Tegoroczny Dzień Weterana Działań Poza Granicami Państwa był przypomnieniem, że historia polskich misji pokojowych nie zaczęła się wczoraj i nie kończy się na podręcznikowych fotografiach z Afganistanu. Tworzyli ją także ludzie z Opolszczyzny – ci, którzy z biało-czerwoną flagą na ramieniu, w najdalszych zakątkach globu, budowali pokój często tam, gdzie nikt inny nie potrafił.

Opole potrafi z szacunkiem pochylić głowę przed ludźmi, których życiorysy znaczone są piaskami Egiptu, chłodem Bałkanów czy niebezpieczeństwem afgańskich przełęczy. Organizowane przez Koło nr 25 Stowarzyszenia Kombatantów Misji Pokojowych ONZ uroczystości stały się żywą lekcją historii, w której odznaczenia i listy gratulacyjne były jedynie skromną oprawą dla znacznie ważniejszej wartości: pamięci.

Egipt. Syria. Nigeria. Indochiny. Potem Bałkany, Kambodża, Irak, Afganistan. Nazwy kolejnych konfliktów i kryzysów przewijały się podczas uroczystości niczym rozdziały jednej, bardzo długiej opowieści. Opowieści o żołnierzach wysyłanych tam, gdzie świat potrzebował choćby kruchego zawieszenia broni.

– Najpierw były misje obserwacyjne i pokojowe pod flagą ONZ, później przyszły bardziej niebezpieczne działania stabilizacyjne. Opolscy żołnierze byli obecni właściwie wszędzie tam, gdzie Polska brała odpowiedzialność za bezpieczeństwo i pokój – mówił płk. Edward Łakomy, przypominając kolejne dekady zagranicznych misji.

I właśnie w tym tkwi chyba najważniejszy sens takich uroczystości. Nie w samych medalach, sztandarach czy odczytywanych nazwiskach. Ale w pamięci. Bo państwo bardzo często przypomina sobie o swoich żołnierzach wtedy, gdy wracają z sukcesem albo gdy wracają w ciszy. Tymczasem większość misji pokojowych wyglądała zupełnie inaczej – były długim, żmudnym pilnowaniem kruchego porządku świata.

Na Placu Wolności widać było ludzi, którzy mają dziś siwe włosy, spokojniejsze kroki i coraz więcej wspomnień. Dla nich takie spotkania są czymś więcej niż oficjalnym ceremoniałem. To dowód, że ktoś jeszcze pamięta.

– Z Opolszczyzny wyjeżdżało na misje naprawdę wielu ludzi. Dla części z nich najważniejsze jest dziś zwykłe ludzkie uznanie i świadomość, że ich służba nie została zapomniana- podkreślał wicewojewoda Piotr Pośpiech.

Najbardziej wymownym elementem uroczystości nie były odznaczenia ani oficjalne przemówienia. Tylko obecność. Pocztów sztandarowych, rodzin, młodzieży i samych weteranów, którzy mimo upływu lat wciąż potrafią stanąć razem pod biało-czerwoną flagą. Bo misje pokojowe ONZ przez dekady miały być symbolem nadziei, że świat można uspokoić bez kolejnej wojny. Dziś, gdy Europa znów patrzy na konflikt tuż za swoją granicą, tamte doświadczenia nabierają zupełnie nowego znaczenia. Uroczystość – z hymnem, podniesieniem flagi i pocztami sztandarowymi- była piękną klamrą spinającą przeszłość z teraźniejszością. Widok dzieci zaangażowanych w konkursy plastyczne, stojących ramię w ramię z kombatantami, daje nadzieję, że o tym, co znaczy „służba” i „poświęcenie”, nie zapomnimy w Opolu nawet wtedy, gdy ostatni z weteranów misji ONZ złoży swój mundur do szafy.

I może dlatego warto było zatrzymać się choć na chwilę na opolskim Placu Wolności. By przypomnieć sobie, że pokój nigdy nie był dany raz na zawsze – i że bardzo często pilnowali go ludzie, o których na co dzień mówi się zbyt rzadko.

Fot. UWWO

Udostępnij:
Wspieraj wolne media

Skomentuj

O Autorze

Dziennikarz, publicysta, dokumentalista (radio, tv, prasa) znany z niekonwencjonalnych nakryć głowy i czerwonych butów. Interesuje się głównie historią, ale w związku z aktualną sytuacją społeczno-polityczną jest to głównie historia wycinanych drzew i betonowanych placów miejskich. Ma już 65 lat, ale jego ojciec dożył 102. Uważa więc, że niejedno jeszcze przed nim.