Dzisiejsze, 9 października, posiedzenie Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego w Opolu pokazało, że o konsolidacji szpitali można rozmawiać konkretnie: o leczeniu, zatrudnieniu, pieniądzach i przyszłości opolskiej medycyny. Można też organizować kolejne spotkania, aby uroczyście zażądać rozmowy, która właśnie się odbywa. Popieramy połączenie szpitala przy Reymonta z Uniwersyteckim Szpitalem Klinicznym. Pacjentom bardziej przyda się sprawnie współpracujący zespół specjalistów niż następny polityczny opiekun ich trosk.

W Sali Herbowej Opolskiego Urzędu Wojewódzkiego, pod przewodnictwem wojewody Moniki Jurek, spotkali się przedstawiciele władz, placówek medycznych i strony społecznej. Dyskutowali o planowanym połączeniu, dostępności świadczeń i warunkach zmian. Dzień wcześniej odbyły się konsultacje z załogą szpitala przy Reymonta. Warto to odnotować, ponieważ w polityce konsultacje mają osobliwą właściwość: bywają niewidoczne, dopóki nie zorganizuje ich właściwy polityk. Wtedy dopiero zaczyna się prawdziwy dialog, pojawiają się aparaty fotograficzne, a zatroskanie otrzymuje odpowiednią oprawę.

Tymczasem sprawa jest poważniejsza niż wyścig o to, kto pierwszy albo najładniej usiądzie przy stole. Chodzi o utrzymanie poziomu leczenia na Opolszczyźnie. O to, czy pacjent znajdzie tutaj potrzebnych specjalistów, a młody lekarz będzie miał powód, żeby zostać po studiach w Opolu. Pacjentka wymagająca pomocy ginekologa, kardiologa i anestezjologa raczej nie odczuje ulgi na wiadomość, że każdy z nich podlega innej, troskliwie bronionej strukturze organizacyjnej. Odrębność administracyjna może być cenna dla administracji. W leczeniu trzeba jeszcze wykazać jej przydatność.

Dlatego popieramy konsolidację. Uważamy, że rozdrobnione placówki, pozostawione każda ze swoimi problemami, będą miały coraz trudniejsze zadanie. Wspólne zaplecze, współpraca specjalistów i możliwość rozwoju medycyny klinicznej dają regionowi większą szansę niż przekonanie, że skoro szpitale funkcjonowały osobno przez lata, powinny tak funkcjonować przez wieczność.

Przyzwyczajenie jest zrozumiałe. Jako program ochrony zdrowia wypada jednak dość skromnie.

– W obliczu wyzwań, z jakimi mierzy się system ochrony zdrowia w całej Polsce, mądra konsolidacja to krok niezbędny dla zachowania stabilności. Nasz cel pozostaje niezmienny – najwyższa jakość opieki i bezpieczeństwo pacjentów – napisał marszałek województwa opolskiego Szymon Ogłaza.

Trzeba przy tym uczciwie zaznaczyć, że marszałek nie przedstawia połączenia jako ratowania bankrutującej porodówki. Podczas dzisiejszego posiedzenia mówił o budowie potencjału, a nie o finansowym zaciskaniu pasa. Uzasadnieniem ma być rozwój leczenia i wykorzystanie możliwości szpitala klinicznego. To istotne rozróżnienie. Konsolidacja nie musi oznaczać, że jedna placówka upada, a druga łaskawie ją przygarnia. Może oznaczać, że dwie instytucje potrafią wspólnie zrobić więcej. Choć w politycznej dyskusji takie wyjaśnienie ma oczywistą wadę: trudniej się nim straszy.

Opole kształci lekarzy. Teraz powinno stworzyć im warunki do pracy i rozwoju. W przeciwnym razie będziemy mogli z dumą wręczać dyplomy, a następnie równie uprzejmie życzyć absolwentom powodzenia w innych województwach.

– Żeby studenci zostawali u nas po tym, jak przestaną być studentami, a zostaną lekarzami, muszą mieć stworzone warunki – mówił podczas posiedzenia WRDS Szymon Ogłaza, marszałek województwa opolskiego.

Silny Uniwersytecki Szpital Kliniczny może dawać takie warunki: możliwość specjalizacji, pracę w zespołach zajmujących się trudnymi przypadkami, rozwój naukowy i zawodowy. To znacznie bardziej przekonująca zachęta niż regionalny apel, żeby młodzież nie wyjeżdżała. Apele mamy opanowane. Teraz przydałaby się oferta. Dyrektor USK Dariusz Madera wskazuje na konkretne możliwości współpracy ginekologów, urologów, chirurgów i anestezjologów. Mówi o pacjentkach z chorobami serca, cukrzycą czy otyłością, o rozwoju uroginekologii i pełnym zapleczu intensywnej terapii.

Właśnie tak powinno się uzasadniać połączenie. Pokazując, co zyska chory człowiek. Kobieta z powikłaną ciążą potrzebuje sprawnej pomocy kilku specjalistów. Nie powinna przy okazji poznawać zawiłości współpracy dwóch odrębnych podmiotów. Ma już wystarczająco dużo powodów do niepokoju.

Oczywiście wspólna nazwa nie wykona operacji. Połączenie struktur musi przynieść konkretne zasady konsultacji, obsadę dyżurów, dostęp do intensywnej terapii i szybkie decyzje w sytuacji zagrożenia. Zmiana szyldu jest najłatwiejszą częścią całego przedsięwzięcia. Dlatego nie należy jej mylić z sukcesem.

Drugim ważnym argumentem jest pediatria. Według dyrektora USK ponad 4,5 tysiąca dzieci z Opolszczyzny wyjeżdża poza województwo w poszukiwaniu specjalistycznej opieki. W planach są Centrum Pediatrii, pediatryczny SOR oraz rozwój kolejnych dziedzin leczenia dzieci. Za tą liczbą kryją się rodzice, którzy muszą organizować dojazdy, brać wolne, szukać terminów i godzić leczenie dziecka z codziennym życiem. Dla nich regionalna samodzielność ma sens wtedy, kiedy region potrafi zapewnić pomoc. Samodzielność poszczególnych dyrekcji interesuje ich zapewne nieco mniej.

Pracownicy szpitala przy Reymonta mają natomiast pełne prawo pytać o własną przyszłość. Nie należy wrzucać ich obaw do jednego worka z politycznymi występami. Zmiana pracodawcy, organizacji pracy czy zasad zatrudnienia dotyczy konkretnych ludzi, ich dochodów i bezpieczeństwa. Pielęgniarka pytająca o warunki pracy nie staje się przez to przeciwniczką rozwoju medycyny. Pracownik administracji nie ma obowiązku uspokoić się wyłącznie dlatego, że podczas spotkania padło słowo „gwarancja”. To słowo brzmi dobrze. W podpisanym porozumieniu brzmi jeszcze lepiej.

– Nie może się zdarzyć, że w procesie konsolidacji dojdzie do jakiejkolwiek optymalizacji zatrudnienia. Mówimy o wszystkich grupach zawodowych, od lekarzy i pielęgniarek po administrację i personel pomocniczy – deklarował Szymon Ogłaza podczas dzisiejszej dyskusji.

To jasne zobowiązanie. Trzeba je teraz przełożyć na zapisy określające zakres ochrony, czas jej obowiązywania i sposób egzekwowania. „Optymalizacja” to zresztą słowo, które zrobiło zawrotną karierę dzięki temu, że brzmi znacznie przyjemniej niż to, co czasami oznacza dla zatrudnionych. Dobrze, że marszałek wyraźnie wykluczył taki kierunek.

Zarząd województwa zapowiada również zachowanie marki szpitala przy Reymonta, kontynuację wszystkich obecnych procedur medycznych i odrębność placówki w nowych strukturach USK. To powinny być warunki porozumienia, z których później będzie można rozliczyć jego autorów.

Równie konkretnie trzeba odpowiedzieć na pytania o pieniądze. Dyrektor szpitala przy Reymonta Małgorzata Sobel wskazała na brak analiz finansowych w materiałach konsultacyjnych. Jest to pytanie zasadne. Nawet najlepsza idea nie otrzymuje zwolnienia z obowiązku liczenia. Strona związkowa mówi o możliwym zagrożeniu dla blisko 98 milionów złotych przeznaczonych na inwestycje, w tym projektu termomodernizacji o wartości 21 milionów. Dyrektor USK przedstawia inne stanowisko: umowy i zobowiązania mają przejść na połączony podmiot, a warunki trzeba uzgodnić z instytucjami finansującymi.

W tej sprawie potrzebne są dokumenty dotyczące poszczególnych projektów. Sam alarm nie dowodzi, że pieniądze przepadną. Samo uspokojenie nie dowodzi, że wszystkie warunki zostały już zabezpieczone. Dofinansowanie ma swoje umowy, a umowy, niestety dla miłośników efektownych wystąpień, nie kierują się siłą głosu. Podobnie jest z zapowiadanymi 70 milionami złotych związanymi z konsolidacją. Jak wyjaśnia Madera, chodzi o możliwość startu w konkursie Ministerstwa Zdrowia. To szansa na pozyskanie środków, a nie przyznana dotacja. Warto o nią zabiegać. Wydawać ją w wyobraźni można już teraz, ale wykonawcy inwestycji zwykle oczekują bardziej tradycyjnej formy zapłaty.

Na tym tle pojawia się inicjatywa Marcina Ociepy, który zapowiada na 20 października okrągły stół. Kolejna rozmowa może być pożyteczna, jeśli przyniesie odpowiedzi na pytania pozostające po dotychczasowych spotkaniach. Gorzej, jeśli jej największym osiągnięciem będzie ustalenie, że trzeba rozmawiać. Po konsultacjach z załogą i posiedzeniu Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego trudno przekonująco twierdzić, że dialogu nie ma. Można powiedzieć, że odpowiedzi są niepełne. Można żądać analiz i dokumentów. Ale rozmowa nie przestaje być rozmową tylko dlatego, że ktoś inny ją zorganizował.

Uczciwie trzeba również zaznaczyć, że Ociepa w przytoczonej wypowiedzi nie odrzuca samej konsolidacji. Zapowiada wyrobienie stanowiska po wysłuchaniu stron. Poczekajmy więc na stanowisko. Samo zapowiedzenie, że kiedyś będzie się miało zdanie, trudno jeszcze uznać za znaczący wkład w przyszłość opolskiej medycyny. Od politycznych krytyków należy oczekiwać alternatywy. Jeśli obecny podział placówek ma być lepszy, niech pokażą, jak zapewnią kadry, rozwiną leczenie dzieci i ułatwią współpracę specjalistów. Obrona istniejącego stanu rzeczy wymaga czegoś więcej niż uroczystego ogłoszenia, że istniejący stan rzeczy należy obronić.

Nasze poparcie dla konsolidacji nie potrzebuje też uzasadnienia w postaci nazwisk Komarzyńskiego, Czochary czy Ociepy. Polityczna niechęć może poprawiać humor autorowi felietonu, lecz nie zastąpi argumentów dotyczących leczenia. Tutaj argumenty są: wspólne zaplecze, rozwój medycyny klinicznej, zatrzymanie lekarzy i większa dostępność specjalistycznej pomocy.

Najważniejsze pytanie brzmi: co będzie, jeśli niczego nie zmienimy? Przeciwnicy połączenia słusznie mogą pytać o jego koszty i ryzyka. Powinni jednak równie dokładnie opisać koszty i ryzyka pozostawienia wszystkiego po staremu. Bezruch nie staje się bezpieczny tylko dlatego, że nie wymaga uchwały.

Popieramy więc konsolidację i oczekujemy, że zostanie dobrze przygotowana. Gwarancje zatrudnienia muszą być zapisane, świadczenia zabezpieczone, finansowanie wyjaśnione, a korzyści dla pacjentów przedstawione w konkretnym planie. Tak wygląda odpowiedzialne przeprowadzanie zmiany. Według przedstawionego harmonogramu 27 października sejmik ma zdecydować o zgodzie na rozpoczęcie formalnych negocjacji. To kolejny etap, nie gotowe połączenie. Marzec 2027 roku pozostaje planowanym terminem zależnym od powodzenia procesu.

Radni powinni otworzyć drogę do negocjacji, a następnie ocenić ich wynik. Politycy mają jeszcze czas na spotkania, oświadczenia i staranne ustawianie się do zdjęć. Pacjentka wymagająca pilnej pomocy kilku specjalistów może tego czasu nie mieć. Wtedy przyda się dobrze zorganizowany szpital. Okrągły stół, nawet najbardziej ponadpartyjny, nie zapewni dyżuru anestezjologa.

Fot. UMWO

Udostępnij:
Wspieraj wolne media

Skomentuj

O Autorze

Dziennikarz, publicysta, dokumentalista (radio, tv, prasa) znany z niekonwencjonalnych nakryć głowy i czerwonych butów. Interesuje się głównie historią, ale w związku z aktualną sytuacją społeczno-polityczną jest to głównie historia wycinanych drzew i betonowanych placów miejskich. Ma już 65 lat, ale jego ojciec dożył 102. Uważa więc, że niejedno jeszcze przed nim.