Jeszcze niedawno śmialiśmy się z e-maili od „księcia z Nigerii”. Później przyszły telefony od fałszywych wnuczków i policjantów. Dziś oszuści poszli o krok dalej – dzwonią na wideorozmowę. W mundurze. Z policyjnym tłem. Patrzą prosto w oczy i przekonują, że ratują nasze pieniądze. Problem w tym, że zabierają je znacznie skuteczniej niż ich poprzednicy.
Przestępcy bardzo dobrze zrozumieli, że ludzie wierzą temu, co widzą. Skoro rozmówca ma mundur, policyjne emblematy i zachowuje się jak funkcjonariusz, łatwiej uwierzyć, że mówi prawdę. A jeśli chwilę później do rozmowy dołącza rzekomy pracownik banku, cała historia zaczyna wyglądać wyjątkowo wiarygodnie.
To już nie są prymitywne oszustwa sprzed kilku lat. To przemyślane scenariusze, w których każdy element ma wzbudzić zaufanie i wywołać strach. Najpierw pojawia się informacja o zagrożonych oszczędnościach albo kredycie zaciąganym na nasze dane. Potem presja czasu. Na końcu pada propozycja jedynego „bezpiecznego” rozwiązania – przelania pieniędzy na specjalne konto techniczne.
I właśnie w tym momencie warto przypomnieć sobie jedną prostą zasadę.
Policjant nigdy nie zadzwoni, by poprosić o przelanie pieniędzy. Bank również tego nie zrobi.
Nigdy.
To zdanie powinno być dziś równie oczywiste jak to, że nie podaje się obcym numeru PIN do karty. Tymczasem oszuści doskonale wiedzą, że człowiek przestraszony nie analizuje faktów. Reaguje emocjami. A emocje są ich najskuteczniejszą bronią.
Technologia, która miała ułatwiać życie, staje się narzędziem przestępców. Wideorozmowy, sztuczna inteligencja, coraz lepsza jakość obrazu i dźwięku sprawiają, że oszustwo przestaje być łatwe do rozpoznania. Za chwilę możemy mieć problem z odróżnieniem prawdziwego człowieka od cyfrowej manipulacji.
Dlatego najlepszym zabezpieczeniem wcale nie są kolejne aplikacje ani nowe programy antywirusowe. Jest nim odrobina nieufności.
Jeżeli ktoś podczas rozmowy wideo wywołuje panikę, każe działać natychmiast i domaga się przelewu – należy zakończyć połączenie. Bez tłumaczenia. Bez dyskusji. Potem samodzielnie zadzwonić na oficjalną infolinię banku lub, jeśli sytuacja rzeczywiście wydaje się podejrzana, na numer alarmowy Policji.
Bo w czasach, gdy nawet obraz przestaje być dowodem prawdy, najbezpieczniej jest nie wierzyć nikomu, kto próbuje nas przestraszyć i jednocześnie sięgnąć do naszego konta.




