Parowóz z Czech przyciągnął 10 października do Głuchołaz tłumy po obu stronach granicy. Obchody 150-lecia połączenia Głuchołazy – Krnov – Ostrawa były jednak czymś więcej niż spotkaniem miłośników dawnych lokomotyw. Od 13 grudnia 2026 roku do miasta mają wrócić codzienne polskie pociągi pasażerskie. Po latach ograniczonej oferty kolej znów ma służyć także tym, którzy jadą do szkoły i pracy.

Parowóz zawsze ma przewagę nad przemówieniem. Wystarczy, że wjedzie na stację, wypuści parę i odezwie się gwizdem. Dzieci patrzą, dorośli wyciągają telefony, starsi przypominają sobie podróże, podczas których otwarcie okna oznaczało czasem spotkanie z sadzą. Maszyna, która dawno przestała być nowoczesna, nadal potrafi wzbudzić zainteresowanie, o jakim niejeden producent współczesnego taboru może pomarzyć.

Do Głuchołazach przyjechał skład z Czech, prowadzony przez parowóz z 1942 roku. Jubileusz pod hasłem „Razem przez pokolenia” zgromadził polskich i czeskich gości. Towarzyszyły mu muzyka, kolejowe pamiątki i rozmowy oGłuchołazy kolejowe. Półtora wieku podróży i zbyt wiele lat czekania przeszłości. Ale najciekawsze pytanie dotyczyło przyszłości: czy miasto o tak niezwykłej kolejowej historii będzie wreszcie mogło w pełni korzystać ze swoich torów?

– Historyczny pociąg przywiózł do nas przyjaciół z Czech, a samo święto było okazją do podkreślenia wielkiej rewolucji na kolei, tak wyczekiwanej przez nas wszystkich jako pasażerów – sywierdził Piotr Pośpiech, który podczas uroczystości reprezentował ministra infrastruktury Dariusza Klimczaka.

Warto przy tym uporządkować jubileuszową arytmetykę. Kolej dotarła do Głuchołaz w 1875 roku, zatem półtora wieku minęło w roku 2025. Obchody przesunięto na 2026 rok, między innymi z powodu skutków powodzi. W mieście zajętym odbudową po katastrofie rocznicowy kalendarz musiał ustąpić pilniejszym sprawom.

Najpierw kolej, potem zupełnie inne życie

Dla dziewiętnastowiecznych Głuchołaz pociąg oznaczał znacznie więcej niż szybszą podróż. Otwierał rynek dla miejscowych zakładów, ułatwiał przyjazd gości i pozwalał planować rozwój miasta poza granicami najbliższej okolicy. W epoce, w której transport lądowy zależał od końskiej siły i stanu dróg, regularne połączenie kolejowe zmieniało gospodarcze możliwości miejscowości.

Połączenie z Nysą uruchomiono 1 listopada 1875 roku. Miesiąc później, 1 grudnia, domknięto trasę przez granicę w kierunku Krnova, czyli Karniowa. Po stronie austro-węgierskiej tory dochodziły do Jindřichova już w 1872 roku. Trzeba było jeszcze poczekać na połączenie po stronie pruskiej. Dzisiejsza współpraca polsko-czeska ma więc poprzedniczkę w przedsięwzięciu, które wymagało porozumienia dwóch innych państw. Pierwszy dworzec stanął jednak daleko od centrum. To szczegół, który powraca w głuchołaskiej historii z zadziwiającą uporczywością: można mieć kolej, a zarazem mieć do niej niewygodnie. Na przełomie lat 1887 i 1888 doszło połączenie w stronę Jeseníka, natomiast w 1914 roku linię prowadzącą od Nowego Świętowa przedłużono do części zdrojowej. Kolej stopniowo zbliżała się do miejsc, do których rzeczywiście chcieli dotrzeć podróżni.

Rozwój uzdrowiska i rozwój połączeń wzajemnie się napędzały. Kuracjusz potrzebował możliwości przyjazdu, pensjonat potrzebował kuracjusza, a miejscowy przedsiębiorca potrzebował obu. W Głuchołazach leczono według metod wykorzystujących zimną wodę, najpierw związanych z Vincenzem Priessnitzem, później z Sebastianem Kneippem. Pociąg przywoził ludzi, którzy szukali zdrowia, wypoczynku i górskiego powietrza.

Pociąg był. Wsiąść nie było wolno

Najbardziej osobliwy rozdział tej historii rozpoczął się po wojnie. Głuchołazy znalazły się w Polsce, ale układ torów pozostał taki, że podróż między czeskimi miejscowościami prowadziła przez polskie terytorium. Pociągi jadące pomiędzy rejonem Jeseníka a Krnovem przekraczały granicę, zatrzymywały się w Głuchołazach i zmieniały kierunek jazdy.

Przez dziesięciolecia mieszkańcy mogli oglądać te składy, ale nie mogli zwyczajnie do nich wsiąść. Postój służył obsłudze pociągu, a nie podróżnym z miasta. Trudno o bardziej dosłowny przykład różnicy między posiadaniem torów a dostępem do transportu. Na stacji stał pociąg, w wagonach siedzieli ludzie, lecz dla człowieka na peronie ta podróż pozostawała niedostępna. Możliwość korzystania z czeskich połączeń otwarto w grudniu 2006 roku.

Podstawą szczególnego tranzytu była konwencja polsko-czechosłowacka podpisana 12 listopada 1948 roku. Jej urzędowy tytuł sam w sobie brzmi jak streszczenie kolejowego paradoksu: przejazd „z Czechosłowacji do Czechosłowacji przez Głuchołazy”. Dokument przetrwał państwo, z którym go zawarto. Polska wypowiedziała go dopiero w 2025 roku. Nie oznaczało to likwidacji połączeń, ale zamknięcie starej podstawy prawnej tranzytu.

Dziś czeski pociąg przywożący gości na miejskie święto wydaje się czymś naturalnym. Warto pamiętać, że przez znaczną część powojennej historii właśnie ta naturalność była mieszkańcom odmawiana.

Dziesięć lat bez polskich pociągów, dwanaście lat niepełnego powrotu

Inny rodzaj odcięcia przyszedł już bez granicznych zakazów. Ostatnie regularne pociągi z Nysy do Głuchołaz-Zdroju pojechały 31 lipca 2004 roku. Następnego dnia połączenie przestało istnieć. Polskie pociągi pasażerskie wróciły w grudniu 2014 roku, ale oferta opierała się na kursach weekendowych.

W opisie tamtej likwidacji pojawia się określenie „wygaszanie popytu”. Brzmi fachowo, choć mechanizm jest bardzo ludzki. Jeśli pociąg jedzie coraz rzadziej i coraz gorzej pasuje do godzin pracy czy lekcji, pasażer szukaGłuchołazy kolejowe. Półtora wieku podróży i zbyt wiele lat czekania innego sposobu podróżowania. Kiedy już go znajdzie, można policzyć puste miejsca w wagonach i uznać, że kolej nie jest potrzebna. Trudniej przyznać, że wcześniej przestała być użyteczna. Dlatego grudniowa zmiana ma znaczenie większe niż samo zwiększenie liczby kursów. Weekendowy pociąg pozwala zaplanować wycieczkę. Codzienny pozwala oprzeć na nim część życia.

– Zaczyna się dziać taka swego rodzaju rewolucja tutaj na naszej kolei, bo raz, że wracają pociągi w dni powszednie – do tej pory mieliśmy po dwie pary w sobotę i w niedzielę, natomiast w tej chwili będą cztery pary w każdym dniu tygodnia – zapowiedział Paweł Szymkowicz, burmistrz Głuchołaz.

Cztery pary oznaczają cztery kursy w każdą stronę. To jeszcze skromna oferta, ale w porównaniu z brakiem pociągów w dni robocze zmiana zasadnicza. Pozostaje dopasowanie godzin do potrzeb mieszkańców. Sam burmistrz zwraca uwagę, że przyjazd do Nysy chwilę po siódmej może oznaczać zbyt długie oczekiwanie dla uczniów zaczynających lekcje o ósmej.

To cenna uwaga, bo kolejowego sukcesu nie mierzy się wyłącznie liczbą odjazdów. Ważne jest również, czy po zajęciach można wrócić, czy przesiadka jest wykonalna i czy rozkład zachęca do regularnego korzystania. Odbudowanie zaufania pasażerów wymaga większej cierpliwości niż usunięcie połączenia z tabeli.

Miasto na końcu trasy czy po drodze?

Robert Węgrzyn, członek zarządu województwa opolskiego odpowiedzialny za infrastrukturę i transport, zapowiada rozwój sięgający poza sam grudniowy rozkład.

– W przypadku Głuchołaz planujemy też prace, za sprawą których to nie będzie stacja końcowa, tylko tranzytowa – podkreślił Robert Węgrzyn.

Tę deklarację trzeba rozumieć jako zamiar rozszerzenia możliwości prowadzenia połączeń, bo główna stacja Głuchołazy już od dawna obsługuje czeski tranzyt. Stawką jest lepsze włączenie miasta w polską i przygraniczną sieć podróży. Na razie nie podano pełnego harmonogramu ani ostatecznej oferty przyszłych kursów.

Równie ważny jest plan przystanku na torach wykorzystywanych przez czeskie pociągi, blisko obecnego przystanku Głuchołazy Miasto. Mieszkaniec nie musiałby pokonywać blisko dwóch kilometrów do głównego dworca, aby ruszyć w stronę Czech. W mieście turystycznym wygodne dojście do pociągu ma znaczenie także dla gościa z walizką, rodziny z dziećmi czy starszego kuracjusza.

Co czeka kolej w Głuchołazach?

Od 13 grudnia 2026 roku – codzienne połączenia z Nysą. Zapowiedziano cztery pary pociągów dziennie. W dni robocze mają to być kursy Nysa – Głuchołazy Miasto, a w weekendy i święta część połączeń ma zapewniać bezpośrednią podróż do Opola. Ostateczne godziny trzeba sprawdzić przed podróżą.

Do 12 grudnia 2026 roku – planowane zakończenie remontu w kierunku Mikulovic. Trwają prace na linii nr 343 od Głuchołaz do granicy z Czechami, obejmujące tory i obiekty inżynieryjne. Według opublikowanej informacji wykonawcą jest DOLKOM, a wartość zamówienia wynosi około 35 mln zł. Na remontowanym odcinku czeskie pociągi zastępują autobusy.

2027 rok – zapowiedź peronu w Głuchołazach-Zdroju. Taką informację przedstawiono podczas wrześniowego panelu kolejowego w Opolu. Nie opublikowano szczegółowego harmonogramu. Budowa peronu nie jest jeszcze równoznaczna z ustaleniem daty powrotu pociągów do Zdroju. Na 2027 rok zapowiedziano również remont odcinka Nysa – Nowy Świętów.

Bliżej centrum – plan przystanku dla czeskich pociągów. Burmistrz zapowiada możliwość wsiadania w pobliżu Głuchołaz Miasta. Nie podano terminu oddania tego przystanku.

Dalsza perspektywa – łącznica i nowe możliwości prowadzenia pociągów. Zapowiedziano łącznicę mającą lepiej powiązać Głuchołazy z Magistralą Podsudecką. Burmistrz zabiega również o skierowanie do miasta pociągów dalekobieżnych. Termin budowy łącznicy i uruchomienie połączeń Intercity nie zostały potwierdzone.

Głuchołazy mają dla kolei turystykę, przemysł, bliskość Czech i mieszkańców potrzebujących codziennych dojazdów. Nie trzeba wymyślać powodów, dla których pociągi powinny tu jeździć. Trzeba zapewnić warunki, w których ludzie będą chcieli z nich korzystać.

Jubileuszowy parowóz znakomicie przypomniał, ile emocji może budzić kolej. Grudniowy rozkład będzie sprawdzianem czegoś bardziej przyziemnego: czy uczeń zdąży na lekcje, pracownik dojedzie na zmianę, a turysta po zejściu z gór znajdzie pociąg powrotny. Właśnie takie podróże mogą zapewnić głuchołaskiej kolei następne pokolenie pasażerów.

Fot. Miasto i Gmina Głuchołazy

Udostępnij:
Wspieraj wolne media

Skomentuj

O Autorze

Dziennikarz, publicysta, dokumentalista (radio, tv, prasa) znany z niekonwencjonalnych nakryć głowy i czerwonych butów. Interesuje się głównie historią, ale w związku z aktualną sytuacją społeczno-polityczną jest to głównie historia wycinanych drzew i betonowanych placów miejskich. Ma już 65 lat, ale jego ojciec dożył 102. Uważa więc, że niejedno jeszcze przed nim.