Tłum dzieci, setki misternie wydrapanych i namalowanych wzorów, nożyki i pędzelki pracujące z aptekarską precyzją. W Muzeum Wsi Opolskiej trwa 35. Wojewódzki Konkurs Plastyki Obrzędowej „Opolskie Kroszonki i Pisanki”. O fenomenie tegorocznej edycji i sile tradycji rozmawiamy z Bogdanem Jasińskim, etnografem z Muzeum.
To już ten właściwy konkurs? Patrząc na frekwencję, można odnieść wrażenie, że to finał finałów.
– To właściwy konkurs, ale dziś odbywa się edycja dla dzieci i młodzieży. Jutro startują dorośli. Rzeczywiście, takich tłumów dawno nie widzieliśmy. Dziś mamy około 180 młodych uczestników. To rekord.
Skąd tak duże zainteresowanie?
– To efekt naszej systematycznej pracy warsztatowej. Od trzech lat prowadzimy cykliczne zajęcia w szkołach, domach kultury i różnych placówkach w regionie. Dzieci uczą się regularnie, nie jednorazowo. A w rękodziele najważniejsza jest powtarzalność, ćwiczenie ręki. Jeśli będziemy to kontynuować – a mamy taki zamiar – za kilka lat zobaczymy jeszcze większy wysyp świadomych, dojrzałych twórców.
Dwa jajka i ta sama ręka
Jak wygląda sama rywalizacja? Dzieci przynoszą gotowe prace czy tworzą na miejscu?
– Zawsze obowiązuje ta sama zasada: jedno jajko uczestnik wykonuje w domu i przynosi ze sobą, drugie musi zrobić na miejscu. To konieczne, by komisja mogła porównać, czy „ręka jest ta sama”. Chodzi o autentyczność. Na szczęście w zdecydowanej większości dzieci pracują samodzielnie. Są w tym fantastyczne.
Jakie techniki dominują w tym roku?
– Przede wszystkim kroszonki, czyli technika rytownicza, drapana – to znak rozpoznawczy Opolszczyzny. Bardzo dużo jest też pisanek wykonywanych techniką batikową, czyli z użyciem wosku nanoszonego cienką szpilką. Niewielki procent stanowią oklejanki oraz jajka trawione kwasem. Ta ostatnia metoda jest jedną z najbardziej tradycyjnych, ale dziś rzadko praktykowaną.
Szkoły i mistrzowie
Czy widać różnice stylów? Takie „szkoły” zdobienia?
– Zdecydowanie. Każdy instruktor czy mistrz ma swoją manierę, sposób prowadzenia ornamentu, kompozycji. Na początku dzieci naturalnie naśladują nauczyciela. To etap niezbędny. Dopiero po trzech, czterech, pięciu latach zaczyna wyłaniać się własny styl – własna ręka. Wtedy twórca przestaje kopiować, a zaczyna interpretować. U dzieci ten proces przebiega bardzo podobnie.
Cierpliwość i precyzja
Młodzi artyści mierzą się z klasycznymi motywami roślinnymi, geometrycznymi, coraz częściej także ze skomplikowanymi ornamentami zwierzęcymi. Wymaga to skupienia i stabilnej ręki. Jak przyznają sami uczestnicy, początki bywają trudne – opanowanie nożyka czy szpilki do batiku wymaga czasu. Jednak z roku na rok prace są coraz dojrzalsze kompozycyjnie i technicznie.
Komisja ocenia nie tylko estetykę, ale przede wszystkim zgodność z tradycją regionalną, poprawność wzornictwa i poziom wykonania.
Finał dopiero za miesiąc
Kiedy poznamy zwycięzców?
– Nie dziś. Jutro mamy jeszcze edycję dla dorosłych, a łącznie będzie około 250 prac. Komisja zbierze się w przyszłym tygodniu. Rozstrzygnięcie nastąpi podczas Jarmarku Wielkanocnego 25 marca. Wtedy też otworzymy wystawę pokonkursową.
I – co podkreśla Bogdan Jasiński – prezentowane są prace wszystkich uczestników.
– To bardzo ważne. Sam udział i możliwość pokazania swojej pracy to też forma nagrody. Dzieci przyjeżdżają później z rodzicami, znajomymi i mogą powiedzieć: „To moje”. To buduje dumę i poczucie ciągłości tradycji.
W zabudowaniach Muzeum Wsi Opolskiej w Bierkowicach tradycja nie jest muzealnym eksponatem. Jest żywą praktyką, przekazywaną z ręki do ręki – od mistrza do ucznia, od nauczyciela do dziecka. Tegoroczna, XXXV edycja konkursu „Opolskie Kroszonki i Pisanki” pokazuje jedno: kroszonkowa mapa Opolszczyzny ma się lepiej niż kiedykolwiek.






























