Stało się. Małgorzata Wilkos, opolska radna, której polityczny kręgosłup wykuwał się w żarze lojalności wobec Patryka Jakiego, usłyszała prokuratorskie zarzuty. I to nie byle jakie: usiłowanie oszustwa znacznej wartości, wyłudzenie dotacji i podrabianie dokumentów.
Gdybyśmy żyli w państwie rządzonym logiką sprawa fundacji Ex Bono byłaby scenariuszem na kiepską komedię kryminalną. Ale że rzecz dotyczy Funduszu Sprawiedliwości, mamy do czynienia z dramatem, w którym ofiary przestępstw zostały na lodzie, a miliony płynęły szerokim strumieniem do organizacji, której największym atutem było to, że jej prezes był wujkiem radnej.
Fundacja Widmo i „rodzina na swoim”
Historia Ex Bono to majstersztyk bezczelności. Fundacja, która wcześniej zrealizowała projekt za zawrotną kwotę 4 tysięcy złotych, nagle okazuje się „czarnym koniem” konkursu i zgarnia 9 milionów, zostawiając w polu organizacje z wieloletnim doświadczeniem. Jak to możliwe? Otóż, jak zeznał Tomasz Mraz, Ex Bono była „oczkiem w głowie Patryka Jakiego”. To urocze, że europoseł ma tak wrażliwe oko na podmioty, w których – zupełnym zbiegiem okoliczności – pracują jego zaufani ludzie.
Sama radna Wilkos przez lata uprawiała polityczny taniec na linie. Najpierw mówiła, że z fundacją nie ma nic wspólnego (bo przecież „każdy ma jakąś rodzinę”), by później przyznać, że no, może i wpłaciła za nią wpis do KRS, bo wujek miał daleko. Klasyka: „nie wiem, nie pamiętam, a poza tym to nękanie”. Tymczasem prokuratura twierdzi, że to ona trzymała stery, a podpisy prezesa-wujka na dokumentach do Ministerstwa Sprawiedliwości dziwnie przypominają jej charakter pisma.
Głos wołającego na puszczy (i w sejmie)
W całym tym bagnie moralnym warto przypomnieć słowa tych, którzy od lat ostrzegali, że Ex Bono to nie filantropia, a przepompownia. Poseł Witold Zembaczyński już w 2021 roku nie gryzł się w język, punktując ten układ:
„Cała struktura tej fundacji była oparta o różne relacje członków Solidarnej Polski, w tym panią radną Małgorzatę Wilkos (…) Małgorzata Wilkos jest twarzą ośmiornicy Ex Bono”.
Radna, rzecz jasna, reagowała w swoim stylu. Jej riposta na niewygodne pytania o miliony dla wujka i brak pomocy dla ofiar była krótka i – jak na standardy „ziobrystów” – przewidywalna:
„To zestaw perfidnych oszczerstw i kłamstw. Nie ma żadnej afery Ex Bono”.
Dziś, patrząc na listę zarzutów i widmo 10 lat więzienia, te „perfidne kłamstwa” zaczynają wyglądać na całkiem solidne akta oskarżenia.
Niewinność na raty
Najbardziej urzekająca w tej sprawie jest jednak postawa kolegów z klubu PiS. Kamil Bortniczuk tradycyjnie „nie ma świadomości”, a Michał Nowak zasłania się domniemaniem niewinności, sugerując, że stawianie zarzutów to „forma prześladowania i nękania”. To fascynująca narracja: kiedy prokuratura znajduje sfałszowane dokumenty i wyłudzone miliony, to nie jest to praca śledczych, tylko „polityczna nagonka”.
Radna Wilkos, idąc w zaparte, oświadcza: „Jestem niewinna”. To samo pewnie słyszały ofiary przemocy domowej, które całowały klamkę w zrujnowanej ruderze w Zakrzowie, gdy szukały obiecanej pomocy prawnej. Bo w świecie Ex Bono pomoc polegała najwyraźniej na tym, że fundacja pomagała głównie samej sobie – w przetrwaniu od dotacji do dotacji.
Jeśli to jest ta „Solidarna Polska” w pigułce, to pacjent właśnie przedawkował bezczelność. Czekamy na kolejny odcinek, najlepiej prosto z sali sądowej.
***** ***
A oto zestawienie finansowej „hojności”, jaką Ministerstwo Sprawiedliwości wykazało wobec fundacji Ex Bono. Kwoty te robią wrażenie, zwłaszcza gdy zestawi się je z efektami (a raczej ich brakiem) opisywanymi przez Najwyższą Izbę Kontroli.
Budżetowa „Ośmiornica” – Skąd i ile płynęło?
Fundacja, mimo braku doświadczenia, została rzucona na głęboką wodę publicznych finansów. W lutym 2019 roku podpisano dwie kluczowe umowy na prowadzenie Ośrodków Pomocy Pokrzywdzonym Przestępstwem (OPPP):
-
Pomoc prawna: Opłacenie prawników dostępnych dla ofiar w każdym powiecie.
-
Wsparcie psychologiczne: Finansowanie terapii i dyżurów psychologów.
-
Pomoc materialna: Zakup żywności, odzieży, dopłaty do czynszu czy pokrywanie kosztów świadczeń zdrowotnych dla osób w kryzysie.
-
Sieć punktów: Wynajęcie i utrzymanie lokali (w Opolu miało ich być aż 11, by nikt nie musiał jechać zbyt daleko po pomoc).
Zderzenie papierowej rzeczywistości z faktami okazało się dla Ex Bono bolesne. Choć fundacja zdążyła pobrać zł (zanim MS pod naciskiem kontroli wypowiedziało umowę w czerwcu 2019 r.), lista uchybień była porażająca:
-
Punkty widma: W momencie startu projektu fundacja nie posiadała lokali w powiatach. Ofiary odbijały się od zamkniętych drzwi lub znajdowały kartki z informacją o zakończeniu działalności.
-
Kadry na papierze: Prokuratura zarzuca, że fundacja skłamała w ofercie co do posiadanych specjalistów.
-
Brak doświadczenia: Przed zdobyciem 9 milionów, największym sukcesem Ex Bono był projekt za zł dla urzędu miasta. To tak, jakby powierzyć budowę autostrady komuś, kto wcześniej ułożył trzy metry chodnika przed własnym garażem.
-
Zagrożenie życia i zdrowia: NIK wprost wskazał, że nagłe przerwanie pomocy (zostawienie ofiar „na lodzie”) stworzyło realne zagrożenie dla osób w trakcie terapii czy procesów sądowych.
„Pełnił jedynie rolę słupa” – tak poseł Zembaczyński określał prezesa Markowskiego, sugerując, że miliony z tabel powyżej były realnie zarządzane przez radną Wilkos z „tylnego siedzenia”.
Można odnieść wrażenie, że jedyną rzeczą, która w Ex Bono działała bez zarzutu, był system przepływu informacji między biurem Patryka Jakiego a Ministerstwem Sprawiedliwości.
***** ***
Polityczna biografia Małgorzaty Wilkos to fascynujące studium przypadku pt. „Jak zawsze lądować na cztery łapy (aż do teraz)”. To droga od lokalnej działaczki, przez zaufaną powierniczkę jednego z najbardziej wpływowych polityków prawicy, aż po status „politycznej ofiary”, która winy za własne podpisy szuka w „nagonce”.
Oto jak radna Wilkos zmieniała barwy i sojusze, by utrzymać się w orbicie władzy:
1. Przystanek: Arkadiusz Wiśniewski (2014–2021)
Karierę w Radzie Miasta Opola zaczynała jako lojalna stronniczka prezydenta Wiśniewskiego. W 2014 i 2018 roku zdobywała mandat z jego komitetu. Przez lata uchodziła za „głos rozsądku” w jego otoczeniu, choć już wtedy wszyscy wiedzieli, że jej serce bije rytmem nadawanym przez Solidarną Polskę.
-
Rola: Wiceszefowa klubu radnych prezydenta.
-
Koniec sielanki: Rozstanie nastąpiło w atmosferze skandalu we wrześniu 2021 roku, po raporcie NIK dotyczącym fundacji Ex Bono. Wiśniewski, nie chcąc tonąć razem z „ośmiornicą”, zawiesił ją w klubie, a ona – uprzedzając ruch – sama odeszła.
2. Przystanek: Patryk Jaki i „Suwerenny” desant
To była jej prawdziwa baza. Małgorzata Wilkos nie była tylko radną; była jedną z najważniejszych osób w regionalnych strukturach partii Zbigniewa Ziobry.
-
Biuro poselskie: Przez lata pracowała jako dyrektor biura Patryka Jakiego. To tam wykuwały się kadry, które później „przypadkiem” wygrywały konkursy w Funduszu Sprawiedliwości.
-
Konfucjański spokój: Gdy Tomasz Mraz nazwał Ex Bono „podmiotem Patryka Jakiego”, radna Wilkos ze stoickim spokojem mówiła o „przypadkowych zbieżnościach rodzinnych”.
-
Synekury: Z nadania partyjnego zasiadała m.in. w radzie nadzorczej spółki ZKS „Łabędy” (część Polskiej Grupy Zbrojeniowej). Jak widać, pomoc ofiarom przestępstw to tylko jeden z wielu talentów radnej.
3. Przystanek: Prawo i Sprawiedliwość (od 2022)
Po rozwodzie z Wiśniewskim nie została polityczną singielką. Szybko znalazła przystań w klubie PiS, co pozwoliło jej utrzymać wpływ na opolską politykę. W 2024 roku ponownie weszła do Rady Miasta z list Prawa i Sprawiedliwości, mimo że cienie Ex Bono stawały się coraz dłuższe.
***** ***
Aktualnie radna Wilkos stosuje sprawdzony skrypt Suwerennej Polski. Każdy zarzut prokuratorski to dla niej „walka z opozycją”. Pamiętamy jednak jej słynne słowa, które w świetle dzisiejszych zarzutów o podrabianie dokumentów brzmią wyjątkowo niefortunnie:
„Występuję w imieniu fundacji (…) Nie ma żadnej afery Ex Bono” – zapewniała, gdy poseł Zembaczyński pokazywał dowody na jej dostęp do kont bankowych fundacji.
Dziś jej koledzy z PiS, jak Kamil Bortniczuk, stosują strategię „na strusia” – nie wiedzą, nie słyszeli, muszą się zapoznać. Natomiast Witold Zembaczyński ma powody do gorzkiej satysfakcji, mogąc powtórzyć swoje słowa z 2021 roku:
„Małgorzata Wilkos jest twarzą ośmiornicy Ex Bono”.
***** ***
Krótka lista „punktów pomocy” Ex Bono w Opolu i okolicach, które według NIK istniały tylko na papierze?
To zestawienie to w zasadzie turystyczny przewodnik po „miejscach, których nie było”. Według oferty złożonej w Ministerstwie Sprawiedliwości, ofiary przestępstw miały mieć pomoc niemal na każdym rogu. W rzeczywistości fundacja Ex Bono stworzyła sieć widm, która pochłonęła setki tysięcy złotych, zanim ktokolwiek zdążył zapytać o klucze do lokali.
Oto jak wyglądała „mapa pomocy” według raportu NIK i ustaleń śledczych:
1. Centrala widmo: Plac Kazimierza, Opole
To tutaj miała bić serce fundacji.
-
Teoria: Główny ośrodek pomocy, otwarty, dostępny i profesjonalny.
-
Praktyka: Latem 2019 roku na drzwiach zawisła słynna kartka informująca o „zakończeniu działalności”. Zamiast prawników, ofiary zastały głuchą ciszę i zamknięty zamek.
2. Adres „na ciążę”: Osiedle Metalchem, Opole
Gdy pod adresem przy pl. Kazimierza nikt nie otwierał, ślady prowadziły do mieszkania w bloku na peryferyjnym osiedlu.
-
Rzeczywistość: To tam zarejestrowano fundację. Gdy dziennikarze zapukali do drzwi, otworzyła im kobieta w zaawansowanej ciąży, która o żadnej pomocy ofiarom nic nie wiedziała, poza tym, że fundacja jest tu „wpisana”.
3. Finał w ruinie: Ul. Św. Anny, Zakrzów
Gdy afera zaczęła pęcznieć, fundacja „przeniosła się” do dzielnicy Zakrzów.
-
Widok na miejscu: Zrujnowany dom, który bardziej przypominał scenografię do horroru niż bezpieczną przystań dla osób po traumach. To właśnie tam ofiary przemocy domowej przychodziły całować klamkę, tracąc ostatnią nadzieję na darmowe wsparcie prawne.
4. 11 punktów lokalnych (Powiaty: Brzeg, Kluczbork, Namysłów…)
To był największy przekręt logistyczny. Aby dostać 5 milionów dotacji, fundacja musiała zadeklarować punkt pomocy w każdym powiecie.
-
Stan faktyczny: Wiosną 2019 roku, gdy projekt już trwał, a pieniądze płynęły, nie funkcjonował ani jeden punkt lokalny.
-
Kadrowa fikcja: W ofertach wpisano nazwiska prawników i psychologów, którzy – jak wykazało śledztwo – często nawet nie wiedzieli, że są „pracownikami” Ex Bono, albo nie dysponowali żadnym gabinetem, w którym mogliby przyjąć pacjenta.
5. Filia Tychy: Śląski desant
Na papierze Ex Bono miało też uzdrowić sytuację ofiar w Tychach i 4 okolicznych powiatach za blisko 4 mln zł.
-
Efekt: Choć tamtejszy ośrodek działał nieco dłużej niż ten opolski, to jego „skuteczność” była tak niska, że Ministerstwo (jeszcze za czasów Ziobry!) pod naciskiem kontrolerów musiało wypowiedzieć umowę ze względu na rażące zaniedbania.
Podsumowanie NIK: „Pewne jest, że kilkaset osób pokrzywdzonych zostało bez pomocy”.
Zamiast sieci wsparcia, stworzono sieć pozorów, która służyła wyłącznie uzasadnieniu przelewu z Funduszu Sprawiedliwości. Jak ujął to poseł Witold Zembaczyński: „To była ośmiornica, która miała macki tam, gdzie były pieniądze, ale chowała je, gdy trzeba było faktycznie pracować”.
***** ***
Ewolucja narracji Małgorzaty Wilkos to fascynujący pokaz politycznej gimnastyki. W miarę jak prokuratura i NIK zaciskały pętlę dowodową, radna systematycznie „aktualizowała” swoją pamięć i interpretację faktów.
Oto zestawienie jej głównych linii obrony – od wielkiego sukcesu po status politycznej męczennicy:
1. Faza „Wielkiego Sukcesu” (Początek afery)
Kiedy w 2021 roku media i opozycja zaczęły pytać o brak realnych działań fundacji, radna operowała imponującymi liczbami.
-
Argument: „Fundacja pomogła ponad tysiącowi osób” (wypowiedź dla Radia Opole).
-
Rzeczywistość: Gdy dopytywano o szczegóły, liczba ta nagle stopniała. W rozmowie z portalem dorzeczy.pl mowa była już tylko o „ponad 150 osobach”. Skąd ta różnica? Być może reszta ofiar wyparowała wraz z kartką na drzwiach przy pl. Kazimierza.
2. Faza „Na Rodzinę i Przypadek”
Gdy wykazano powiązania rodzinne (prezes-wujek) i personalne (biuro Patryka Jakiego), radna przyjęła postawę filozoficzną.
-
Argument: „Każdy ma jakąś rodzinę” oraz „nie mam nic wspólnego z fundacją”.
-
Rzeczywistość: Prokuratura szybko ustaliła, że „niewiążąca się” z fundacją radna osobiście opłacała wpisy w KRS i – co najgorsze – według śledczych podrabiała podpisy wujka na dokumentach do Ministerstwa Sprawiedliwości.
3. Faza „Luka w Pamięci”
Gdy pojawiły się dowody na jej bezpośrednie zaangażowanie finansowe, narracja stała się bardziej mglista.
-
Argument: „Szczerze mówiąc, nie pamiętam tego, ale zapewne zaniosłam do KRS dokumenty, bo wujek mnie o to poprosił”.
-
Rzeczywistość: Trudno zapomnieć o kierowaniu podmiotem, który obracał 9-milionową dotacją, ale w świecie „ziobrystów” amnezja bywa najbezpieczniejszym schronieniem.
4. Faza „Polityczne Nękanie” (Obecna)
To etap końcowy, w którym fakty i zarzuty karne zostają zastąpione narracją o prześladowaniach.
-
Argument: „To polityczna nagonka i nękanie opozycji”, „Działania Prokuratury Krajowej wpisują się w prześladowanie polityków Suwerennej Polski”.
-
Rzeczywistość: Jak zauważył poseł Witold Zembaczyński, to klasyczna metoda odwracania uwagi od istoty sprawy – czyli wyłudzenia publicznych pieniędzy przeznaczonych dla najbardziej potrzebujących.
Małgorzata Wilkos o zarzutach: „Oświadczam, że nie dokonałam wskazanych czynności i jestem niewinna”.
Problem w tym, że w aktach sprawy widnieją nie tylko „wskazane czynności”, ale też konkretne przelewy, zeznania świadka koronnego (Tomasza Mraza) i sfałszowane podpisy. Jak to ujął Zembaczyński: „Małgorzata Wilkos może zaprzeczać rzeczywistości, ale nie zmieni to faktu, że ofiary przemocy zostały bez pomocy, podczas gdy jej środowisko polityczne budowało na tym swoje wpływy”.
***** ***
Jeśli sprawa Małgorzaty Wilkos dotrze do sądowego finału, radna może zamienić salę sesyjną na znacznie mniej komfortowe pomieszczenie. W polskim prawie samorządowym zasady są nieubłagane, choć machina sprawiedliwości miele powoli.
Oto co czeka radną w świetle przepisów i postawionych zarzutów:
1. Widmo „dziesięciolatki”
Główny zarzut – usiłowanie oszustwa znacznej wartości w celu wyłudzenia dotacji – jest traktowany przez Kodeks karny wyjątkowo surowo.
-
Zagrożenie karą: Radnej grozi od 6 miesięcy do 10 lat pozbawienia wolności.
-
Dodatkowe komplikacje: Zarzuty dotyczące podrabiania dokumentów (art. 270 kk) i wyłudzenia dotacji (art. 297 kk) kumulują się, co sprawia, że prokuratura ma bardzo mocne karty w ręku.
2. Co z mandatem radnej? (Status „zawieszenia”)
Tu sytuacja jest specyficzna dla polskiego systemu:
-
Obecnie: Małgorzata Wilkos pozostaje radną. Postawienie zarzutów, a nawet akt oskarżenia, nie pozbawia jej mandatu. Może brać udział w sesjach, głosować nad budżetem miasta i pobierać dietę.
-
Domniemanie niewinności: Jak podkreśla lider klubu PiS w Opolu, Michał Nowak, dopóki wyrok nie jest prawomocny, radna jest w świetle prawa niewinna. Dla opozycji to jednak „polityczna fikcja”.
3. Kiedy mandat wygasa automatycznie?
Zgodnie z Kodeksem Wyborczym, radny traci mandat tylko w przypadku prawomocnego skazania na karę pozbawienia wolności za przestępstwo umyślne ścigane z oskarżenia publicznego.
-
Jeśli zapadnie prawomocny wyrok skazujący (nawet „w zawieszeniu”), Małgorzata Wilkos automatycznie traci mandat.
-
W jej miejsce do Rady Miasta wejdzie kolejna osoba z listy PiS, która w ostatnich wyborach zdobyła największą liczbę głosów.
4. Zakaz pełnienia funkcji publicznych
Oprócz więzienia, sąd może orzec środek karny w postaci zakazu zajmowania określonych stanowisk lub wykonywania określonego zawodu. To oznaczałoby dla radnej „wilczy bilet” w samorządzie i administracji publicznej na lata.
Pułapka lojalności
Dla partii (PiS/Suwerenna Polska) sprawa jest wizerunkowym gwoździem do trumny w regionie. Jeśli radna zostanie skazana, argumenty o „politycznym nękaniu” prysną jak bańka mydlana. Poseł Witold Zembaczyński już teraz zapowiada, że będzie monitorował każdy etap tego procesu:
„To nie jest sprawa polityczna, to sprawa o grabież pieniędzy ofiarom przestępstw. Tu nie ma miejsca na immunitet z lojalności partyjnej”.
***** ***
To, co stało się z Funduszem Sprawiedliwości pod rządami Suwerennej Polski, to podręcznikowy przykład „skoku na kasę” pod płaszczykiem szczytnych haseł. Zgodnie z założeniami, pieniądze zasądzane od przestępców miały trafiać do tych, którzy ucierpieli. W praktyce fundusz stał się prywatnym skarbcem partii, służącym do budowania wpływów, promowania „swoich” i kupowania głosów w regionach.
Oto mechanizm, który sprawił, że miliony zamiast do ofiar, popłynęły do „ziobrystów”:
1. Od pomocy ofiarom do „promocji funduszu”
Pierwszym krokiem była zmiana przepisów. Rozszerzono cele funduszu tak szeroko, że pieniądze można było wydać niemal na wszystko – od wozów strażackich dla OSP w okręgach wyborczych polityków Solidarnej Polski, po finansowanie konferencji o „walce z chrystianofobią”.
2. Konkursy pod „swoich” (Casus Ex Bono)
Zamiast rzetelnej oceny doświadczenia organizacji, decydowały powiązania. Zeznania Tomasza Mraza, byłego dyrektora departamentu FS, obnażyły patologię:
-
Pieniądze przyznawano podmiotom, które wskazywali politycy (tzw. „podmioty Patryka Jakiego” czy „oczka w głowie ministra”).
-
Komisje konkursowe miały być jedynie listkiem figowym dla decyzji zapadających w gabinetach politycznych.
3. Skala nadużyć: Statystyki wstydu
Według aktualnych ustaleń prokuratury i raportów NIK:
-
Ponad 150 mln zł – na tyle szacuje się kwotę przywłaszczoną przez zorganizowaną grupę przestępczą, na której czele miał stać Zbigniew Ziobro.
-
System Pegasus – zakupiony za pieniądze z funduszu, co zdaniem śledczych było nielegalne (pieniądze na pomoc ofiarom poszły na inwigilację opozycji).
-
Fundacja Profeto – blisko 100 mln zł na ośrodek ze studiami nagraniowymi dla księdza, który „salcesonem wyganiał demony wegetarianizmu”.
W tej machinie postacie takie jak radna Małgorzata Wilkos pełniły rolę „operatorów terenowych”. Kiedy w 2021 roku afera zaczęła wypływać, radna wciąż twardo broniła systemu:
„To nagonka polityczna, fundacja działa świetnie” – zapewniała Wilkos, podczas gdy ofiary z Opola zostawały bez opieki prawnej z dnia na dzień.
Poseł Witold Zembaczyński celnie podsumował tę transformację funduszu:
„To nie był Fundusz Sprawiedliwości, to był Fundusz Wyborczy Solidarnej Polski, gdzie walutą była krzywda ofiar, a zyskiem – polityczne przetrwanie”.
4. Rola Patryka Jakiego
Choć europoseł Jaki dystansuje się od sprawy, zeznania Mraza i ślady wiodące do jego biura poselskiego (gdzie pracowała Wilkos) są dla śledczych kluczowe. To właśnie Jaki miał być „patronem” opolskiego wątku tej afery, dbając, by to właśnie „swoi” dostali miliony na walkę z przestępczością, której – jak wykazał NIK – de facto nie prowadzili.
***** ***
Oto galeria osobliwości „systemu ziobrystów”. To zestawienie postaci, które według prokuratury stworzyły z Funduszu Sprawiedliwości prywatny folwark. Każdy z nich pełnił inną rolę w tej politycznej architekturze, ale cel był wspólny: partyjna ekspansja za publiczne miliony.
1. Zbigniew Ziobro – „Architekt i Szef”
Były Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny. Według śledczych stał na czele zorganizowanej grupy przestępczej.
-
Zarzuty: 26 zarzutów, w tym przekraczanie uprawnień i wydawanie poleceń o charakterze przestępczym.
-
Rola: To on nadawał kierunek wydatkom i decydował, które organizacje (jak Ex Bono) mają stać się beneficjentami systemu.
2. Marcin Romanowski – „Dysponent i Skarbnik”
Były wiceminister sprawiedliwości, który bezpośrednio nadzorował Fundusz Sprawiedliwości.
-
Rola: „Człowiek od Excela”. Według zeznań Tomasza Mraza to Romanowski miał ręcznie wskazywać, kto ma wygrać konkursy, zanim te w ogóle się zaczęły. To on miał dbać, by miliony płynęły do „swoich”.
3. Patryk Jaki – „Patron i Mentor”
Europoseł, który oficjalnie z funduszem nie miał nic wspólnego, ale jego nazwisko przewija się w zeznaniach jako kluczowe.
-
Rola: Według relacji świadków Ex Bono było jego „oczkiem w głowie”. To jego wieloletnia współpracownica, Małgorzata Wilkos, zarządzała fundacją z tylnego siedzenia. Jaki do dziś nazywa te zeznania „politycznym atakiem”.
4. Małgorzata Wilkos – „Operator Terenowy”
Radna Opola i była dyrektor biura Patryka Jakiego.
-
Zarzuty: Wyłudzenie dotacji, usiłowanie oszustwa i podrabianie dokumentów.
-
Rola: Miała być faktycznym mózgiem operacji Ex Bono, ukrywając się za „słupem” w postaci wujka-prezesa. To ona miała osobiście dbać o formalności i – według śledczych – podrabiać podpisy, by kasa z ministerstwa nie przestała płynąć.
5. Michał Woś – „Człowiek od Zadań Specjalnych”
Były wiceminister sprawiedliwości.
-
Rola: Zasłynął podpisaniem przelewu na 25 mln zł na zakup systemu Pegasus. Pieniądze, które miały pomagać ofiarom, poszły na potężne narzędzie inwigilacji, co prokuratura uznaje za rażące złamanie prawa.
6. Ks. Michał O. – „Beneficjent Egzorcysta”
Szef fundacji Profeto, znany z wypędzania „demonów wegetarianizmu” salcesonem.
-
Rola: Rekordzista- jego fundacja miała otrzymać blisko 100 mln zł na budowę ośrodka „Archipelag”. Problem w tym, że zamiast sal dla ofiar, w projekcie znalazły się profesjonalne studia nagraniowe i reżyserki.
W tej układance Małgorzata Wilkos była kluczowym ogniwem w regionie opolskim. Jak zauważył poseł Witold Zembaczyński:
„Ten system nie miał służyć ofiarom. On miał służyć partii. Od góry, czyli od Ziobry, przez Romanowskiego, aż po terenowych działaczy jak pani Wilkos – wszyscy byli trybami w maszynie do mielenia publicznych pieniędzy”.
Dzisiejsza „bezczelność” radnej, która twierdzi, że jest „prześladowaną opozycją”, to jedynie ostatni akt tej samej strategii, która pozwoliła im przez lata bezkarnie wydawać miliony z Funduszu Sprawiedliwości.
Fot. Melonik



