Polskie drogi pełne  są niespodzianek, dziur, fotoradarów i… kierowców, którzy traktują przepisy jak opcjonalne sugestie. Dziś,  policja z Kluczborka przypomniała nam o klasycznym hicie: kierowca BMW, 46-latek, pokonał blisko 300 kilometrów, choć jego uprawnienia do prowadzenia pojazdów zostały cofnięte. I to nie za pijacką jazdę czy ucieczkę przed pościgiem, ale za stare, dobre przekroczenie limitu punktów karnych. Proza życia, prawda?

Wyobraźcie sobie: nocna służba, patrol kluczborski sunie po powiecie, nagle – BMW. Coś przykuwa uwagę mundurowych. Zatrzymują, sprawdzają w systemie i bum! Pan kierowca ma zakaz. Ale nie jakiś tam świeży – on sobie myśli, że „okres zakazu już dawno minął”. No cóż, system policyjny myśli inaczej. A jakby tego było mało, tego dnia facet już przejechał prawie 300 km. Z pasażerem, który też nie ma prawa jazdy. Duet marzeń: jeden prowadzi bez uprawnień, drugi kibicuje bez uprawnień. Pojazd? Na lawetę, na parking strzeżony. Koniec podróży.

Człowiek się zastanawia: jak to możliwe? 300 km to nie jest przejażdżka do sklepu po chleb. To solidna trasa – z Kluczborka do Warszawy i z powrotem, albo do Gdańska w jedną stronę. Ile razy mijał patrole? Ile razy tankował, jadł hot-doga na Orlenie, słuchał radia? I przez cały ten czas wierzył, że wszystko gra. Albo… nie wierzył, ale jechał dalej. Bo BMW samo jedzie, prawda? Te bawarskie cudeńka mają w sobie coś z buntownika – przyspieszają, mruczą, kuszą autostradą. A stereotyp kierowcy BMW? No, sami wiecie: pewność siebie na poziomie „przepisy są dla słabszych”.

Ale żarty na bok. Grozi mu do 2 lat więzienia, grzywna, ograniczenie wolności i pewnie kolejny zakaz prowadzenia. Słusznie. Bo drogi to nie tor Formuły 1, a bez uprawnień za kółkiem to proszenie się o kłopoty. Nie tylko dla siebie, ale dla wszystkich wokół. Wyobraźcie sobie, co by było, gdyby coś poszło nie tak na tych 300 km? Kolizja, wypadek – i nagle z „myślałem, że minęło” robi się tragedia.

To historia uniwersalna, polska jak oscypki i kolejki do lekarza. Ilu z nas zna kogoś, kto „tylko raz” pojechał bez ważnego przeglądu, bez OC czy z lekkim promilem? Albo kto ignoruje punkty, bo „jeszcze trochę i się zetrą”. System punktów karnych miał nas dyscyplinować, a cofanie uprawnień – karać. Ale widocznie nie wszyscy czytają maile z urzędu albo sprawdzają status w aplikacji. A może po prostu… olewają.

Policjanci z Kluczborka – brawo! Zrobili robotę, zakończyli tę epopeję na czterech kółkach. Może to sygnał dla innych: sprawdzajcie uprawnienia zanim ruszycie w trasę. Bo 300 km bez prawa jazdy to nie osiągnięcie, to rosyjska ruletka na asfalcie.

A pan 46-latek? Pewnie teraz siedzi i myśli: „A mogłem wziąć autobus”. Albo rower. Bezpieczniej, taniej i bez ryzyka lawety.

Bezpiecznej jazdy wszystkim – z uprawnieniami, proszę!

BMW na zakazie, czyli polska droga przez mękę (i bezprawie)

Fot. Opolska Policja

Udostępnij:
Wspieraj wolne media

Skomentuj

O Autorze

Dziennikarz, publicysta, dokumentalista (radio, tv, prasa) znany z niekonwencjonalnych nakryć głowy i czerwonych butów. Interesuje się głównie historią, ale w związku z aktualną sytuacją społeczno-polityczną jest to głównie historia wycinanych drzew i betonowanych placów miejskich. Ma już 65 lat, ale jego ojciec dożył 102. Uważa więc, że niejedno jeszcze przed nim.