Karolinka szła do Gogolina od dziesięcioleci. Śpiewała o tym cała Polska, dzieci uczyły się piosenki w szkołach, zespoły ludowe wykonywały ją na tysiąc sposobów, a Karliczek uparcie dreptał za swoją wybranką. I właściwie tylko jednego brakowało – żeby po przyjeździe do Gogolina człowiek mógł naprawdę ruszyć ich śladem.

No to już może.

W Gogolinie oficjalnie otwarto Centrum Karolinki – CarolinaArt oraz zainaugurowano Szlak Karolinki. Pierwsze figurki najsłynniejszej mieszkanki – albo przynajmniej bohaterki – Gogolina już pojawiły się w mieście. Docelowo będzie ich dziesięć, a potem Karolinka ma ruszyć dalej, również do sołectw.

Centrum Karolinki powstało w miejscu dawnej Nutka Cafe przy Gminnym Ośrodku Kultury. To ważne, bo nie urządzono kolejnej sali, do której wchodzi się wyłącznie z okazji akademii, przecina wstęgę i wygłasza przemówienie. CarolinaArt ma być przestrzenią edukacyjną, wystawienniczą i warsztatową, ale także kawiarenką kulturalną. Takim miejscem, gdzie ludzie po prostu mogą się spotkać.

„Nie mieliśmy w Gogolinie takiej kawiarenki kulturalnej. Bardzo mi zależało, żeby taka zaistniała, gdzie w mniejszym gronie, w swobodnym, nowoczesnym miejscu możemy się spotkać i porozmawiać”. – Krzysztof Reinert, burmistrz Gogolina

Na realizację przedsięwzięcia Gogolin otrzymał ponad 300 tysięcy złotych dofinansowania. Centrum powstało w ramach partnerskiego projektu „Wzmocnienie potencjału i zwiększenie dostępności do obiektów kultury w Aglomeracji Opolskiej”, współfinansowanego z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w programie Fundusze Europejskie dla Opolskiego 2021–2027.

Brzmi urzędowo. Na szczęście efekt urzędowo nie wygląda. Bo Karolinka dostała właśnie drugie życie. I telefon bardzo się przy tym przyda.

Wraz z CarolinaArt otwarto Szlak Karolinki. Pierwsze figurki pojawiły się już w Gogolinie. Jedna czeka przy Centrum Przesiadkowym, kolejne Karolinki i Karliczki mają prowadzić mieszkańców i turystów przez miejsca związane z historią miasta.

Każda figurka będzie wyposażona w kod QR. Skanujemy i dostajemy informacje o miejscu, przy którym właśnie stoimy. Całość zostanie połączona z grą miejską.

„Będą kody QR, które będzie można skanować i przez aplikację zdobywać informacje o różnych miejscach. Mamy nadzieję, że turyści przybywający do Gogolina spotkają się z ciekawą ofertą”. – Sabina Niewianda, zastępca dyrektora Gminnego Ośrodka Kultury w Gogolinie

Czyli mówiąc po ludzku: zamiast tablicy z trzema stronami drobnego druku, której nikt poza autorem nie przeczyta do końca, będzie zabawa, spacer i historia podana przez telefon. Można kręcić nosem, że kiedyś wystarczał przewodnik. Owszem. Kiedyś wystarczała też budka telefoniczna.

Karolinki i Karliczki mają opowiadać między innymi o gogolińskich piecach wapienniczych czy Sanktuarium św. Jacka. Docelowo w mieście ma stanąć dziesięć figurek. Na tym jednak nie koniec.

„Będzie można przyjechać do Gogolina i szlakiem Karolinek i Karliczków poruszać się po naszej miejscowości. Karolinki będą również w sołectwach. Każde z nich będzie miało swoją malutką Karolinkę”. – Piotr Giecewicz, zastępca burmistrza Gogolina

I to może być najlepsza część całego pomysłu. Bo turysty nie zatrzymuje się dziś hasłem: „mamy bogatą historię”. Bogatą historię ma niemal każda miejscowość, przynajmniej według folderu wydanego przez własny urząd. Turystę trzeba zaciekawić, wyciągnąć z samochodu i dać mu powód, żeby przeszedł jeszcze dwie ulice.

W Gogolinie tym powodem ma być Karolinka.

Otwarcie Centrum i szlaku połączono z Letnią Strefą pod Arkadami. Była muzyka, spotkania i rozmowy. Zagrał zespół ZAKUKA, prezentujący współczesne brzmienia inspirowane śląską tradycją, a na scenie pojawił się również Mariusz Totoszko.

W inauguracji uczestniczyła wicemarszałkini województwa opolskiego Zuzanna Donath-Kasiura.

„Nowe miejsca nabierają znaczenia wtedy, gdy wypełniają je ludzie, historia i wspólne przeżycia”. – Zuzanna Donath-Kasiura, wicemarszałkini województwa opolskiego

I akurat tutaj trudno się nie zgodzić. Bo lokalnej tradycji nie da się uratować, zamykając ją w gablocie, przykrywając serwetką i wyciągając dwa razy w roku, kiedy przyjeżdża delegacja. Tradycja, której nikt nie dotyka, nie słucha i o której nikt nie opowiada, bardzo szybko zamienia się w eksponat z tabliczką: „prosimy nie dotykać”.

Gogolin zrobił coś znacznie rozsądniejszego. Dał Karolince kody QR, aplikację i wypuścił ją na miasto.

Niech chodzi. W końcu z chodzenia jest znana.

Teraz pozostaje tylko pytanie, czy Karliczek wreszcie ją dogoni. W piosence jakoś mu nie szło, ale dziś ma łatwiej. Są smartfony, kody QR i Centrum Przesiadkowe. A jeśli nadal zabłądzi, wystarczy zeskanować Karolinkę. Gogolin najwyraźniej postanowił udowodnić, że tradycja nie musi pachnieć naftaliną. Może mieć aplikację, grać koncerty i siedzieć z ludźmi przy kawie.

I bardzo dobrze. Bo Karolinka poszła do Gogolina już dawno temu. Najwyższy czas, żebyśmy wreszcie mogli pójść jej śladem.

Fot. GCK Gogolin

 

Udostępnij:
Wspieraj wolne media

Skomentuj

O Autorze

Dziennikarz, publicysta, dokumentalista (radio, tv, prasa) znany z niekonwencjonalnych nakryć głowy i czerwonych butów. Interesuje się głównie historią, ale w związku z aktualną sytuacją społeczno-polityczną jest to głównie historia wycinanych drzew i betonowanych placów miejskich. Ma już 65 lat, ale jego ojciec dożył 102. Uważa więc, że niejedno jeszcze przed nim.