Stare mury, które przez dziesięciolecia były przede wszystkim zabytkiem i turystyczną wizytówką Nysy, mogą znów pełnić funkcję bardzo zbliżoną do tej, dla której kiedyś je budowano. Fort I, Fort II i Fort Prusy mają zostać przeanalizowane pod kątem wykorzystania w systemie ochrony ludności. Samorządy Nysy i powiatu chcą sięgnąć po pieniądze przewidziane w nowych przepisach o ochronie ludności i obronie cywilnej i przystosować trzy obiekty do potrzeb sytuacji kryzysowych.

Jeszcze niedawno rozmowa o schronach, miejscach doraźnego schronienia czy zapasach na wypadek kryzysu brzmiałaby w Polsce trochę jak powrót do poprzedniej epoki. Dziś brzmi już zupełnie inaczej. Wojna za wschodnią granicą, doświadczenia powodzi i coraz częstsze ekstremalne zjawiska pogodowe sprawiły, że pytanie „gdzie mają się schronić ludzie?” przestało być teoretyczne.

I właśnie dlatego 26 sierpnia w Muzeum Powiatowym w Nysie spotkali się przedstawiciele administracji rządowej i samorządowej, straży pożarnej, Agencji Mienia Wojskowego oraz organizacji i instytucji zajmujących się bezpieczeństwem. Nie chodziło jednak o kolejną naradę dla samej narady. Najciekawszy i najbardziej konkretny punkt rozmów dotyczył nyskich fortyfikacji.

Na stole znalazły się trzy obiekty: Fort I, Fort II oraz Fort Prusy. Ich grube mury, konstrukcja i położenie powodują, że mogą być czymś więcej niż zabytkiem odwiedzanym podczas spaceru czy imprezy historycznej. Samorząd chce sprawdzić, w jakim zakresie można je włączyć do lokalnej infrastruktury ochrony ludności. Nie oznacza to oczywiście, że wystarczy otworzyć forteczną bramę, wstawić kilka ławek i zawiesić tabliczkę „schron”. Obiekty wymagają remontów i dostosowania do wymogów wynikających z ustawy o ochronie ludności i obronie cywilnej. Trzeba określić ich stan, możliwości techniczne, niezbędne wyposażenie oraz funkcje, jakie rzeczywiście mogłyby pełnić podczas zagrożenia.

„Chcemy, aby działania podejmowane w zakresie ochrony ludności były przemyślane, skoordynowane i odpowiadały na rzeczywiste potrzeby mieszkańców. Dlatego tak ważna jest współpraca wszystkich podmiotów, które mogą zostać zaangażowane w zapewnienie bezpieczeństwa mieszkańcom. Istotnym elementem tych działań jest również analiza możliwości wykorzystania istniejącej infrastruktury, w tym obiektów fortecznych w Nysie” – mówi Daniel Palimąka, starosta nyski.

To właśnie istniejąca infrastruktura może okazać się największym atutem Nysy. Miasto posiada rozbudowany system dawnych fortyfikacji, których budowa i rozbudowa przez stulecia podporządkowana była przecież jednemu celowi – obronie. Historia zatoczyłaby więc osobliwe koło: obiekty, które straciły militarne znaczenie, mogłyby ponownie służyć bezpieczeństwu, tyle że już nie żołnierzy, lecz mieszkańców.

Podczas spotkania rozmawiano również o znacznie mniej widowiskowej, ale równie ważnej stronie całego systemu: kto za co odpowiada, jakie zadania mają samorządy, służby, administracja rządowa i organizacje społeczne oraz jak przygotować ludzi, sprzęt i miejsca potrzebne podczas kryzysu. Najważniejszy jest jednak konkret, który po naradzie pozostał. Powiat Nyski i Gmina Nysa zdecydowały o współdziałaniu przy przygotowaniu Fortu I, Fortu II i Fortu Prusy do nowych zadań. W przedsięwzięcie mają być także włączane lokalne stowarzyszenia posiadające wiedzę i doświadczenie związane z nyskimi fortyfikacjami.

Samorządy chcą przy tym wykorzystać środki finansowe przeznaczone na realizację ustawy o ochronie ludności i obronie cywilnej.

I chyba właśnie w tym tkwi największy sens całego pomysłu. Nysa nie musi zaczynać od pustej kartki. Ma coś, czego wiele innych miast nie posiada – potężne, istniejące od stuleci budowle obronne. Teraz trzeba odpowiedzieć na znacznie bardziej współczesne pytanie: ile z ich dawnej funkcji da się odzyskać i jak zrobić to tak, aby w razie prawdziwego zagrożenia nie były tylko pięknym zabytkiem, lecz rzeczywistym miejscem bezpieczeństwa.

Fot. Powiat Nyski

Udostępnij:
Wspieraj wolne media

Skomentuj

O Autorze

Dziennikarz, publicysta, dokumentalista (radio, tv, prasa) znany z niekonwencjonalnych nakryć głowy i czerwonych butów. Interesuje się głównie historią, ale w związku z aktualną sytuacją społeczno-polityczną jest to głównie historia wycinanych drzew i betonowanych placów miejskich. Ma już 65 lat, ale jego ojciec dożył 102. Uważa więc, że niejedno jeszcze przed nim.