Najpierw była skorupka jajka, nóż i cierpliwość. Potem pojawiły się porcelanowe talerze, filiżanki i dzbanki, a kwiaty dostały kolory. Dziś wzór opolski jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych znaków naszego regionu. W Muzeum Wsi Opolskiej 87 osób znów pochyla się nad porcelaną. I chyba właśnie to jest w tej tradycji najpiękniejsze: maszyny mogłyby zrobić wszystko szybciej i równiej, ale tutaj nadal potrzebne są ludzkie ręce.

Trzeba być trochę zakochanym, żeby robić coś takiego. Siedzieć godzinami nad białym talerzykiem, prowadzić stalówkę niemal bez oddechu i wiedzieć, że jedna nieostrożna kreska może popsuć kompozycję budowaną przez pół dnia. A potem jeszcze kolor. Płatek po płatku, listek po listku.

W Muzeum Wsi Opolskiej trwa XV Wojewódzki Konkurs Malowania Porcelany Opolskiej. Od godziny 9 do 17 pracuje tu ponad 87 uczestników – rekordowa liczba w historii konkursu. Każdy dostał porcelanę, ale to, co się na niej pojawi, zależy już wyłącznie od ręki, oka, cierpliwości i wyobraźni twórcy.

Bo wzór opolski nie jest kalkomanią ani gotowym szablonem.

Zaczęło się od jajka

Żeby zrozumieć porcelanę opolską, trzeba cofnąć się do kroszonki. To właśnie z niej wyrósł współczesny wzór opolski. Na zabarwionej skorupce wydrapywano ornament – przede wszystkim roślinny: kwiaty, listki, gałązki, rozety. Tradycyjne wzory były większe i bardziej czytelne niż dzisiejsze misterne miniatury.

W latach 60. XX wieku w opolskiej Cepelii ktoś wpadł na pomysł genialny w swojej prostocie: skoro piękno kroszonki ginie razem z kruchą skorupką, można przenieść je na coś trwalszego. Na porcelanę.

I tak ornament z wielkanocnego jajka zaczął wędrować po filiżankach, talerzach, dzbankach i wazonach. Z czasem wzór stawał się coraz drobniejszy, bogatszy i bardziej kolorowy. Zdobniczki pracujące w Cepelii wręcz rywalizowały ze sobą w precyzji – wysoko ceniono właśnie najdrobniejsze ornamenty.

Paradoksalnie historia zatoczyła koło. Najpierw kroszonka dała swój wzór porcelanie, a później drobne ornamenty wypracowane przez malarki porcelany zaczęły wracać na kroszonki.

Po czym poznać wzór opolski?

Po kwiatach. Po ich zagęszczeniu. Po charakterystycznych kompozycjach układających się zgodnie z kształtem naczynia. Po delikatnym konturze wykonywanym stalówką i po kolorze nanoszonym specjalnymi farbami ceramicznymi.

To nie jest jeden obowiązkowy bukiet, który wszyscy mają wiernie kopiować. Wspólny jest język: motywy roślinne i kwiatowe, drobność ornamentu, rytm liści, łodyg i płatków oraz kompozycja podporządkowana powierzchni zdobionego przedmiotu. Wprawne oko potrafi podobno rozpoznawać rękę poszczególnych twórców właśnie po kresce, kolorystyce i sposobie budowania kompozycji.

Dlatego dwa talerze wykonane „we wzorze opolskim” mogą być zupełnie inne. I bardzo dobrze. Gdyby były identyczne, przestałoby to być rękodzieło.

„Od kilku lat prowadzimy warsztaty malowania porcelany i widzimy, że zainteresowanie stale rośnie. Przybywa osób, które chcą nauczyć się tej techniki i rozwijać własny sposób zdobienia. Sam konkurs jest oczywiście rywalizacją, ale równie ważne jest spotkanie twórców, wymiana doświadczeń i wzajemne podpatrywanie pomysłów. To już piętnasta edycja naszego konkursu” – mówi Bogdan Jasiński z Muzeum Wsi Opolskiej w Opolu.

I to chyba najważniejsza wiadomość z Bierkowic. Tradycja nie stoi za szybą. Przy stolikach siedzą ludzie i nadal jej używają.

Jerzy Lipka i wielkie dzieło na małej skorupce

Przy tej opowieści nie sposób nie wspomnieć Jerzego Lipki z Obrowca, później z Gogolina – jednej z najważniejszych postaci opolskiej sztuki ludowej.

Kroszenia nauczył się od ciotki Marii Lipki oraz swoich sióstr. W 1968 roku zdobył pierwszą nagrodę w konkursie kroszonkarskim w Oleśnie. Potem uczestniczył w kolejnych 36 konkursach i – jak podaje Muzeum Wsi Opolskiej – za każdym razem zdobywał pierwsze miejsce. Ozdobił ponad 8500 jaj. Był też konstruktorem własnych stalowych skrobaków, działaczem i wieloletnim prezesem opolskiego oddziału Stowarzyszenia Twórców Ludowych.

Zostawił po sobie nie tylko kroszonki. Uczył dzieci, popularyzował gwarę i śląskie obyczaje, organizował konkursy, pisał i opowiadał. W 1989 roku otrzymał Nagrodę im. Oskara Kolberga. Napisał też książkę o znamiennym tytule: „O jajku prawie wszystko, czyli o wielkim dziele sztuki na małej skorupce”. Trudno o lepsze określenie tej sztuki.

Obok Lipki warto pamiętać o całej szkole opolskich twórczyń. O Rozalii Czekale z Gogolina, która wykonywała zarówno kroszonki, jak i porcelanę, o zmarłej w 2024 roku Gertrudzie Kleman, o Małgorzacie Matei ze Staniszcz Małych, która kroszenia nauczyła się od matki, a od 1983 roku malowała porcelanę dla Cepelii. Dziś opolski oddział Stowarzyszenia Twórców Ludowych skupia kolejne osoby zajmujące się jedną albo obiema tymi dziedzinami.

I tu odpowiedź na ciekawe pytanie: czy kroszonki i porcelanę robią te same osoby? Często – tak. Ale nie zawsze.

To dwie różne techniki. Kroszonkę przede wszystkim się ryje, odsłaniając spod barwnika jasną skorupkę. Porcelanę maluje się stalówką i farbami ceramicznymi, a później wypala. Jednak ornament, sposób myślenia o kompozycji i precyzja ręki mają wspólnego przodka. Dlatego twórczynie takie jak Rozalia Czekała czy Małgorzata Mateja znakomicie odnajdują się w obu światach.

A co z tymi ogromnymi jajami?

Tu robi się jeszcze ciekawiej.

Opolska kroszonka dawno przestała mieścić się wyłącznie na kurzym jajku. Zdobione są jaja gęsie, a od końca lat 90. także strusie. Muzeum Wsi Opolskiej podaje, że w 2000 roku podczas Jarmarku Wielkanocnego można było zobaczyć dziesięć strusich kroszonek, a cztery lata później już 22.

Strusie jajo to już wyższa szkoła cierpliwości. Skorupka jest twarda i chropowata, wymaga przygotowania, a samo zdobienie może zajmować wiele dni. Współcześni twórcy używają przy tak twardym materiale nawet elektrycznych wierteł dentystycznych.

Kroszonka wyrosła na pomnik

A jest jeszcze jeden, bardzo opolski rozdział tej historii. Kroszonka przestała mieścić się w dłoni. Urosła do dwóch, dwóch i pół, a nawet niemal trzech metrów i wyszła na ulice.

Takie ogromne jaja, malowane motywami nawiązującymi do tradycyjnej opolskiej kroszonki, zaczęły pojawiać się w różnych miejscach regionu. Pierwsze trafiły m.in. do Gogolina, Ozimka, Łubnian i Kolonowskiego. W Kolonowskiem wielkie zielone jajo zdobiły Małgorzata Mateja i Bożena Konieczko – i nie była to robota na jedno popołudnie. Same artystki opowiadały, że przez dwa dni udało im się namalować zaledwie kilka kwiatów.

Jedną z takich monumentalnych kroszonek można dziś zobaczyć w miejscu, przez które codziennie przewijają się tysiące ludzi – w głównym holu dworca Opole Główne. Stanęła tam w marcu 2023 roku. Ma około 2,5 metra wysokości, waży ponad 30 kilogramów, a ozdobiła ją twórczyni ludowa Agnieszka Okos. Była już jedenastą taką instalacją w regionie.

Wcześniej gigantyczna, również około 2,5-metrowa kroszonka stanęła w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Opolskiego. Wykonano ją z żywicy poliestrowej. Nie była oczywiście drapana – została pomalowana tradycyjnym wzorem i pomyślana jako pomnik opolskiej sztuki zdobienia jaj oraz ludzi, którzy ją przez pokolenia tworzyli.

Wielkie jaja pojawiły się także w Tułowicach. Tam mają nieco inną historię, bo nawiązują do miejscowej tradycji pisanek batikowych. Jedna z ustawionych w przestrzeni miasta instalacji została wzorowana na pracy Doroty Garbiec.

I chyba właśnie te olbrzymie jaja najlepiej pokazują niezwykłą drogę opolskiego ornamentu. Zaczynał na kruchej skorupce, którą można było rozbić jednym nieostrożnym ruchem. Potem przeniósł się na porcelanę. Aż w końcu urósł do rozmiarów pomnika.

To już nie jest wielkanocne jajko wkładane do koszyczka. To znak miejsca. Kto wysiada z pociągu na Opolu Głównym i staje przed ogromną, kwiecistą kroszonką, dostaje właściwie komunikat bez słów: jesteś na Opolszczyźnie.

Tyle o jajach a miało być o porcelanie. Najpierw serce, potem stalówka

Jedna z uczestniczek tegorocznego konkursu, Karina Schmidt, powiedziała rzecz, która właściwie mogłaby być puentą całej historii. Że najpierw trzeba nauczyć się prowadzić stalówkę i wykonywać kontury, a później można już pozwolić sobie na własną wyobraźnię. I że trzeba to po prostu pokochać.

Bo chyba rzeczywiście bez miłości trudno wyjaśnić, dlaczego ktoś przez kilka godzin pochyla się nad jednym talerzykiem. Dlaczego poprawia listek, którego niedoskonałości większość z nas nawet by nie zauważyła. Dlaczego przez dziesięciolecia jedni uczą następnych, jak prowadzić kreskę.

Porcelana wykonana podczas konkursu zostanie teraz wypalona w muzealnym piecu ceramicznym. Dopiero później oceni ją jury.

Na wyniki trzeba będzie poczekać do 20 września. Podczas Targów Miodów i Rękodzieła w Muzeum Wsi Opolskiej odbędzie się rozstrzygnięcie konkursu, wręczenie nagród i otwarcie wystawy pokonkursowej. W Bierkowicach będzie ją można oglądać do 12 października, później prace pojadą do Walec, Białej, Korfantowa i Grodkowa.

I dobrze, że pojadą. Bo wzór opolski nigdy nie był stworzony do tego, żeby zamknąć go w magazynie muzealnym. Wyrósł przecież z rzeczy najzwyklejszej – jajka. Potem zamieszkał na talerzu i filiżance. Dzisiaj trafia także na bombki, tkaniny, ubrania i przedmioty codziennego użytku. Sama umiejętność ręcznego malowania wzoru opolskiego została wpisana w 2019 roku na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego.

Ale najważniejszej rzeczy na żadną listę wpisać się nie da. To ten moment, kiedy człowiek bierze do ręki stalówkę, pochyla się nad białą porcelaną i przez kilka godzin robi coś, czego właściwie nie musi robić.

Robi, bo lubi. Robi, bo nauczyła go matka albo babcia. Bo zobaczył kiedyś cudzą pracę. Bo chce spróbować. Bo chce być lepszy niż rok temu. A może po prostu dlatego, że – jak powiedziała jedna z uczestniczek – to, co ma w sercu, chce przenieść na talerzyk.

I chyba właśnie tak najkrócej można zdefiniować wzór opolski.

——————————————-

Muzeum Wsi Opolskiej – sylwetki twórców ludowych i materiały o kroszonkarstwie; Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa Wsi – historia i technika opolskiej kroszonki; Stowarzyszenie Twórców Ludowych – biogramy opolskich twórców; Narodowy Instytut Dziedzictwa – Krajowa Lista Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego; Nagroda im. Oskara Kolberga – biogram Jerzego Lipki; archiwalne materiały dotyczące opolskich kroszonek i zdobionych jaj strusich.

Fot. Kapitan

Udostępnij:
Wspieraj wolne media

Skomentuj

O Autorze

Dziennikarz, publicysta, dokumentalista (radio, tv, prasa) znany z niekonwencjonalnych nakryć głowy i czerwonych butów. Interesuje się głównie historią, ale w związku z aktualną sytuacją społeczno-polityczną jest to głównie historia wycinanych drzew i betonowanych placów miejskich. Ma już 65 lat, ale jego ojciec dożył 102. Uważa więc, że niejedno jeszcze przed nim.