27 maja to dzień, w którym polski samorząd – ten codzienny, zwyczajny, czasem niedoskonały – obchodzi swoje święto. I choć w kalendarzu nie świeci się na czerwono, to w pamięci wielu z nas ma kolor bardzo wyrazisty: kolor odpowiedzialności. Bo przecież 36 lat temu, w 1990 roku, Polacy po raz pierwszy od zakończenia wojny poszli do urn w wyborach naprawdę wolnych. Nie po to, by decydować o wielkiej polityce, ale o czymś znacznie bliższym: o własnym podwórku, ulicy, gminie. O tym, czy chodnik będzie równy, czy szkoła będzie ciepła zimą, czy autobus przyjedzie na czas. To był moment, w którym państwo — po raz pierwszy od dekad — oddało obywatelom ster do ich własnych spraw.

W Sosnowcu, Opolu, Warszawie, Gdańsku, Kopernikach, Pokoju – w małych gminach i dużych miastach – wszędzie tam widać, jak bardzo zmieniła nas ta decyzja sprzed lat. Nowe boiska, place zabaw, drogi, transport, tereny zielone, inwestycje w kulturę i edukację. To nie są cuda. To nie są prezenty z nieba. To efekt pracy ludzi, którzy często pozostają anonimowi.

I właśnie o tym przypomina starosta opolski Henryk Lakwa, kiedy mówi:

„Samorząd to nie urząd. Samorząd to ludzie.”

To zdanie powinno wisieć na ścianie każdego urzędu, szkoły i remizy. Bo samorząd to nie tylko radni i wójtowie. To – jak podkreśla Lakwa – „nauczyciel w naszej szkole, strażak OSP biegnący do alarmu, pracownicy PCPR, DPS, poradni, Zarządu Dróg, wydziałów i jednostek, o których nie myślimy… dopóki nie są potrzebni.”

I trudno o bardziej trafną definicję.

Samorząd nie jest wolny od wad. Czasem coś trwa za długo, czasem można zrobić szybciej, lepiej, mądrzej. Ale Lakwa mówi wprost:

„Wiem jedno: każdego dnia tysiące ludzi w samorządach w całej Polsce po prostu uczciwie robi swoją robotę. Bez fleszy. Bez wielkich słów. Za to z odpowiedzialnością.”

I to jest chyba najuczciwsze podsumowanie. Samorząd nie jest od wielkich deklaracji. Jest od tego, by działać — czasem po cichu, czasem w cieniu, ale zawsze blisko ludzi.

W świecie, w którym wszystko próbuje się zawłaszczyć, podpisać, opatrzyć logo, słowa starosty brzmią jak manifest:

„Samorząd działa najlepiej wtedy, kiedy nie jest ‘czyjś’. Tylko nasz.”

To zdanie powinno być mottem każdej lokalnej wspólnoty. Bo samorząd nie jest od tego, by być trofeum politycznym. Ma być narzędziem – wspólnym, praktycznym, codziennym.

Dlatego 27 maja nie jest tylko datą w kalendarzu. To dzień, w którym warto powiedzieć „dziękuję” tym wszystkim, którzy dbają o to, by nasze miasta i wsie działały. Jak mówi Lakwa:

„Dziękuję wszystkim pracownikom i współpracownikom Powiatu Opolskiego, radnym, sołtysom, burmistrzom, wójtom, służbom i organizacjom społecznym, którzy współtworzą naszą lokalną wspólnotę.”

I trudno się z tym nie zgodzić. Bo samorząd to nie abstrakcja. To ludzie, którzy każdego dnia —- czasem w błocie, czasem przy biurku, czasem w nocy – robią coś dla innych.

A może to właśnie jest najważniejsza lekcja 27 maja? Że demokracja zaczyna się nie w parlamencie, ale na osiedlu. Że wspólnota nie powstaje w gabinetach, ale na zebraniach mieszkańców. Że odpowiedzialność nie jest wielkim słowem, tylko codziennym gestem.

I że samorząd – choć nieidealny – jest jednym z najpiękniejszych dowodów na to, że Polacy potrafią brać sprawy w swoje ręce.

Udostępnij:
Wspieraj wolne media

Skomentuj

O Autorze

Dziennikarz, publicysta, dokumentalista (radio, tv, prasa) znany z niekonwencjonalnych nakryć głowy i czerwonych butów. Interesuje się głównie historią, ale w związku z aktualną sytuacją społeczno-polityczną jest to głównie historia wycinanych drzew i betonowanych placów miejskich. Ma już 65 lat, ale jego ojciec dożył 102. Uważa więc, że niejedno jeszcze przed nim.