W obliczu politycznych ataków i medialnych spekulacji, starosta nyski Daniel Palimąka podjął zdecydowany krok w celu pełnego wyjaśnienia sprawy wydatków samorządowych. Włodarz powiatu złożył wniosek o zawieszenie członkostwa w Koalicji Obywatelskiej, deklarując jednocześnie pełną otwartość na współpracę z organami kontrolnymi.
Sprawa, która stała się zarzewiem politycznego sporu, dotyczy rzekomych nieprawidłowości przy realizacji kart podarunkowych. Starosta Palimąka, nie czekając na dalszy rozwój wypadków, sam wyszedł z inicjatywą wyjaśnienia wszelkich wątpliwości, by przeciąć falę domysłów i chronić dobre imię samorządu.
„Nie czyniłem żadnych zakupów prywatnych”
W opublikowanym oświadczeniu Daniel Palimąka kategorycznie odpiera zarzuty sugerujące, jakoby środki
publiczne były wykorzystywane do celów osobistych. Starosta podkreśla, że obecna sytuacja jest wykorzystywana jako narzędzie do walki politycznej, na co nie ma jego zgody.
Daniel Palimąka – Starosta Nyski „Zaznaczam po raz kolejny, że nie czyniłem żadnych zakupów prywatnych z funduszy samorządu powiatu, ani też nie realizowałem kart podarunkowych na swoją rzecz”.
Starosta wskazuje również, że zarówno on, jak i podlegli mu pracownicy Starostwa, aktywnie uczestniczą w trwających procedurach sprawdzających.
Daniel Palimąka o współpracy z organami: „Trwają postępowania kontrolne i wyjaśniające w sprawie (…) a zarówno ja, jak i pracownicy Starostwa w pełni współpracujemy, aby wyjaśnienie sprawy było rzetelne i kompletne”.
Ciągłość pracy dla mieszkańców
Mimo decyzji o zawieszeniu aktywności partyjnej, Daniel Palimąka nie rezygnuje z wypełniania mandatu zaufania społecznego. Nadal pozostaje członkiem klubu radnych KO i będzie sprawował funkcję starosty w ramach dotychczasowej koalicji (KO-PSL-Forum Samorządowe 2002).
Włodarz powiatu nyskiego zaznacza, że jego priorytetem pozostaje praca na rzecz lokalnej społeczności, a polityczne zawirowania nie wpłyną na jakość zarządzania regionem. Jak sam podkreśla, jest przekonany, że rzetelne śledztwo oczyści go z niesłusznych podejrzeń, a cała sytuacja zostanie wkrótce definitywnie wyjaśniona.
Marynarka Starosty
Polska polityka lokalna ma to do siebie, że wielkie słowa często zaczynają się od bardzo małych rzeczy. A czasem wręcz od… marynarki. W Nysie wystarczyła właśnie ona, by rozpętać burzę, która – jak to bywa – szybko przestała dotyczyć ubrań, a zaczęła mówić o zaufaniu, pieniądzach publicznych i politycznej wojnie. Bo przecież nie chodzi o samą marynarkę. Chodzi o coś znacznie ważniejszego – o to, czy publiczne pieniądze są traktowane jak wspólna kasa, czy jak portfel „do dyspozycji”. Nawet jeśli kwoty nie są wielkie, to symbolika jest ogromna. W końcu obywatel, który płaci podatki, ma prawo oczekiwać, że finansuje drogi, szkoły i szpitale, a nie garderobę polityków. Z drugiej strony, polska polityka zna też drugą prawdę: czasem z igły robi się widły. Wystarczy kilka faktur, kilka insynuacji i już mamy „aferę”, która żyje własnym życiem, zanim jeszcze ktokolwiek ustali fakty. Wtedy marynarka przestaje być marynarką, a staje się narzędziem politycznej walki.
Najciekawsze w takich historiach jest jednak to, jak bardzo są one… polskie. Nie wielkie kontrakty, nie miliardy, nie międzynarodowe interesy. U nas afery często zaczynają się od paragonu, faktury i – jak w Nysie – od marynarki. Trochę to śmieszne, trochę smutne, a trochę pouczające.
Bo w gruncie rzeczy cała ta „afera marynarkowa” przypomina, że w polityce nie ma drobiazgów. Czasem wystarczy jedno ubranie, by ktoś stracił polityczny komfort. A czasem – by ktoś inny próbował go odebrać.
A czasami chodzi nie o marynarkę tylko na przykład o szpital, i o to by zniszczyć człowieka – jeśli jest po drugiej stronie sporu politycznego.
Fot. Starostwo Powiatowe w Nysie



