Właśnie teraz, od święta Trzech Króli, w opolskich wsiach i małych miasteczkach rozbrzmiewa ten sam rytuał co od setek lat: ber idzie w tany! Wodzenie niedźwiedzia, czyli bery, bakusy, kluczenie bera – jak zwał, tak zwał – znów ożywa.

Korowody barwnych postaci, słomiany niedźwiedź na czele, muzyka dęta, akordeony, bębny i cała ferajna przebierańców wędrują od domu do domu. Strach, śmiech, figle, mandaty za „przewinienia”, taniec z gospodynią dla pomyślności i na koniec symboliczne „uśmiercenie” bera, żeby zło odeszło, a wiosna przyszła z dostatkiem. W około stu miejscowościach regionu ten zwyczaj trwa w najlepsze – i trwa już naprawdę długo.

A jak ber idzie, to nie ma zmiłuj. Trzeba tańczyć, trzeba się śmiać, trzeba dać się obtańcować – bo kto odmówi niedźwiedziowi, ten podobno szczęścia w roku mieć nie będzie. I choć nikt już dziś nie wierzy w to tak dosłownie, to jednak… jakoś nikt nie ryzykuje.

„W dzień Trzech Króli lub w zapusty chodzą po domach z niedźwiedziem, którego na łańcuchu wiodą, a ten niby tańczy i figle pokazuje, a przytem grają na skrzypcach i dudach, i zbierają datki na wódkę”.

Ten barokowy relikt przetrwał wieki pruskiego i niemieckiego ucisku, bo polska dusza na Śląsku Opolskim jest jak ten ber – kudłata, nieokiełznana i zawsze wraca do chałupy po jałmużnę śmiechu.

Zwyczaj wodzenia niedźwiedzia to nie tylko zabawa – to dowód naszej tożsamości. Przetrwał czasy pruskie i niemieckie, niosąc ze sobą ducha polskiej ludności. Dziś, dumnie wpisany na Krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego, aspiruje do światowych salonów UNESCO. Ale zanim trafi do Paryża, musi przejść przez nasze podwórka.

Już w XVIII wieku opisywano te harce z nutką fascynacji i lęku. Jedno z najstarszych świadectw pióra śląskiego kronikarza i badacza, Józefa Lompy, tak mówi o tych zwyczajach:

„W ostatki, czyli zapusty, oprowadzają po wsiach tak zwanego niedźwiedzia. Chłop spowity grochowinami lub słomą, z długim ogonem, prowadzony jest na powrozie przez poganiacza. Towarzyszy mu cała rzesza przebierańców: kominiarze, żandarmi, diabły… Niedźwiedź musi w każdym domu z gospodynią zatańczyć, co ma zapewnić urodzaj lnu i szczęście w gospodarstwie”.

Jak pisał Oskar Kolberg, notując śląskie zapusty w XIX wieku,

„Niedźwiedź bywał straszny, okrutny z postaci, umazany, włochaty, a jednak wszędzie przyjmowany, bo gdzie niedźwiedź nie zajrzy, tam bieda się zalęga”.

To jeden z tych cytatów, które brzmią dziś niemal niepokojąco aktualnie. Bo ber od zawsze był figurą chaosu – dzikiej siły, którą trzeba przeprowadzić przez wieś, wytańczyć, oswoić, a na końcu symbolicznie uśmiercić lub wygnać. Dopiero wtedy można było myśleć o nowym początku.

I jeszcze jeden  z najstarszych, dość przerażających opisów, pochodzący z XIX-wiecznych zapisów etnograficznych:

„Chłopaka okręcano słomą, na głowę wkładano mu wydrążoną dynię z wyciętymi otworami na oczy i usta, do której przytwierdzano końskie uszy i rogi. Czasem w paszczę wtykano świński ryj. Tak stworzony ‚niedźwiedź’ był ciągany na łańcuchu od chaty do chaty, przerażając dzieci i domowników dzikimi podskokami i charczeniem. Towarzyszyła mu ferajna przebierańców: ‚Dziad’ z workiem na datki, ‚Kominiarz’, ‚Cygan’ czy ‚Lekarz’, który dokonywał rytualnego ‚zabicia’ i ‚ożywienia’ zwierza. Wszystko przy akompaniamencie hałaśliwej muzyki, bębnów i okrzyków.”

Nieprzypadkowo zwyczaj przetrwał właśnie tu – na Śląsku Opolskim – wbrew granicom, administracjom i politycznym metkom. Przetrwał, bo nie był „obrzędem”, lecz pracą wspólnoty. Jak dziś przypominają etnografowie: w dziedzictwie niematerialnym nie chodzi o kostium, tylko o ludzi, którzy chcą go założyć.

Dlatego tak ważny był rok 2019, gdy wodzenie niedźwiedzia trafiło wreszcie na krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego. Po latach badań, konsultacji, zniechęceń i mozolnego składania załączników. Siedemnaście grup depozytariuszy – siedemnaście żywych dowodów, że ber nie jest reliktem, lecz ciągłością.

A teraz najlepsze: 14 lutego 2026 roku Muzeum Wsi Opolskiej zaprasza na pierwszą w swojej historii wielką karnawałową imprezę! Od 10:00 do 14:00 ber i jego ferajna zawładną terenem skansenu. Na początek powitają was zespoły obrzędowe prosto z terenu, potem muzyczna petarda: sekcje dęte, bębny, akordeony – będzie głośno i radośnie. Każdy będzie mógł dołączyć do zabawy interaktywnie.

Dla dzieci i młodzieży – warsztaty plastyczne, w tym robienie tradycyjnych karnawałowych masek. Dla miłośników mody – prawdziwy wybieg z karnawałowymi postaciami, w tym słomianymi niedźwiedziami w rolach głównych. Pokaz w oprawie muzycznej, z wesołymi opowieściami o symbolice i… kilku małych tajemnicach tych postaci (bo ber ma swoje sekrety!).

Nie zabraknie też klasyki: tradycyjne drzewo życia obwieszone kiełbasami, wędlinami i karnawałowymi smakołykami. Degustacje domowych wędlin, serów, świeżego pieczywa, pączków, faworków. A na rozgrzewkę – napoje w wersji bez i z procentami. Bo dobra zabawa i humor to podstawa zapustów!

Ber grasuje po Opolszczyźnie – i zawita do muzeum!

Wrzoski, 10 stycznia 2026

Ber grasuje po Opolszczyźnie – i zawita do muzeum!

Stare Siołkowice, styczeń 2026

Ber grasuje po Opolszczyźnie – i zawita do muzeum!

Pustków, 17 stycznia 2026

Ber grasuje po Opolszczyźnie – i zawita do muzeum!

Chróścice 2026

Ber grasuje po Opolszczyźnie – i zawita do muzeum!

Górki, 25 stycznia 2026

Ber grasuje po Opolszczyźnie – i zawita do muzeum!

Dylaki, styczeń 2026

Ber grasuje po Opolszczyźnie – i zawita do muzeum!

Chróścina 24 stycznia 2026

Fot.Facebook

 

Udostępnij:
Wspieraj wolne media

Skomentuj

O Autorze

Dziennikarz, publicysta, dokumentalista (radio, tv, prasa) znany z niekonwencjonalnych nakryć głowy i czerwonych butów. Interesuje się głównie historią, ale w związku z aktualną sytuacją społeczno-polityczną jest to głównie historia wycinanych drzew i betonowanych placów miejskich. Ma już 65 lat, ale jego ojciec dożył 102. Uważa więc, że niejedno jeszcze przed nim.