebijały wszystkich, a ojciec próbował je tylko ogarnąć. W efekcie kupili prace za ponad tysiąc złotych. Dopiero po aukcji okazało się dlaczego. Wszystkie trzy dziewczynki po urodzeniu korzystały ze sprzętu medycznego z serduszkami WOŚP. I nagle wszystko się zamknęło w jedną, bardzo prostą klamrę. To nie są abstrakcyjne pieniądze. To są konkretne historie, konkretni ludzie. W takich momentach serce naprawdę rośnie.
– A współpraca ze sztabem?
– Bardzo dobra. Młodzi ludzie, pełni energii, świetnie skomunikowani, ogarniają logistykę, media, wszystko. Ja mogę się skupić na tym, co najważniejsze – na sztuce i sensie całej tej zabawy, która w gruncie rzeczy wcale nie jest zabawą.
I tak Ryszard Druch znów dyryguje swoją małą orkiestrą – bez batuty, za to z rysunkiem, humorem i uporem. Bo WOŚP to dla niego nie jednorazowy zryw, tylko wieloletnia, konsekwentna gra do jednego celu.
Ryszard Druch – krótka (i nie do końca poważna) notka biograficzna
Ryszard Druch urodził się 20 stycznia 1952 roku w Chełmnie, ale emocjonalnie – i artystycznie – od dawna jest obywatelem Opola oraz kilku dzielnic świata naraz. Rysować zaczął wcześnie, a duch artysty dał o sobie znać szybciej niż rozsądek podpowiadający „normalny zawód”. Był więc „Plastyczniak”, była Wyższa Szkoła Pedagogiczna, historia, harcerstwo, pedagogika – a w tle nieustannie ołówek, satyra i uważna obserwacja rzeczywistości.
Debiutował jako karykaturzysta w 1978 roku w miesięczniku „Opole”, potem były publikacje, wystawy, nagrody i – z rekomendacją samego Eryka Lipińskiego – członkostwo w Stowarzyszeniu Polskich Artystów Karykatury. Gdy wydawało się, że wszystko jest już poukładane, Druch zrobił rzecz nierozsądną: w 1991 roku wyjechał do Stanów Zjednoczonych.
Ameryka przyjęła go bez fanfar. Były choinki, dachy kryte na gorąco, mycie okien, pizza i nauka angielskiego w boju. Były też kopniaki od życia, ale i ludzie, którzy podali rękę. Z czasem powstało „Druch Studio”, kabaret „Odlot”, „Salony Artystyczne” w Trenton, galeria, szkoła plastyczna i cały ekosystem polskiej kultury nad Delaware River.
Druch okazał się artystą, animatorem, pedagogiem i społecznikiem w jednym. Promował polską sztukę, organizował wydarzenia, pisał książki, karykaturował rzeczywistość i udowadniał, że można być jednocześnie Polakiem, opolaninem i obywatelem świata bez patosu, za to z humorem i autoironią.
Dziś znów mieszka w Opolu, studiuje na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Opolskiego (ku konsternacji młodszych kolegów), rysuje, organizuje aukcje dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i konsekwentnie robi swoje. Bo – jak sam pewnie by powiedział – duch artysty nie przechodzi na emeryturę. Nawet jeśli indeks studencki już dawno powinien trafić do muzeum.
A pod młotek pójdą między innymi:
3 prace karykaturzysty Roberta Dąbrowskiego z Warszawy
Dwa kameralne akryle Tatiany Cybulskiej z Niemodlina
Dwie serigrafie Mateusza Walidudy
Viktoria Lavrinenko studentka V roku Wydziału Sztuki UO przekazała swoją dyplomową pracę licencjacką “Wilki”
Bogusławy Cholewy:
ANDRZEJ WITOLD BARYŁOWICZ oraz jego żona ANNA BARYŁOWICZ przekazali po dwie swoje prace na 34 Finał WOŚP
OLA LUBCZYNSKA “Na ziarnku grochu” (rysunek pastelami i węglem).
Obraz artystki malarki ANNY SOBCZAK z Suchego Boru. 
Fot. melonik, Ryszard Druch





















