Miał dwa dożywotnie zakazy prowadzenia pojazdów. W czerwcu policjanci dwa razy złapali go za kierownicą po alkoholu, raz z trojgiem małych dzieci w samochodzie. W sierpniu spotkali go ponownie. Tym razem 30-latek był trzeźwy, ale nadal nie miał prawa prowadzić. Tłumaczył, że chciał tylko dowieźć rodzinę do Strzelec Opolskich, żeby dalej pojechać pociągiem do Wrocławia. Skończyło się nie na dworcu, lecz w policyjnej celi, a potem w areszcie.

W sobotę 9 sierpnia policjanci strzeleckiej drogówki kontrolowali prędkość wna terenie gminie Jemielnica. Przejeżdżający volkswagen zwrócił ich uwagę nie z powodu prędkości. Kierowca wydał im się znajomy.

I rzeczywiście był.

Policjanci ruszyli za samochodem i zatrzymali go do kontroli. Za kierownicą siedział 30-letni mieszkaniec gminy Zawadzkie, którego funkcjonariusze znali już z wcześniejszych spotkań na drodze. Sprawdzenie w systemie tylko potwierdziło to, czego się spodziewali: mężczyznę obowiązują dwa dożywotnie sądowe zakazy prowadzenia pojazdów mechanicznych. Ma również cofnięte uprawnienia.

Tym razem alkomat nie dołożył kolejnego problemu – kierowca był trzeźwy. W volkswagenie nie jechał jednak sam. Towarzyszyli mu żona oraz troje dzieci w wieku roku, pięciu i dziewięciu lat.

30-latek miał też wyjaśnienie, dlaczego pomimo dwóch dożywotnich zakazów znów siedział za kierownicą.Dwa dożywotnie zakazy, troje dzieci w aucie. 30-latek znów wsiadł za kierownicę Rodzina wybierała się na wycieczkę do Wrocławia. Ponieważ z ich miejscowości nie ma odpowiedniego połączenia kolejowego, postanowił podwieźć wszystkich samochodem do Strzelec Opolskich. Dalej mieli już jechać pociągiem.

Problem w tym, że „tylko do Strzelec” w przypadku człowieka z dożywotnim zakazem oznacza dokładnie to samo, co jazda do Wrocławia, Warszawy czy sklepu za rogiem. Zakaz jest zakazem i nie przewiduje wyjątku na dojazd do pociągu.

Interesująca była również reakcja żony kierowcy. Według relacji policji kobieta nie kryła niezadowolenia z zatrzymania męża i przekonywała funkcjonariuszy, że powinni zajmować się „poważniejszymi” sprawami. Wiedziała przy tym, że mąż nie ma prawa prowadzić i że wcześniej był już zatrzymywany za kierownicą, także po alkoholu.

Trudno jednak uznać tę historię za drobiazg, zwłaszcza gdy przypomni się, co wydarzyło się zaledwie kilka tygodni wcześniej.

W czerwcu ten sam 30-latek został zatrzymany w Żędowicach. Prowadził skodę, mając około dwóch promili alkoholu w organizmie, oczywiście mimo dożywotniego zakazu. W samochodzie znajdowało się troje jego małych dzieci. Jak informowała wówczas policja, dzieci podróżowały bez wymaganych urządzeń zabezpieczających i bez zapiętych pasów.

Na tym się nie skończyło. Pod koniec czerwca policjanci ponownie spotkali 30-latka za kierownicą. Tym razem badanie wykazało blisko promil alkoholu. Dożywotnie zakazy nadal obowiązywały.

Minęło kilka tygodni i historia powtórzyła się po raz trzeci. Różnica była właściwie jedna – 9 sierpnia mężczyzna był trzeźwy.

Tym razem policjanci i prokuratura uznali, że kolejne postępowanie prowadzone bez izolowania podejrzanego może nie wystarczyć. Volkswagen trafił na parking strzeżony, a 30-latek do policyjnej celi. Funkcjonariusze Komisariatu Policji w Zawadzkiem wystąpili do prokuratury o zastosowanie tymczasowego aresztowania. Mężczyzna został następnie doprowadzony do sądu, który przychylił się do wniosku.

30-latek trafił więc do aresztu. Za zarzucane mu przestępstwa grozi mu do pięciu lat pozbawienia wolności. Policja wskazuje również, że części czynów miał dopuścić się w warunkach tzw. recydywy drogowej.

Konsekwencje mogą spotkać także jego żonę. Skoro wiedziała o zakazach, a mimo tego dopuściła męża do prowadzenia samochodu, może odpowiadać na podstawie art. 96 § 1 pkt 2 Kodeksu wykroczeń. Przepis przewiduje grzywnę dla osoby, która dopuszcza do prowadzenia pojazdu kogoś bez wymaganych uprawnień.

Ta historia pokazuje też słabość samych zakazów wobec kierowców, którzy postanawiają je po prostu ignorować. Pierwszy dożywotni zakaz nie wystarczył. Nie wystarczył drugi. Nie wystarczyły wcześniejsze zatrzymania, alkohol za kierownicą ani fakt, że w samochodzie były dzieci.

Dopiero za kolejnym razem zamiast następnego zakazu pojawiły się drzwi aresztu. Tych – przynajmniej na razie – nie da się zignorować tak łatwo jak sądowego orzeczenia.

Fot. Opolska Policja

Udostępnij:
Wspieraj wolne media

Skomentuj

O Autorze

Dziennikarz, publicysta, dokumentalista (radio, tv, prasa) znany z niekonwencjonalnych nakryć głowy i czerwonych butów. Interesuje się głównie historią, ale w związku z aktualną sytuacją społeczno-polityczną jest to głównie historia wycinanych drzew i betonowanych placów miejskich. Ma już 65 lat, ale jego ojciec dożył 102. Uważa więc, że niejedno jeszcze przed nim.