W czasach, gdy młody człowiek potrafi obejrzeć trzydziestosekundowy filmik o „sensacyjnym streszczeniu” powieści, ale nie ma cierpliwości przeczytać dwóch stron książki, biblioteka staje się trochę ostatnią spokojną wyspą. Taką, gdzie jeszcze pachnie papierem, ciszą i ludźmi, którzy wierzą, że świat nie kończy się na ekranie telefonu.
W ogrodach Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Opolu zainaugurowano właśnie Tydzień Bibliotek 2026. Hasło „Biblioteka. Otwierasz. Odkrywasz” brzmi dziś niemal jak manifest. Bo trzeba już nie tylko otwierać książki. Coraz częściej trzeba jeszcze otwierać ludzi na samą ideę czytania.
I może właśnie dlatego w tym wydarzeniu było coś wzruszającego. Kilkudziesięciu bibliotekarzy, ludzie od książek, spotkań, rozmów i cierpliwego tłumaczenia dzieciakom, że literatura to coś więcej niż obowiązkowa lektura i streszczenie z internetu. Trochę jak strażnicy świata, który powoli usuwa się w cień pod naporem powiadomień, rolek i algorytmów.
Kiedyś biblioteka kojarzyła się z panią uciszającą stuknięciem długopisu o biurko. Dziś to często centrum życia lokalnego. Warsztaty, planszówki, multimedia, spotkania autorskie, nauka korzystania z internetu, a nawet – jak mówiła podczas inauguracji Katarzyna Pawluk ze Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich – edukacja dotycząca higieny cyfrowej. I brzmi to trochę ironicznie: bibliotekarze muszą dziś uczyć ludzi, jak nie dać się pożreć ekranom.
A przecież książka robi coś, czego smartfon nigdy nie zrobi. Zmusza do cierpliwości. Do wyobraźni. Do skupienia. Nie wyskakuje z reklamą po pięciu sekundach. Nie krzyczy. Nie świeci. Nie walczy o uwagę jak przekupka na bazarze. Po prostu czeka.
Najbardziej niepokojące jest jednak to, że młodzi coraz rzadziej czytają dla przyjemności. Oczywiście – nadal są wyjątki, są pasjonaci, są kolejki po fantastykę czy kryminały. Ale coraz częściej książka przegrywa z telefonem już na starcie. Bo książka wymaga czasu, a współczesny świat nauczył młodych, że wszystko musi być szybkie, krótkie i natychmiastowe. Nawet emocje.
Dlatego takie wydarzenia mają sens większy, niż mogłoby się wydawać. To nie jest tylko środowiskowe święto bibliotekarzy. To trochę walka o resztki uważności. O to, żeby dzieci potrafiły jeszcze usiąść z książką bez odruchowego sprawdzania telefonu co trzy minuty.
Podczas inauguracji wręczono tytuł „Opolskiego Bibliotekarza Roku 2025”. Otrzymała go Barbara Górnik z filii nr 5 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Kędzierzynie-Koźlu. I dobrze, że takie osoby się docenia. Bo bibliotekarz to dziś nie tylko człowiek od katalogów i pieczątek. To trochę animator kultury, trochę psycholog, trochę przewodnik po świecie informacji i dezinformacji.
Marzena Przybysz mówiła podczas spotkania, że biblioteka ma być miejscem dla każdego. I rzeczywiście – w epoce coraz większej samotności biblioteki stały się jednymi z niewielu miejsc, gdzie można po prostu przyjść. Bez obowiązku kupowania kawy za 22 złote i bez konieczności udawania kogoś bardziej „premium”.
Może więc warto czasem wejść między regały. Otworzyć książkę. Odkryć coś więcej niż kolejną aplikację.
Bo naród, który przestaje czytać, bardzo szybko zaczyna wierzyć we wszystko, co miga mu na ekranie.
Fot. WBP Opole





















