W niedzielę Opole będzie jednym z ponad 30 polskich miast, w których ludzie wyjdą na ulice przeciw przemocy, agresji i nienawiści wobec Ukraińców oraz innych cudzoziemców. Opolskie spotkanie rozpocznie się w południe na placu Wolności, a jego inicjatorem jest Łukasz Janiszewski. Podobne manifestacje organizują w całej Polsce KOD, Akcja Demokracja, Obywatele RP, Fundacja Polskie Forum Migracyjne i inne organizacje społeczne. I chyba dobrze, że tym razem nie chodzi o kolejny internetowy protest, lecz o pokazanie swojej obecności naprawdę.
Bo internet od dawna już krzyczy. Czasami tak głośno, że można odnieść wrażenie, iż Polska nagle stała się krajem ludzi, którym przeszkadza język ukraiński w autobusie, ukraińska rejestracja samochodu albo ukraińskie dziecko na szkolnym korytarzu.
Nie stała się.
Problem polega raczej na tym, że najbardziej agresywni są zwykle najbardziej widoczni. A jeżeli pozostali milczą, łatwo pomylić hałas z większością. Właśnie dlatego w niedzielę, 9 sierpnia, w ponad 30 miastach mają odbyć się manifestacje solidarności z Ukrainkami i Ukraińcami oraz wszystkimi, którzy stają się ofiarami przemocy, hejtu i mowy nienawiści. W Warszawie, Krakowie czy Łodzi demonstracje rozpoczną się o godz. 17. W Opolu uczestnicy spotkają się o godz. 12 na placu Wolności.
Kuba Karyś, przewodniczący Komitetu Obrony Demokracji, przekonuje, że tym razem nie warto nawet licytować się frekwencją.
– Nieważne, czy przyjdzie kilkadziesiąt osób, kilkaset czy kilka tysięcy. Ważne, żeby pokazać, że Polska nie należy do tych, którzy próbują zastraszać ludzi tylko dlatego, że mówią innym językiem – mówi Karyś.
To ważne rozróżnienie. Można krytykować politykę migracyjną. Można dyskutować o świadczeniach dla cudzoziemców, kosztach pomocy, zasadach pobytu czy integracji. Można mieć pretensje do rządu polskiego, ukraińskiego albo obu jednocześnie. Demokracja właśnie po to jest, żebyśmy mogli się o takie rzeczy spierać.
Ale pobicie człowieka za rozmowę po ukraińsku nie jest „dyskusją o migracji”. Pobicie dziecka nie jest „wyrażeniem poglądu”. Atak na taksówkarza dlatego, że pochodzi z Azerbejdżanu, również nie jest żadną debatą polityczną. A właśnie takie wydarzenia przywołuje Akcja Demokracja. 19-latek pobity za rozmowę po ukraińsku przez telefon. Ciężko pobity 16-letni Artem. Atak na kierowcę taksówki z Azerbejdżanu pod Dworcem Gdańskim w Warszawie. Napaść na nastolatka w podwarszawskim pociągu.
Możemy się oczywiście pocieszać, że to pojedyncze przypadki. Tyle że każdy ciąg zdarzeń składa się z pojedynczych przypadków. I w którymś momencie trzeba powiedzieć: wystarczy.
Dlatego jeszcze przed niedzielnymi demonstracjami Akcja Demokracja zapowiada przekazanie premierowi 10 638 podpisów pod apelem „Dość bierności państwa”. Jego autorzy oczekują skutecznego ścigania sprawców przemocy, reakcji państwa na samozwańcze „patrole”, jednoznacznego potępienia kampanii nienawiści oraz przedstawienia planu ochrony osób szczególnie zagrożonych agresją. To nie są żądania nadzwyczajne. Państwo nie robi nikomu łaski, chroniąc człowieka przed pobiciem. To jedna z jego podstawowych funkcji.
Karyś zwraca uwagę na jeszcze jedną rzecz. Jest przekonany, że ludzi otwartych, normalnie traktujących swoich ukraińskich sąsiadów, jest w Polsce znacznie więcej niż tych, którzy żyją z nienawiści.
– Nie uwierzę, że przeciętnemu Polakowi naprawdę przeszkadza dwunastoletnia dziewczynka tylko dlatego, że mówi w innym języku. Polska nie jest krajem samych ksenofobów. Jeżeli jednak tak jest, musimy przestać siedzieć cicho i wreszcie to pokazać – mówi przewodniczący KOD.
Warto przy tej okazji przypomnieć sobie Polskę z wiosny 2022 roku. Nie tę z przemówień polityków. Tę z dworców kolejowych, prywatnych mieszkań, szkolnych sal, remiz i punktów pomocy. Ludzie przywozili koce, ubrania i jedzenie, jechali samochodami na granicę, przyjmowali obcych pod własny dach. Nikt nie sprawdzał wcześniej ich poglądów politycznych. Pomagano, bo obok trwała wojna i uciekali przed nią ludzie. Od tamtej pory część z nich wróciła. Inni zostali. Pracują obok nas, ich dzieci chodzą do polskich szkół, płacą podatki i składki. Są sprzedawcami, kierowcami, lekarzami, budowlańcami, informatykami, pielęgniarkami. Po prostu żyją tutaj.
– Dzisiaj słyszą czasem, że powinni „wracać na Ukrainę”. Tylko dokąd ma wrócić człowiek, którego dom w Mariupolu albo Buczy został zniszczony przez Rosjan? – pyta Karyś.
Jest także argument całkiem pozbawiony sentymentów. Gospodarka. Przewodniczący KOD przypomina, że Ukraińcy są już ważną częścią polskiego rynku pracy, płacą podatki i składki. Jego zdaniem nagły wyjazd około miliona osób oznaczałby dla polskiej gospodarki bardzo poważny wstrząs.
Ale nawet ten argument postawiłbym dopiero na końcu.
Bo człowieka nie należy bić nie dlatego, że płaci składki do ZUS. Nie należy go bić również wtedy, kiedy nie wpłacił do polskiego budżetu ani złotówki.
To naprawdę nie jest szczególnie skomplikowana zasada.
I właśnie dlatego niedzielny marsz ma sens. Nie dlatego, że kilkaset osób na placu Wolności zlikwiduje nienawiść w Opolu, a kilkadziesiąt demonstracji wykorzeni ją z całej Polski.
Ma sens dlatego, że przestrzeń publiczna nie może należeć wyłącznie do tych, którzy krzyczą najgłośniej.
– Solidarność z Ukraińcami jest dzisiaj kwestią zwykłej ludzkiej przyzwoitości. Jeżeli będziemy udawali, że nie widzimy hejtu i agresji, sprawcy poczują się jeszcze pewniej – mówi Karyś. – Wyjście na manifestację może dziś wymagać trochę odwagi. Tym bardziej warto wyjść i pokazać, że ludzi, którzy nie godzą się na nienawiść, jest więcej.
W niedzielę o godz. 12 na placu Wolności w Opolu będzie można to sprawdzić.
Nie trzeba kochać KOD. Nie trzeba popierać Akcji Demokracja. Nie trzeba zgadzać się z każdym postulatem dotyczącym Ukrainy ani z polityką któregokolwiek rządu.
Wystarczy uważać, że człowieka nie wolno poniżać, zastraszać ani bić za to, skąd pochodzi i w jakim języku rozmawia przez telefon.
Poprzeczka naprawdę nie jest zawieszona wysoko.
Fot. melonik



