44 interwencje, 35 zalanych piwnic, dwa nieznacznie zalane mieszkania, sześć powalonych konarów i pożar transformatora. Tak wygląda ostateczny bilans gwałtownej ulewy w gminie Głuchołazy. Miasto wydało specjalny komunikat, bo z poniedziałkowego oberwania chmury zdążono już zrobić niemal powtórkę katastrofalnej powodzi z 2024 roku. A skoro powódź, to oczywiście musi być Tusk.

Głuchołazy mają po wrześniu 2024 roku pełne prawo bać się wody. Wystarczy kilkanaście minut gwałtownego deszczu, woda płynąca ulicą i zdjęcia zalanych posesji, żeby ludziom wróciły obrazy sprzed dwóch lat. Dlatego poniedziałkowej ulewy nie wolno bagatelizować. Ale nie należy jej też zamieniać w coś, czym nie była. Miasto i Gmina Głuchołazy zdecydowały się wydać specjalny komunikat właśnie dlatego, że w przestrzeni publicznej zaczął powstawać obraz miasta ponownie zniszczonego przez powódź.

Po gwałtownych opadach deszczu sytuacja w Gminie Głuchołazy wróciła do normy. Odnotowano 44 interwencje: 35 dotyczyło zalanych piwnic, dwie nieznacznie zalanych mieszkań, sześć powalonych konarów drzew, a jedna pożaru transformatora.

Uciekające ulicami strumienie wyglądały dramatycznie. Zalana została Biblioteka Miejsko-Gminna, kotłownia żłobka, częściowo piwnica niepublicznego liceum, uszkodzone zostało również pokrycie jego dachu. W Bodzanowie wystąpił z brzegów potok. Strażacy mieli pełne ręce roboty.

To wszystko prawda.

Ale prawdą jest również to, że nie była to powtórka z września 2024 roku. Nie było zniszczonego miasta. Nie było setek zalanych mieszkań. Nie było katastrofy infrastrukturalnej. Hotele i ośrodki działają normalnie. Po ustaniu opadów usunięto szlam, oczyszczono studzienki, ulice i chodniki. I właśnie w tym miejscu kończy się meteorologia, a zaczyna polityka.

Tusk znowu sprowadził deszcz

Politycy prawicy bardzo szybko odkryli bowiem, że nad Głuchołazami padało nie tyle z chmur, ile najwyraźniej z winy rządu. Do ataku ruszyli między innymi opolscy politycy PiS, w tym Katarzyna Czochara i Wojciech Komarzyński. Pojawiły się porównania do powodzi z 2024 roku, pytania o pieniądze wydane po tamtej katastrofie i oczywiście Donald Tusk.

Mechanizm jest już dobrze znany.: pada deszcz,  woda płynie ulicą, robimy zdjęcie, przypominamy powódź, dodajemy Tuska -i kampania gotowa.

Nie tylko my dostrzegliśmy absurd takiej konstrukcji. „Opolska 360” zwróciła uwagę, że politycy PiS zaczęli sugerować, iż setki milionów przeznaczonych na Głuchołazy po powodzi w 2024 roku zostały zmarnowane, skoro po kilkunastominutowej ulewie na ulicach ponownie pojawiła się woda.

Tylko co właściwie miał zrobić Donald Tusk? Zbudować nad Głuchołazami dach?

Dwa lata po katastrofie pytania są potrzebne

Żeby była jasność: politycy mają pełne prawo pytać o zabezpieczenia przeciwpowodziowe Głuchołaz. My również będziemy pytać. Dlaczego woda wdarła się właśnie w te miejsca? Czy kanalizacja deszczowa ma odpowiednią przepustowość? Czy wszystkie studzienki były drożne? Co stało się w Bodzanowie? Jak przebiegają inwestycje zapowiedziane po 2024 roku? Co już wykonano, co jest w budowie, a co nadal istnieje wyłącznie w dokumentacji Sami mieszkańcy zwracali uwagę na drożność kanalizacji i skuteczność zabezpieczeń, a burmistrz Paweł Szymkowicz przyznawał, że trzeba ustalić, którędy woda dostała się do dwóch mieszkań.

Tak właśnie powinna wyglądać kontrola władzy.

Ale powiedzenie po każdym oberwaniu chmury: patrzcie, nic nie zrobili, Głuchołazy znowu zalane – nie jest kontrolą władzy. Jest politycznym wykorzystaniem lęku ludzi, którzy prawdziwą powódź już przeżyli.

Komarzyńskiemu ostatnio często pada

Wojciech Komarzyński wyrasta zresztą ostatnio na regionalnego specjalistę od sytuacji, w których można zrobić polityczną powódź nawet bez odpowiednio wysokiego poziomu wody. Dopiero co mieliśmy historię nagród dla pracowników Opolskiego Urzędu Wojewódzkiego. Tam również wystarczyło ustawić obok siebie odpowiednie liczby i dodać słowo „powódź”.

513 tysięcy złotych w Opolu, 157 tysięcy na Dolnym Śląsku, 18,5 tysiąca na Śląsku.

Brzmiało znakomicie. Dopóki nie zaczęło się sprawdzać, co właściwie te liczby oznaczają. Pieniądze dla opolskich urzędników nie pochodziły z funduszu pomocy dla powodzian. Były wypłacane z ustawowego Funduszu Nagród. Powodzianie nie dostali przez to ani złotówki mniej.Ale zanim ten mało widowiskowy szczegół zdążył dogonić przekaz, polityczna fala już ruszyła. Teraz mechanizm jest podobny.

Katastrofa najlepiej wygląda na Facebooku

W polityce katastrofa ma pewną przewagę nad normalnością. Normalność jest potwornie nudna. „35 zalanych piwnic, służby wypompowały wodę, ulice posprzątano” – kto to będzie udostępniał?

Ale:

„GŁUCHOŁAZY ZNOWU POD WODĄ! GDZIE SĄ MILIONY?!” To już pracuje. Zwłaszcza dwa lata przed wyborami parlamentarnymi.

Katarzyna Czochara, Wojciech Komarzyński i inni politycy opozycji oczywiście mają prawo wykorzystywać każdąGłuchołazy po ulewie. Woda opadła, polityczna fala jeszcze nie okazję do rozliczania rządu. Na tym między innymi polega polityka. Problem zaczyna się wtedy, kiedy najpierw potrzebna jest teza, a dopiero potem dobiera się do niej skalę wydarzenia.

Poniedziałkowa ulewa nie dowodzi przecież, że po powodzi 2024 roku niczego w Głuchołazach nie zrobiono. Tak samo jak każda kałuża po przebudowie drogi nie dowodzi, że cała droga została źle wybudowana. Może natomiast wskazywać konkretne miejsca, w których zabezpieczenia nadal zawodzą. I właśnie je należy wskazać, zbadać i naprawić.

 Na szczęście jest komunikat

Dlatego komunikat gminy jest potrzebny. Nie po to, żeby powiedzieć mieszkańcom, że „nic się nie stało”. Bo stało się. Ludzie mieli wodę w piwnicach, dwie rodziny w mieszkaniach, ucierpiały instytucje publiczne, służby interweniowały dziesiątki razy. Ale również po to, żeby powiedzieć: Głuchołazy nie zostały ponownie zniszczone przez powódź. Sytuację opanowano. Miasto funkcjonuje. Hotele i ośrodki są otwarte. Drogi i ulice zostały oczyszczone.

To szczególnie ważne w mieście, które potrzebuje turystów i próbuje stanąć gospodarczo na nogi po prawdziwej katastrofie. Bo polityczny wpis można napisać w trzy minuty. Odbudowywanie opinii miasta, do którego ludzie nie boją się przyjechać, trwa znacznie dłużej. I może właśnie dlatego przed następnym ogłoszeniem kolejnej katastrofy warto przez chwilę zaczekać na bilans.

Deszcz w Głuchołazach przestał padać. Woda opadła. Tylko kampania wyborcza, jak zwykle, ani myśli.

Fot. Miasto i Gmina Głuchołazy

 

Udostępnij:
Wspieraj wolne media

Skomentuj

O Autorze

Dziennikarz, publicysta, dokumentalista (radio, tv, prasa) znany z niekonwencjonalnych nakryć głowy i czerwonych butów. Interesuje się głównie historią, ale w związku z aktualną sytuacją społeczno-polityczną jest to głównie historia wycinanych drzew i betonowanych placów miejskich. Ma już 65 lat, ale jego ojciec dożył 102. Uważa więc, że niejedno jeszcze przed nim.