11 lipca po raz kolejny stał się dniem, w którym Polska zatrzymuje się, by oddać hołd ofiarom jednej z najtragiczniejszych kart swojej historii. W Opolu uroczystości Narodowego Dnia Pamięci o Polakach – Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA na ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej Polskiej odbyły się pod Pomnikiem Bojownikom o Polskość Śląska Opolskiego.

Przedstawiciele władz państwowych i samorządowych, organizacji społecznych oraz mieszkańcy złożyli kwiaty i uczcili pamięć pomordowanych. Był to dzień zadumy, ale również przypomnienia, że pamięć o ofiarach nie może oznaczać przenoszenia odpowiedzialności za zbrodnie sprzed ponad osiemdziesięciu lat na współczesnych Ukraińców.Pamięć bez nienawiści. Opole uczciło ofiary Rzezi Wołyńskiej

W przeddzień uroczystości na opolskim Placu Wolności odbyła się konferencja prasowa PSL Opolskie. Marcin Oszańca, prezes wojewódzkich struktur Polskiego Stronnictwa Ludowego, przypomniał, że ustanowienie 11 lipca świętem państwowym było efektem starań parlamentarzystów PSL.

„Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary. Po latach zastoju ruszyły wreszcie ekshumacje naszych rodaków. Ofiary odzyskują imiona i groby. Kresy to w ogromnej mierze historia polskiej wsi, dlatego ludowcy mają obowiązek nieść tę pamięć.”

Marcin Oszańca
prezes PSL Opolskie

Wznowienie prac ekshumacyjnych ma znaczenie znacznie większe niż tylko historyczne. Dla rodzin zamordowanych oznacza możliwość odnalezienia szczątków bliskich, nadania im imion i zorganizowania godnego pochówku. Puźniki, Ostrówki, Huta Pieniacka czy Ugły to nie tylko nazwy miejscowości. To miejsca cierpienia, które przez dziesięciolecia czekały na prawdę i należny szacunek.

Podczas dzisiejszych opolskich obchodów samorząd województwa reprezentował między innymi wicemarszałek Zbigniew Kubalańca. W imieniu wojewody opolskiej Moniki Jurek uczestniczyli wicewojewoda Sławomir Gradzik oraz Agnieszka Konopacka, dyrektor Biura Wojewody.

„To dzień zadumy i refleksji, przypominający o tragicznych wydarzeniach, które na trwałe zapisały się w historii naszego narodu. Pamięć o ofiarach i szacunek dla prawdy historycznej pozostają naszym wspólnym obowiązkiem.”

Zbigniew Kubalańca
wicemarszałek województwa opolskiego

Historia Wołynia jest dramatyczna i nie wolno jej przemilczać. Polscy cywile, w tym kobiety, dzieci i osoby starsze, ginęli w masowych mordach dokonywanych przez ukraińskich nacjonalistów z OUN i UPA. Wiele ofiar do dziś nie ma własnych grobów, a ich rodziny przez dziesięciolecia pozbawione były prawa do godnego pochówku bliskich.

Pamięć musi jednak służyć prawdzie, a nie współczesnej nienawiści. Dzisiejsza Ukraina nie jest Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów ani Ukraińską Powstańczą Armią. Jest państwem, które broni się przed rosyjską agresją i płaci krwią swoich obywateli również za bezpieczeństwo Polski oraz całej Europy.

Nie oznacza to, że tragiczne karty wspólnej historii należy pomijać w imię politycznej poprawności czy wojennego sojuszu. Przeciwnie. Polacy i Ukraińcy powinni wreszcie uczciwie i bez uników usiąść do rozmowy o zbrodniach, ofiarach, odpowiedzialności i pamięci. Potrzebne są ekshumacje, godne pochówki, dostęp do archiwów i jednoznaczne nazwanie tego, co wydarzyło się na Wołyniu i w Galicji Wschodniej.

Pojednanie nie może być oparte na zapomnieniu. Musi opierać się na prawdzie. Nie może jednak oznaczać zbiorowej odpowiedzialności współczesnych ludzi za zbrodnie popełnione przez skrajnych nacjonalistów osiemdziesiąt lat temu.

Najuczciwsza droga prowadzi więc pomiędzy dwoma skrajnościami. Z jednej strony nie wolno milczeć ani relatywizować zbrodni. Z drugiej – nie wolno wykorzystywać pamięci ofiar do szczucia na Ukraińców, którzy dziś walczą i giną w obronie własnego kraju przed rosyjskim imperializmem.

Ofiary wołają o pamięć, nie o zemstę. A żywi powinni mieć odwagę rozmawiać, przeprosić, przebaczyć i pojednać się tak, aby prawda historyczna nie dzieliła kolejnych pokoleń, lecz stała się fundamentem dojrzałych stosunków polsko-ukraińskich.

Fot. CMZJMZ

Udostępnij:
Wspieraj wolne media

Skomentuj

O Autorze

Dziennikarz, publicysta, dokumentalista (radio, tv, prasa) znany z niekonwencjonalnych nakryć głowy i czerwonych butów. Interesuje się głównie historią, ale w związku z aktualną sytuacją społeczno-polityczną jest to głównie historia wycinanych drzew i betonowanych placów miejskich. Ma już 65 lat, ale jego ojciec dożył 102. Uważa więc, że niejedno jeszcze przed nim.