Jednogłośna decyzja Rady Miasta Opola o nadaniu skwerowi przy pomniku „Brońmy Swego Opolskiego” imienia Ryszarda Zembaczyńskiego jest gestem ważnym i potrzebnym. To miejsce nie zostało wybrane przypadkowo – właśnie tam najlepiej widać, za co były wojewoda i wieloletni prezydent miasta zapłacił najwyższą polityczną cenę. Tyle że trudno oprzeć się wrażeniu, iż dla człowieka tej miary to dopiero początek, a nie zwieńczenie pamięci.
Są ludzie, których dorobek mierzy się liczbą przecinanych wstęg. Są też tacy, których zapamiętuje się dlatego, że w najtrudniejszym momencie potrafili powiedzieć „nie”, nawet jeśli oznaczało to koniec kariery. Do tej drugiej grupy bez wątpienia należał Ryszard Zembaczyński.
Kiedy pod koniec lat dziewięćdziesiątych ważyły się losy województwa opolskiego, nie stanął po stronie politycznej wygody. Jako wojewoda sprzeciwił się planom likwidacji regionu. Zapłacił za to stanowiskiem, ale Opolszczyzna pozostała na mapie administracyjnej Polski. Dziś trudno wyobrazić sobie region bez własnego samorządu, instytucji czy funduszy rozwojowych. Warto pamiętać, że nic z tego nie było dane raz na zawsze.
Później przez dwanaście lat kierował Opolem jako prezydent miasta. Jak każdy samorządowiec miał zwolenników i krytyków. Nie wszystkie decyzje spotykały się z powszechną akceptacją. Jednak nawet polityczni przeciwnicy potrafią dziś powiedzieć o nim to, co podczas sesji Rady Miasta przyznał przewodniczący klubu PiS Michał Nowak – że był wielkim samorządowcem i człowiekiem oddanym Opolu. Takie słowa z ust oponentów znaczą często więcej niż najgorętsze pochwały własnego środowiska.
Dlatego wybór skweru przy pomniku „Brońmy Swego Opolskiego” wydaje się trafiony. To miejsce ma swoją historię i symbolikę. Przypomina o walce o zachowanie województwa oraz o człowieku, który w tej walce odegrał jedną z kluczowych ról.
Jednocześnie trudno nie odnieść wrażenia, że to wyróżnienie jest skromne wobec skali jego zasług. W Opolu stoją pomniki ludzi, którzy zapisali się w historii miasta. Jednym z najbardziej rozpoznawalnych jest monument Karola „Papy” Musioła – pierwszego Gospodarza Miasta i legendy opolskiego festiwalu. I słusznie, bo kultura buduje tożsamość miasta.
Ale czy człowiek, który współdecydował o tym, że Opole pozostało stolicą województwa, nie zasługuje na równie wyraziste upamiętnienie? Czy za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat kolejni mieszkańcy będą wiedzieli, kim był patron niewielkiego skweru? Czy raczej miną tabliczkę, nie zastanawiając się nad jej znaczeniem?
Może właśnie dlatego warto już dziś myśleć odważniej. Skwer jest potrzebny. Jest symbolem. Jest gestem wdzięczności. Ale historia Ryszarda Zembaczyńskiego i jego wkład w rozwój Opola oraz obronę województwa wydają się większe niż kilka ławek i tablica z nazwą.
Nie umniejszając dzisiejszej decyzji radnych, można powiedzieć jedno: to dobre upamiętnienie. Chwilowo dobre. Bo są postacie, których znaczenie z biegiem lat tylko rośnie. I być może kiedyś Opole uzna, że człowiek, który pomógł ocalić jego rangę jako stolicy regionu, zasłużył na pomnik równie trwały, jak pamięć o jego dokonaniach.
Fot. Melonik



