W najbliższą niedzielę podobne zgromadzenia odbędą się w wielu polskich miastach. W Opolu jego inicjatorem jest Łukasz Janiszewski. Nie będzie to demonstracja za jedną partią ani przeciw drugiej. Przynajmniej w założeniu ma być przypomnieniem czegoś znacznie prostszego: że nienawiść nigdy nie jest dobrym fundamentem dla państwa, które chce nazywać się demokratycznym.
Od kilku tygodni można odnieść wrażenie, że granica tego, co wolno powiedzieć o drugim człowieku, przesuwa się z dnia na dzień. Najpierw w internecie. Potem w komentarzach. Następnie na ulicy. Aż w końcu pojawiają się wyzwiska, przepychanki, pobicia. Zawsze zaczyna się od słów. Historia uczy, że bardzo rzadko na słowach się kończy.
Najłatwiej wzruszyć ramionami. Powiedzieć, że to polityka, że emocje, że przecież „zawsze tak było”. Tyle że nie zawsze było. Jeszcze kilka lat temu publiczne nawoływanie do nienawiści wobec całej grupy ludzi spotykało się z powszechnym potępieniem. Dziś coraz częściej bywa nagradzane oklaskami i tysiącami udostępnień. Nie chodzi przy tym o zaklinanie rzeczywistości. Wśród Ukraińców, podobnie jak wśród Polaków czy przedstawicieli każdej innej narodowości, są ludzie uczciwi i nieuczciwi. Są przestępcy i są ci, którzy codziennie pracują, płacą podatki, uczą się języka i wychowują dzieci. Problem zaczyna się wtedy, gdy odpowiedzialność jednostki zastępujemy odpowiedzialnością zbiorową. To mechanizm stary jak świat i równie niebezpieczny.
Polska zdała egzamin w 2022 roku. Miliony ludzi otworzyły swoje domy, organizowały pomoc, oddawały czas i pieniądze. Nie dlatego, że ktoś im kazał. Dlatego, że wojna miała twarze kobiet z dziećmi uciekających przed bombami. Trudno uwierzyć, że zaledwie kilka lat później tak łatwo przychodzi niektórym zamiana współczucia w pogardę.
Ktoś powie, że demonstracje niczego nie zmieniają. Być może nie zmieniają świata od razu. Ale zmieniają coś równie ważnego – pokazują, że krzyk nie ma monopolu na przestrzeń publiczną. Że obok ludzi, którzy budują popularność na szczuciu, są także ci, którzy uważają, że państwo prawa zaczyna się od szacunku dla drugiego człowieka. Nieprzypadkowo podobne manifestacje organizowane są jednocześnie w wielu polskich miastach. To sygnał, że problem nie dotyczy wyłącznie jednego miejsca czy jednego incydentu. Coraz więcej osób dostrzega, że rosnąca fala agresji wobec cudzoziemców może uderzyć nie tylko w nich. Kiedy przyzwyczajamy się do nienawiści wobec jednej grupy, prędzej czy później znajdzie się następna.
Nie trzeba iść na taki wiec, aby być przyzwoitym człowiekiem. Ale warto zadać sobie pytanie, po której stronie chcemy stanąć, gdy nienawiść przestaje być anonimowym wpisem w internecie, a staje się codziennością na ulicy. Bo obojętność nie jest neutralna. Zwykle pomaga silniejszym, głośniejszym i bardziej agresywnym.
Demokracja nie umiera tylko od zamachów stanu. Czasem wyczerpuje się powoli – wtedy, gdy przyzwoici ludzie uznają, że nie warto już zabierać głosu. A przecież właśnie wtedy jest on najbardziej potrzebny.



