Wystawa lwowskiej artystki i wieczór z ukraińskim kinem już za nami. Przed nami literatura, ukraiński folk połączony z elektroniką, opowieści kobiet żyjących w cieniu wojny i mocny reporterski finał z Wojciechem Tochmanem. W Opolu trwa Unia Kultur Polska-Ukraina 2026 – cykl, który nie próbuje opowiadać o polsko-ukraińskim sąsiedztwie za pomocą konferencyjnych formułek. Zamiast nich proponuje spotkanie z człowiekiem, książką, obrazem, muzyką i filmem.
To ważne rozróżnienie, bo tegoroczna Unia Kultur już się rozpoczęła. Projekt trwa od 23 sierpnia do 17 września, a jego organizatorem jest Opolski Oddział Wojewódzki Stowarzyszenia Współpracy Polska-Wschód. Sama inicjatywa nie jest nowa – realizowana jest od 2024 roku i służy budowaniu dialogu oraz relacji polsko-ukraińskich poprzez kulturę, sztukę, edukację i poznawanie tradycji. Tegoroczny cykl finansowo wspierają Urząd Miasta Opola oraz Samorząd Województwa Opolskiego. Wszystkie wydarzenia są bezpłatne.
Organizatorzy mówią wprost, że chodzi im o dobrosąsiedztwo, wielokulturowe dziedzictwo regionu i integrację międzykulturową. Brzmi poważnie, ale program skonstruowano tak, żeby te hasła można było zwyczajnie przeżyć – przy obrazie, książce, muzyce czy filmie.
Pierwsze dwa rozdziały już napisane
Unia Kultur rozpoczęła się 23 sierpnia w Domu Sztuki ŻAR wystawą „Najlepsze niemodne zajęcie” Natalii Nosovej. To pochodząca ze Lwowa, od lat mieszkająca w Opolu absolwentka Wydziału Sztuki Uniwersytetu Opolskiego, graficzka i ilustratorka współpracująca m.in. z ukraińskim wydawnictwem Stary Lew, której prace ukazywały się także w „Znaku” i „Piśmie. Magazynie Opinii”. Pokazała ilustracje do książki Liubow Zagorowskiej.
Wernisaż miał także muzyczny akcent – na fortepianie zagrała Eliso Kartozia-Kichun.
Druga odsłona odbyła się w środę, 26 sierpnia, w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej. Najpierw Natalia Nosova poprowadziła warsztaty artystyczne „Ptaki wolności”, później przyszedł czas na kino pod gwiazdami i film „Jesteś wszechświatem” Pawła Ostrikowa.
To ukraińskie science fiction, ale tylko z pozoru opowieść o kosmosie. Bohater, Andriy Melnyk, transportuje odpady nuklearne na Callisto, księżyc Jowisza. Po zagładzie Ziemi wydaje się ostatnim człowiekiem we wszechświecie. Wszystko zmienia wiadomość od francuskiej kosmonautki. Kosmiczna katastrofa staje się wówczas historią o samotności, potrzebie drugiego człowieka i miłości zdolnej pojawić się nawet po końcu świata.
Teraz czas na „Dinę”
Najbliższe wydarzenie odbędzie się w piątek, 28 sierpnia, o godz. 18.00 w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Opolu. Bohaterką wieczoru będzie Agata Romaniuk i jej najnowsza powieść „Dina, Dina”.
Romaniuk jest socjolożką, reporterką i pisarką, dorosłym czytelnikom znaną m.in. z „Z miłości? To współczuję. Opowieści z Omanu” i „Krótko i szczęśliwie. Historie późnych miłości”, a młodszym – przede wszystkim z niezwykle popularnej „Kociej Szajki”.
„Dina, Dina” ukazała się w 2026 roku. To opowieść rozpięta między Bolonią, Warszawą, Bagramem i Charkowem oraz pomiędzy przeszłością a wojenną współczesnością. Jej dwudziestoletnia bohaterka studiuje malarstwo w Bolonii. Kiedy Rosja rozpoczyna pełnoskalową wojnę przeciw Ukrainie, Dina wraca do Charkowa, aby zaopiekować się chorą babcią, która ją wychowała.
Co ciekawe, fikcja ma tutaj bardzo realny punkt wyjścia. Romaniuk opowiadała, że trzeciego dnia pełnoskalowej wojny do jej warszawskiego mieszkania trafiły babcia, córka i wnuczka uciekające z Charkowa. Dziewczynka miała na imię Dina.
W sobotę będzie tańczone
Dzień później Unia Kultur przeniesie się w zdecydowanie bardziej koncertowe rejony. W sobotę, 29 sierpnia, o godz. 20.00 na tarasie przy Atelier Teatru im. Jana Kochanowskiego wystąpi GG ГуляйГород / GulayGorod. W przypadku złej pogody koncert ma zostać przeniesiony do wnętrza teatru.
To ukraiński projekt etno-elektro, w którym tradycyjny folk spotyka się z EDM, DJ-skimi miksami, skrzypcami, sopiłką i folkowym śpiewem. Zespół koncertował nie tylko w Ukrainie i Polsce, ale również m.in. w Niemczech, Estonii, Grecji, Bułgarii, Egipcie i Indiach. Ma na koncie trzy albumy, występował na dużych ukraińskich festiwalach i pojawił się w telewizyjnym „Voice of the Country”.
„Moje kobiety”. Wojna widziana ich oczami
Po weekendzie zmieni się ton. We wtorek, 1 września, o godz. 18.00 w Domu Sztuki ŻAR odbędzie się spotkanie z Julią Iluchą, ukraińską poetką, prozaiczką i dziennikarką pochodzącą z Charkowszczyzny. Tematem będą „Moje kobiety”.
To książka zbudowana z głosów kobiet dotkniętych rosyjską agresją – migrantek, żołnierek, matek, kobiet tracących bliskich i próbujących żyć dalej w rzeczywistości wojny. „Moje kobiety” zdobyły tytuł ukraińskiej Książki Roku BBC 2024, a wcześniej przyniosły autorce International Chapbook Prize magazynu „128 LIT”. Polskie wydanie w przekładzie Katarzyny Fiszer ukazało się nakładem Kolegium Europy Wschodniej.
Ilucha sama nie jest obserwatorką wojny z bezpiecznej odległości. Od 2014 roku działa jako wolontariuszka, a wraz z przyjaciółką zebrała ponad pół tysiąca indywidualnych apteczek taktycznych dla ukraińskich żołnierzy. Jest również kuratorką projektu „Tam, gdzie dom”, wykorzystującego sztukę we wspieraniu rehabilitacji ukraińskich weteranów.
Na koniec Tochman i wojna przeciw wszystkiemu, co żyje
Finał zaplanowano na 17 września. O godz. 18.00 w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej w Opolu z czytelnikami spotka się Wojciech Tochman. Rozmowę poprowadzi Monika Ostrowska.
Punktem wyjścia będzie „Delfiny i Belzebub” – reporterska opowieść z Ukrainy, ale pokazująca wojnę z perspektywy, o której mówi się znacznie rzadziej. Tochman opisuje ludzi ratujących z terenów objętych działaniami wojennymi psy, koty i inne zwierzęta. Sam regularnie jeździ do Ukrainy i uczestniczy w takich ewakuacjach, choć własnej osoby nie wysuwa w książce na pierwszy plan.
To reportaż o cierpieniu i śmierci, ale także o ekobójstwie, odpowiedzialności człowieka za inne istoty oraz o próbie zachowania człowieczeństwa tam, gdzie wojna niszczy właściwie wszystko.
I chyba właśnie pomiędzy pierwszym wernisażem Natalii Nosovej a ostatnim spotkaniem z Wojciechem Tochmanem najlepiej widać sens całej Unii Kultur. Nie chodzi o pokazanie Ukrainy jako jednego wielkiego wojennego obrazu. Jest w tym programie wojna, bo od niej uciec się nie da. Ale jest też literatura, ilustracja, humor, miłość, muzyka elektroniczna, folk, kino science fiction, kobiece doświadczenie i zwykła potrzeba bycia razem.
Bo integracja zaczyna się nie wtedy, kiedy zostanie wpisana do programu czy strategii. Zaczyna się wtedy, kiedy ludzie przychodzą w to samo miejsce, siadają obok siebie i mają o czym rozmawiać.
Fot. CMZJMZ



















